Miesięczne archiwum: Październik 2014

Kosmiczny uczeń czarnoksiężnika..

Czy nauka i nasa mają z sobą coś wspólnego, oprócz wspólnej pierwszej litery, w naszym ojczystym języku? Większość ludzi kojarzy tę instytucję z lotami ‚w kosmos’, rakietami, kosmonautami, lądowaniem na Księżycu i przygotowywaniami do wypraw, na przykład na Marsa; czyli z oczywistymi dla nowoczesnego człowieka – naukowymi konotacjami.
Tymczasem niewiele osób zna historię powstania tej agencji, której pełna oficjalna nazwa brzmi:National Aeronautics and Space Administration – Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej, a nieoficjalna, ale bardziej pasująca do działalności tej agencji nazwa to: National Arts and Science Association where Art and Science come together to fool the public. Dlaczego?
Nasa jest organizacją okultystyczną, związaną ściśle z masonerią i satanizmem, jej założycielem był Jack Parson, który oprócz tego, że był chemikiem i wynalazcą paliwa używanego jako napęd rakietowy, pełnił funkcję arcykapłana szatańskiego kościoła, któremu przewodził, satanistyczny lider Alister Crowley.
Parson zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, niedługo po próbie spłodzenia z jedną z uczennic magii, potomka z nasienia węża. Na ile mu się to  udało, nie wiadomo, sprawy zostały, jak zawsze w takich wypadkach – objęte tajemnicą. Po śmierci Parson’a, agencja nasa nazwała jego nazwiskiem jeden z kraterów, po ciemnej stronie księżyca.
Verner von Braun, który został przetransportowany z nazistowskich  Niemiec do Ameryki, i został zatrudniony w ‚programie kosmicznym’, twierdził : ‚Stoimy w obliczu mocy i sił, których podstawy działań, są nam obecnie nieznane’. Nie wykluczone, że miał na myśli operacje, o których debatowano na obradach nasa, a które były ‚przesycone masońskim okultyzmem, pozaziemskimi manifestacjami i magicznymi związkami astronautów’. Tak więc  z czymkolwiek może się kojarzyć agencja nasa, to potoczne skojarzenia z nauką, są tu mocno przesadzone. (na podstawie źródła)

A teraz pytanie, związane z doświadczeniami robionymi podczas ‚misji wahadłowców'; a konkretnie  chodzi o: misję na promie STS-58, podczas której dr Martin Fettman pierwszy lekarz weterynarii ( w tym miejscu), przeprowadził eksperyment, odcinając głowy szczurom..za pomocą specjalnie wybudowanej miniaturowej gilotyny, jak podaje zdumiewający raport nasa.
W jakim celu obcinano tym nieszczęsnym zwierzętom głowy?.. To przecież brzmi, jak scenariusz do niskobudżetowego horroru..Czyżby to były jakieś ćwiczenia wstępne do masowego obcinania głów ludziom, o których to nadchodzących wydarzeniach wspomina Biblia* ? – bo gilotyny są już przygotowane.. *Obj. 20:4
4. I widziałem trony, i usiedli na nich ci, którym dano prawo sądu; widziałem też dusze tych, którzy zostali ścięci za to, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże, oraz tych, którzy nie oddali pokłonu zwierzęciu ani posągowi jego i nie przyjęli znamienia na czoło i na rękę swoją. Ci ożyli i panowali z Chrystusem przez tysiąc lat.

A teraz proponuję chwilę refleksji nad poniżymi obrazkami, które znalazłam dzisiaj i po pierwszym skojarzeniu powstał taki oto kolaż:
kosmo-farao1a

źródło: 1, 

 źródło: 2

Wieści ze stratosfery..

No i doczekaliśmy kolejnego wyczynu, tym razem dokonanego przez śmiałego  57-latka, jeszcze bardziej spektakularnego niż skok Felixa B, aczkolwiek przeprowadzonego w sposób dyskretny – o czym donosi Gazeta Lubuska, gdzie między innymi czytamy:
‚Skok Alana Eustace odbył się bez wielkiej oprawy medialnej i pomocy sponsorów, które towarzyszyły wyczynowi Feliksa Baumgartnera. Wiceszef Google’a, dzięki balonowi, wzniósł się dokładnie na wysokość 41.419 m i zaczął spadać. Minęły 4,5 minuty zanim otworzył spadochron.
- To było niesamowite. Można zobaczyć ciemną głębię kosmosu i kolejne warstwy atmosfery – mówił po skoku Alan Eustace. Jak dodał 57-latek, nie słyszał jednak huku przy przekraczaniu bariery dźwięku – podaje Informacyjna Agencja Radiowa.
Alan Eustace postanowił, że skoczy w 2011 r.
57-letni informatyk Alan Eustace decyzję o skoku podjął co najmniej w 2011 r. Wtedy zaczął przygotowywać się do ekstremalnego wyzwania. 3 lata temu spotkał się z Taberem MacCallumem, którego firma – Paragon Space Development Corporation – była odpowiedzialna za przygotowanie systemu, dzięki któremu Eustace mógł oddychać tlenem podczas wznoszenia i skoku.
Eustace spadał z prędkością nawet 1.322 km na godz. Rekord Baumgartnera pobił w piątek 24 października, a swym balonem wystartował z lotniska w Roswell w Nowym Meksyku.

Przeanalizujmy, czego się właściwie dowiadujemy: otóż, jak się okazuje nie byle kto, bo wiceszef Google, już trzy lata temu, a więc na rok przed nagłośnionym skokiem w kapsule Felixa B, też miał plany, aby sobie skoczyć ze stratosfery. Powstaje przy tej okazji kilka pytań: Dlaczego panowie  nie spotkali się w międzyczasie, aby omówić szczegóły i wymienić się doświadczeniami w przygotowaniach, a następnie ze skoku, który już się odbył? Czy Felix B. wiedział, że  wiceszef Google planuje podróż do stratosfery bez kapsuły? Jako młodszy i doświadczony w lotnictwie Felix B. powinien być bardziej zainteresowany takim sposobem, niż skokiem z kapsuły, prawda?                                                                                                                                                        W każdym razie, ja bym tak zrobiła na pewno, zwłaszcza, że panowie skakali z tego samego miejsca, bo nomen-omen; z Roswell.

Nie wnikam w kwestie finansowe, bo wszyscy wiemy, że sytuacja  emerytów, lub osób w wieku przedemerytalnym tam, gdzie skoki się odbyły, pozwala na planowanie różnych przedsięwzięć, ale czy osoba 57 letnia, jest w stanie kondycyjnie sprostać wyzwaniu, z którym niejeden 30-latek, bez kilkuletniego treningu dla lotników, mógłby sobie nie poradzić? Patrząc na te migawki ze skoku, widzimy, że leciwy informatyk wiruje, jak kosmonauta w maszynce do wytwarzania przeciążeń, i może dlatego właśnie nie był on w stanie, jak podaje informacyjna Agencja Radiowa- usłyszeć huku przy przekraczaniu granicy dźwięku, bo nie wykluczone, że zemdlał, skoro zrobiło mu się czarno przed oczami, i nie było to od kosmosu, bo gdzie się podziały gwiazdy, których nie widział?.. No i znowu na filmiku ze skoku mamy ‚czaga, czaga‚ podczas skoku, a potem już tylko widzimy otwarty spadochron i szczęśliwego starszego pana, który gotuje się do wzorcowego lądowania. Za dużo pytań bez odpowiedzi.
Zobaczmy teraz jaki huk towarzyszy przy przekraczaniu bariery dźwięku samolotom:

Kolejne pytanie, to: czy mając taka niezwykłą okazję do pokazania tego, co widać z takiej wysokości – i to na okrętkę, nie można było porobić porządnych zdjęć? Ja bym na miejscu tych obu panów napstrykała zdjęć od groma, a na dodatek nakręciła, co widać w czasie rzeczywistym! No a nam znowu pokazali tyle, co nic, a reszta wylądowała w czyimś prywatnym albumie. Co to ma być?

To jakaś kpina. Bardzo, ale to bardzo nieładnie, oni mają nas wszystkich za idiotów, którym pokazują co chcą i niestety większość w to wierzy.

Zamiast bajek z kosmosu proponuję film, na którym zostało pokazane, dlaczego rzeczone zdjęcia z kosmosu, które nam pokazują są nieprawdziwe. Tekst opisowy jest w języku angielskim, dlatego krótkie  omówienie: proszę zwrócić uwagę na zdjęcia, które są nam pokazywane jako rzeczywiste, na których – gdyby były rzeczywiste – powinny występować zmiany kąta położenia, w czasie ruchu, względem siebie obserwowanych obiektów – chmur z wysokości – obserwowanych od strony obserwatora, tak, jak to zostało pokazane przy końcu filmu, podczas jazdy ulicą. Bardzo polecam!

Zapraszam następnie do oglądnięcia kolejnego ciekawego filmu, pozostającego w temacie obrazków z kosmosu:

 

Zmarnowany czas*..

Jako dziecko oglądałam film radziecki, o powyższym tytule*, który przypomniał mi się przy okazji  dzisiejszej zmiany czasu na ‚zimowy’, albo raczej na  normalny, czyli taki, jaki był dopóki nam go nie zaczęto podkradać. Niestety straty czasu nie da się nadrobić, bo jak tu zwrócić sen tym, którym go skrócono? Większość z myślących ludzi jest zgodna co do tego, że zabieg ‚zmiany czasu’ jest nieopłacalny, a rzeczone oszczędności pozorne, jak to więc jest i dlaczego wszyscy się na to zgadzamy? Ludzie psioczą, ale stado prze w wyznaczonym kierunku..
Kilka miesięcy temu, przy zmianie czasu na ‚letni’, ktoś napisał, cytuję za (źródłem)
‚W ostatnią sobotę odbyliśmy wszyscy podróż w czasie, (..)na podstawie dyrektywy UE 2000/84/EC (..) Nastąpiła tak zwana zmiana czasu. Rytualne sprawdzenie, czy obywatele nadal robią dowolną durnotę, której chcą od nich ich władcy. Oficjalnie jest to dostosowanie się do pory roku i mityczne oszczędności, których nikt nie zna.
Dobrze znane są za to negatywne skutki manipulowania przy czasie. Pierwszym lepszym przykładem jest każdorazowy chaos na kolejach, zdezorientowani pasażerowie itd. Zwykli ludzie wstając rano w niedzielę nie byli pewni która właściwie jest godzina, bo ich urządzenie mogło się przecież nie przełączyć automatycznie.(..)
Są konkretne badania dowodzące, że zmiana czasu powoduje depresję, rozkojarzenie prowadzące do częstszych wypadków drogowych, oraz poważne choroby kardiologiczne związane z rozregulowaniem stylu życia, niedosypianiem i wczesnym wstawaniem. Podobno w okresie zmiany czasu jest o 1/4 więcej zawałów niż normalnie.
Po co zatem ludzie to robią? Otóż okazuje się, że wymyślili to amerykańscy masoni, a pierwszymi postępowcami, którzy to wprowadzili byli Niemcy i Austro-Węgry. Potem gdy wróciła Polska ten nienaturalny czas letni wprowadzono tylko raz, w 1919 roku, ale szybko z tego zrezygnowano.
Potem obowiązkowy czas letni dla tego co zostało z Polski wprowadził Adolf Hitler i jego innowacja trwa do dzisiaj. Wszyscy rytualnie zmieniają godziny, męczą się a nawet umierają, a wszystko to w imię stadnego ćwiczenia, złośliwego eksperymentu z przeszłości, który został zaimplementowany przez bezrefleksyjnych polityków, którzy narzucają to być może nawet nie wiedząc po co.
Na świecie coraz więcej krajów rezygnuje z czasu letniego, ale wciąż lista otumanionych, którzy rezygnują ze swojego normalnego czasu słonecznego jest całkiem spora.
 Zawsze po takiej operacji pozostaje spora ilość zegarów, które mozolnie się przestawia a potem gdy już wszystkie działają według jednego czasu nadchodzi kolejna zmiana i robota głupiego zaczyna się od nowa.

Czy wobec powyższego, nie byłoby najlepszym rozwiązaniem ponowne zaimplementowanie zegara słonecznego, przy którym nikt, oprócz  Pana Boga, nie potrafi manipulować? ..

Ziemia niczyja?..

Szukając ciekawostek z ‚wszechświata’, natknęłam się dzisiaj na wiadomości o ‚zmianie biegunowości ziemskiego pola magnetycznego’, co jak się okazuje jest zagadnieniem wywołującym liczne kontrowersje naukowe, a jakie? Cytuję fragment za źródłem:
(..)Nowe badania przeprowadzone przez międzynarodowy zespół włoskich, francuskich i amerykańskich ekspertów wykazały, że ostatnie odwrócenie biegunów magnetycznych, które wystąpiło około 786 tysięcy lat temu i nie trwało bynajmniej kilka tysięcy lat, jak wmawiali nam dotychczas naukowcy, ale stało się to bardzo szybko, w mniej niż sto lat. To znaczy, proces ten skraca się do czasu porównywalnego do ludzkiego życia.

To, że naukowcy lubią wmawiać nam różne aksjomaty; wiem już od jakiegoś czasu, i tą wiedzą między innymi, staram się dzielić , na moim blogu.
Zanim doczekamy się ewentualnych, kolejnych zmian w oficjalnych stanowiskach, na temat tego, co sie właściwie dzieje na ‚biegunach’ – zwłaszcza ‚południowym’, pozwólmy sobie na nieśmiałe retoryczne pytania, a na niektóre  z nich, być może, naukowcy będą gotowi do odpowiedzi, oczywiście, jeśli dostaną taki sygnał od swych mecenasów. Trzeba brać pod uwagę, że w skali naukowej, zmiany mogą nadejść nieprędko, a patrząc na zapowiedzi, nie zapowiadają się one wcale kolorowo, nie licząc zmian koloru chmur na przykład na cukierkowo różowy, podczas zachodów słońca, ale jak to mawia  stare przysłowie: miłe złego początki, bo te bajkowo-muminkowe obłoki, powstają z powodu oprysków smugami chemicznymi i w tym temacie  ‚oficjalna nauka’ też milczy.
Jeśli zapowiadane mutacje  mają iść w kierunku muminków, to pół biedy, ale chodzą słuchy o postaciach ze zgoła innych ‚bajek’..
Dzisiaj  właśnie narysowałam szkic do nowego obrazu, na którym będzie błękitne niebo z chmurami, ale nie z takimi, jakie również dzisiaj zobaczyłam z okna; były to dwie grube żyły smug chemicznych, we  wściekle chemicznym pomarańczu, przechodzącym miejscami w czerwień, jednej z części ciała pawiana.

Poniżej zapraszam na film, który koresponduje z tematem ‚biegunów’. Autorka filmu, w sposób skondensowany prezentuje  temat dotyczący ‚skrawka’ , ziemi  tak zwanej ‚niczyjej’, bo czyja ona  de facto jest, dowiemy się z filmu, na którym padają również, istotne pytania, które w większości pozostają  bez odpowiedzi, oczywiście, nie z winy Autorki filmu.

 

Recenzja, czyli najnowsze trendy w fantasy-fiction.

Ledwo przebrzmiały fanfary po Oskarze dla filmu ‚Grawitacja’ , a tu inżynierowie od imaginacji, mają dla widzów kolejną odsłonę, oczywiście z kolejną sprawdzoną gwiazdą ( magnetyczną ). Nie byłam skłonna oglądać ten film, bo znając wcześniejsze produkcje reżysera, dedukowałam ( i słusznie), że będzie strzelanina, bieganina i demolka. Jednakże tak się złożyło, że wczoraj film obejrzałam, dzięki czemu mogę podzielić się z Gośćmi mojego bloga, krótką recenzją, uzasadniającą: dlaczego na ten film nie zapraszam, ani nie polecam nikomu, no chyba  tylko osobom, które chciałyby zobaczyć kolejne hollywoodzkie misterium przekazu podprogowo-sensorycznego, pt: ‚wszystko czuję’ – wypowiadane przez gwiazdę; a tym ‚wszystkim’ okazują się być sprawy niebagatelne i brzmiące naukowo.
Oczywiście, żeby to wszystko ‚poczuć’, trzeba nieźle się ujarać i to pod przymusem*, dokładnie tak, jak bohaterka filmu, noszącym zagadkowy, a jednocześnie jakże symbolicznie koincydencjalny tytuł: ‚Lucy’. Nie wiemy bowiem ( prawie do końca filmu), czy tytuł ten jest jedynie żeńską formą imienia reżysera, czy kryje w sobie głębsze przesłanie, które wyziera z kadru na kadr tego, kolejnego chyba pretendenta do Oscara, skoro jedno z wiodących przesłań XXI wieku, zostało widzowi przekazane i wzmocnione, tak, aby przypadkiem, po  latach nomen-omen przymusowej* edukacji, trafiając między innymi w takie miejsca, jak ten blog, nie zapomniał aksjomatów, za które aż dziw bierze, jeszcze nikt nie dostał Nobla.
Zobaczmy, co to za przesłanie w 34 min, 52 sek:   Lucy-ziemia2
Po tej promującej wielki wybuch i ewolucyjne fantasmagorie, kanonadzie efektów specjalnych, w których bogiem  jest czas, z którym ujarana blond bogini radzi sobie lepiej, niż zespół naukowców z Uniwersytetu, nadchodzi kluczowe spotkanie głównej blond gwiazdy z  jej bynajmniej nie blond; imienniczką. Jak wynika z filmu i teorii, w którą większości wypada wierzyć, a naukowcy muszą, jest to daleka ( w czasie) kuzynka z Afaru, albo jak kto woli Australopithecus afarensis. Następuje scena, która mogłaby zainspirować nawet samego Michała Anioła, gdyby malował fresk na zamówienie Smithsonian Institute.
Na szczęście film dobiega końca, bo po tym, gdy pada tekst, jakby żywcem wyjęty z innego filmu; pt: ‚Adwokat diabła’, wszystko już zostało powiedziane.

A teraz czas na powrót do prawdy objawionej. W tym celu sięgnijmy jako antidotum na te kosmo-fantasy, do Biblii i zapoznajmy się z kilkoma fragmentami Bożego scenariusza, ( którego być może, reżyser filmu Lucy jeszcze nie czytał, a szkoda!)
Job. 38:4-6
4. Gdzie byłeś, gdy zakładałem ziemię? Powiedz, jeśli wiesz i rozumiesz.
5. Kto wyznaczył jej rozmiary? Czy wiesz? Albo kto rozciągnął nad nią sznur mierniczy?
6. Na czym są osadzone jej filary albo kto założył jej kamień węgielny?
Izaj. 40:21-22
21. Czy nie wiecie? Czy nie słyszeliście? Czy wam tego nie opowiadano od początku? Czy nie pojmujecie tego dzieła stworzenia ziemi?
22. Siedzi nad okręgiem ziemi, a jej mieszkańcy są jak szarańcze; rozpostarł niebo jak zasłonę i rozciąga je jak namiot mieszkalny.
Ps. 33:13-14
13. Pan spogląda z nieba, Widzi wszystkich ludzi.
14. Z miejsca, gdzie przebywa, Patrzy na wszystkich mieszkańców ziemi,
Ps. 93:1-5
1. Pan jest królem. Oblekł się w dostojność; Pan oblekł się i przepasał mocą, Utwierdził okrąg świata, tak że się nie zachwieje.
2. Mocno stoi twój tron od dawna, Tyś jest od wieczności.
3. Podnoszą rzeki, Panie, Podnoszą rzeki swój głos, Podnoszą rzeki swe wzburzone fale.
4. Nad szum wielkich wód, nad potężne fale morskie, Mocniejszy jest Pan na wysokości.
5. Świadectwa twoje są godne wiary, Ozdobą domu twego, Panie, jest świętość po wsze czasy.
Ps. 104:1-5
1. Błogosław, duszo moja, Panu! Panie, Boże mój, jesteś bardzo wielki! Przywdziałeś chwałę i majestat.
2. Przyodziewasz się światłością jak szatą, Niebiosa rozciągasz jak kobierzec.
3. Budujesz na wodach swoje górne komnaty; Czynisz obłoki rydwanem swoim, Suniesz na skrzydłach wiatru.
4. Czynisz wiatry posłańcami swymi, Ogień płonący sługami swymi.
5. Ugruntowałeś ziemię na stałych podstawach, By się nie zachwiała na wieki wieczne.

Wieża Babel, reaktywacja..

..czyli historia lubi się powtarzać.
Być może niektórzy z Czytelników odwiedzających mój blog, mieli już okazję podziwiać talent malarzy niderlandzkich. Jednym z nich był Pieter Breugel(starszy), który namalował w 1563 r.; obraz zainspirowany historią biblijną z 11 rozdziału Księgi Rodzaju. Z kolei, ten 16-to wieczny obraz, stał się inspiracją do stworzenia plakatu współczesnego, odwołującego się do tejże historii biblijnej. Zanim  ktoś pomyśli sobie – ale przypadek! – przeanalizujmy, czy to rzeczywiście mógł być  tylko ‚przypadek’, bo przecież żyjemy w świecie, w którym wszystkie wydarzenia dzieją się w sposób przyczynowo-skutkowy.
babel
Oto obraz P.Breugel’a i poniżej plakat UE – jakże podobny w przekazie ideowym.

plakatUEj

Czy hasło na plakacie: ‚wiele języków, jeden głos‚ nie pobrzmiewa nutą nostalgii za czasami, gdy: Cała ziemia miała jeden język i jednakowe słowa.? 1 Moj. 11:1
No a gwiazdy, czy ich kierunek do góry rogami coś oznacza? Oczywiście, każdy kto słyszał o symbolice okultystycznej od razu rozpozna ten symbol.  Więcej info ( niezwykle ciekawych: tutaj.)
Wieża Babel była nie tylko, jak na tamte czasy, imponujących rozmiarów, obecnie nie udało się osiągnąć takiej wysokości i gabarytów, budowlom nawet w kraju, gdzie waluta ciągle ma pokrycie w złocie.
W Księdze Jaszera ,w  rozdziale 9 czytamy:
27 I zbudowali sobie wspaniałe miasto i wysoką, mocną wieżę a z powodu jej wysokości wspinaczka z zaprawą i cegłami zajmowała dostarczającym je rok i dopiero wtedy docierali do budujących i dawali im zaprawę i cegły. Tak czyniono codziennie.

A budowano ja przez 43 lata, jak podaje Księga Jubileuszów.
Jaka zatem musiała być ogromna!

Spróbujmy teraz dokonać kilku obliczeń, na podstawie informacji z Księgi Jaszera:
Księga Jaszera rozdz. 9
37 I zaprzestali budowy miasta i wieży. Dlatego nazwał [Pan] to miejsce Babel, ponieważ pomieszał tam języki całej ziemi. Było to na wschód od ziemi Szinar.
38 A co do wieży, którą zbudowali synowie człowieczy, ziemia otworzyła swe usta i połknęła jej trzecią część, a z niebios zszedł również ogień i spalił trzecią część, a ostatnia, górna część pozostała po dziś dzień, a jej obwód wynosi trzy dni marszu.
Trzy dni marszu, to według mapy google, mniej więcej: jak z Katowic do Wyszkowa za Warszawą, ok. 348 km, piechotą 71 godzin. Gdyby wieża miała podstawę okręgu, to wtedy obliczamy średnicę, co nam daje jaki wynik? – ja już wiem, ale niech to będzie zadanie domowe dla lubiących liczyć :) Jeśli  wieża była budowana na planie kwadratu, to wtedy też mamy kolejne działanie matematyczne i wiemy, ile wynosił jeden bok kwadratu.  Przypominam, że to była tylko górna część wieży, pozostała po zburzeniu jej przez Boga.

Lokalizacja
Ron Wyatt, zwany przez zazdrosną konkurencję pseudo-archeologiem, gdyż nie posiadał akademickich tytułów, a który kierował się niezwykłą intuicją w dokonywaniu odkryć archeologicznych; twierdził, że widział Wieżę Babel z samolotu podczas lądowania w południowej Turcji na drodze do strefy Ararat. Strefa została następnie zalane po zakończeniu  zapory i zbiornika Ataturk. Inni, którzy udali się na miejsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat twierdzą, że szczyt wieży ruiny z cegły, wystaje nad wodą pod koniec pory suchej. Ponieważ strefa ta  nigdy nie została przebadana, nie można zweryfikować tej informacji ‚bez wątpliwości’, co nie zmienia faktu, że typowania Ron’a Wyatt’a, zawsze okazywały się strzałami w dziesiątkę.
**************************************************************************************
Nie tylko UE posiłkuje się symboliką najsłynniejszej wieży w historii ludzkości. Być może panowie, których ulubionymi narzędziami w konstruowaniu nowego porządku świata są cyrkiel i pion murarski, tudzież gwiazdy z rogami do góry, snują plany pomocnicze, w kraju kwitnącej wiśni. Okazuje się, że pobicie tego rekordu wielkości, planują Japończycy, co stawiałoby dotychczasowe największe światowe budowle w pozycji  zapałki do drzewa.
ultimatower1a
źródło

Chodź, pomaluj mój świat..

Z pewnością niektórzy z nas, pamiętają jeszcze przebój lat 70-tych, zespołu 2+1, o kolorowym, jak na tamte czasy tytule: Chodź, pomaluj mój świat. Kto by się spodziewał, że z tym wyzwaniem, zmierzą się, w obecnych latach – i to dosłownie; agencje naukowe! A z jakim skutkiem? No, to już niech każdy oceni sam. U mnie jedynka z minusem, i zero z zachowania (przytomności umysłu).

W opisie  do obrazka czytamy: Ziemia nie wygląda tak, jak nam się wydaje.źródło

kolorowa-ziemia12

Oj, nie wygląda..

A jeśli nie tak, to jak?.. Dociekliwych zapraszam na poniższy film, zatytułowany: Płaska Ziemia – kilka logicznych dowodów i faktów rzeczywistości na płaską ziemię. 

 

 

Krwawe księżyce Tetrady- kolejny 4.04.2015 r.

tetrad1
Biblia objawia, że Bóg uczynił słońce, księżyc i gwiazdy jako światła, oraz znaki.
1 Moj. 1:14
14. Potem rzekł Bóg: Niech powstaną światła na sklepieniu niebios, aby oddzielały dzień od nocy i były znakami dla oznaczania pór, dni i lat!

Rzadka sekwencja księżycowych czerwonych księżyców, zwana Tetradą,  występuje w  latach 2014 – 2015, podczas żydowskich świąt Paschy i Sukkot (Święto Namiotów). Dwa zaćmienia Słońca będą także występować w 2015 roku , w żydowskim Nowym Roku dla Królów i w Święto Trąb.

c.d. w zakładce: POLECAM

Gdzie był Bóg?..

To pytanie pojawiło się na forum, w temacie poświęconym wspomnieniu o jednej z gwiazd polskiego kina, zmarłej wczoraj, a skoro nie mogę, z powodu bana wypowiedzieć się bezpośrednio na tym forum, mam nadzieję, że  Użytkownicy, których nurtuje ten dylemat, zaglądną tutaj.
Zawsze, gdy tracimy  kogoś bliskiego, czy kogoś, z kim w jakiś sposób łączymy się emocjonalnie; odczuwamy smutek. To jest zrozumiałe, dlatego też nie powinno nikogo dziwić ( a zdarza się, ze dziwi), gdy rodzina i inni bliscy, przeżywają to rozstanie, nawet będąc chrześcijanami. Niektórzy pytają; dlaczego chrześcijanie się smucą, gdy umiera im ktoś bliski? Dzieje się tak, bo jeśli kogoś kochamy, a sami nie znamy dnia naszego odejścia do wieczności i ponownego spotkania się tam z  bliskimi, to jasne, że może się nam tutaj trochę dłużyć i jest nam smutno. Nawet Pan Jezus zapłakał nad grobem Łazarza, a przecież wiedział, że może go wskrzesić, co też uczynił! Czytamy o tej niezwykłej historii w Ewangelii Jana:11:20-45

A Ty, Czytelniku, czy wierzysz, w to, co powiedział Jezus i co udowodnił na oczach Marii, Marty i innych obecnych przy grobie Łazarza? Jezus Chrystus, Syn Boga Ojca powiedział o Sobie: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? Ewangelia Jana 11;25;26
Jeśli wierzysz, to śmierć fizyczna będzie dla Ciebie wyjściem z ciała i oczekiwaniem na dzień zmartwychwstania,  w miejscu, którego piękna nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić.. Tam będzie na Ciebie czekał Bóg!