Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Lody dla ochłody..

Tego lata upały nam dopisały i to w stopniu zadowalajacym nawet zagorzalych zwolenników tropików, niech więc chłodzacą bryzą, będzie temat z rejonów ciągle tajemniczych i  dla wielu niedostępnych, a związany, jak już pewnie Goście mojego bloga się domyślają z Antarktydą, o której małe co nieco już tutaj wcześniej pisałam.

Historia oficjalna przekazuje, że jednym z pierwszych eksplorerów tych rejonów, był między innymi Ernest Shackleton, który za wyprawę o dość nietypowej, jak na lodowe szlaki, nazwie bo – uwaga: NIMROD expedition, statkiem o tejże samej, starożytnej nazwie,  otrzymał Królewski Order Wiktorii, a potem tytuł szlachecki, i aczkolwiek szerokości geograficzne osiągnięte podczas tej wyprawy były kwestionowane, to  wspięto się na Erebus, i nomen-omen jest to nazwa w klimacie nie odbiegającym daleko, swymi mrocznymi konotacjami,  od imienia Nimrod, gdyż to właśnie tenże potomek jednego z trzech synów Noego, skrzyknął do budowy wieży zwanej Babel , o czym informuje nas Księga Jaszera.  ( o tejże budowli też już wspomniałam na blogu.)

Taka ciekawostka: nazwa Erebus została nadana temu wulkanowi, przez jego odkrywcę; sir James’a Clark’a Ross’a, który do  Antarktydy zawitał na statku o tym samym imieniu. Nazwę po drugim statku: Terror; otrzymał znajdujący się we wschodniej części Wyspy Ross’a wulkan Mount TerrorErebus w mitologii greckiej był synem Chaosu, bogiem ciemności. A słowo terror jest zrozumiałe dla wszystkich, bo ma nieprzemijające i aktualne w każdej epoce znaczenie. (Nazwy w każdym razie osobliwe zarówno dla statków, jak i gór..)

Moda na mitologiczne nazwy okazuje się być trendy nie tylko w kręgach eksplorerów ziemi i mórz, ale i przestrzeni nad ziemią, bo przecież cały program ‚kosmiczny’ jest ich niestrudzonym propagatorem.

Kolejnym modnym przedsięwzięciem jest upamiętnianie wydarzeń sprzed lat, poprzez  analogiczne wyczyny, i takimż okazał się wyczyn powtarzający jedną z wypraw sir Shackleton’a, którego śladami,  ruszyła współcześnie – 100 lat później,  ekspedycja,  na wzór  wyprawy  z 1914 roku, z odtworzeniem całej trasy.
Głównym bohaterem tej eskapady był Tim Jarvis, który w jednym z wywiadów stwierdził interesującą rzecz, mianowicie powiedział: (..)Shackleton próbował ocalić swoich ludzi przed  Antarktydą, a teraz on ( Tim Jarvis) usiłuje ocalić Antarktydę przed ludźmi. Co za niezwykłej wagi zmiana, która  się dokonała w ciągu stu lat, od tamtej pamiętnej wyprawy(..).(podkreślenia moje)

(I owszem, zmiana jest, aczkolwiek w kierunku utajniania tego, co dotyczy Antarktydy, ciągle nie podaje się do publicznej wiadomości wielu szczegółów’ związanych na przykład z wyprawami, w których uczestniczył kpt. Byrd; o kryptonimach: High Jump i Deep Freeze.)

Nawet gdybyśmy nie chcieli doszukiwać się  żadnych podtekstów w wypowiedzi T. Jarvis’a, to brzmi ona co najmniej intrygująco, w zestawieniu z informacjami na temat zawarcia  Układu Antarktycznego przez wiodące państwa świata współczesnego, którego celem, od ponad pół wieku jest ten sam zamiar..
A co zaskakuje chyba najbardziej, to fakt, że w obliczu różnych światowych konfliktów i perturbacji zimno i gorąco – wojennych, ciągłych dyplomatycznych zawirowań i przepychanek pomiędzy siłami politycznymi tychże państw, oraz nieudanych próbach ochrony środowiska tam gdzie mieszkają ludzie; ten właśnie jedyny Układ  – na tych konkretnych terenach i to już przybrzeżnych,  które z racji swej niedostępności chronią się przecież same – jest jednogłośnie  zfixowany na cztery spusty i nie ma szans, aby nikt niepowołany kręcił się w tych rejonach.. Mamy niejako książkowy przykład Terra Utopia, gdzie kooperacja państw przebiega w niezmąconym pokoju, zgodzie i harmonii, w atmosferze wzajemnej współpracy  naukowo-badawczej, właściwie tak samo bajkowo i cudownie, jak wzajemna mieżdunarodna współpraca ‚w kosmosie’..
W tym miejscu przyszło mi na myśl powiedzenie: Jeśli coś wydaje się być zbyt piękne, aby było prawdziwe, to dlatego, że rzeczywiście jest zbyt piękne, aby było prawdziwe!.

I tą sentencją, skłaniającą do głębszej zadumy nad powyższymi, i wieloma innymi intrygującymi kwestiami, tu poruszanych,zachęcam moich Gości do dalszych odwiedzin mojego bloga.

Chochlik w butelce i inne takie..

Kto z nas jako dziecko nie lubił bajek? Ubarwiały/ją nie tylko świat dziecięcy, ale również szarzyznę dnia codziennego ; osobom będącym w różnym wieku, zwłaszcza w  sytuacjach, które potrzebują tego ubarwienia znacznie bardziej, niż dzieci. Między innymi, momentem, w którym osobiście miałam okazję oderwać się od sztampy i szarzyzny szkolnego obowiązku, była lekcja j. angielskiego, gdy można było przygotować omówienie wybranej przez siebie lektury i ja wybrałam wtedy, jak na owe czasy intrygującą,  opowieść R.L. Stevenson’a zatytułowaną : The Bottle Imp, tytuł w j. polskim został przełożony jako: ‚Chochlik z butelki’.

Fabuła tej opowieści wprowadza nas w arkana sytuacji, które można krótko scharakteryzować jako życzeniowo-do-spełnienia, a więc dające dość szerokie pole ujścia własnej fantazji, popartej najskrytszymi marzeniami, których samemu nie da się, z różnych względów spełniać. Oczywiście, co bystrzejszy czytelnik, po jakimś czasie, zaczyna podejrzewać – i słusznie, że  w tak niezwykle przyjaznej osobom kreatywnym w wymyślaniu życzeń sytuacji, musi istnieć jakiś pisany -maczkiem-haczyk-w dole- umowy. W każdym razie, bohater opowiadania, zdał sobie z tego faktu sprawę, gdy było już prawie za późno.., aczkolwiek miał na tyle szczęścia w tym nieszczęściu, że uratowała go miłość żony, gotowej poświęcić samą siebie, aby ratować nieszczęsnego męża. W końcu, dla obojga sprawa zakończyła się bezpiecznie, lecz nie obyło się bez ofiary w ogóle, jako że tego typu umowy nigdy nie pozostają nie sfinalizowane..

Myślę, że ten nieco nostalgiczny dla mnie wstęp, będzie dla  Gości mojego bloga dobrym wprowadzeniem do krótkiego omówienia sprawy, dziejącej się całkiem współcześnie, o bardzo podobnym w swej wymowie charakterze..

Gościom mojego bloga,  których pociechy pasjonują się bajkami, którzy chcieliby  poznać ukryte w nich przesłanie,  które gdyby było przesłaniem wprost – mogłoby zastanowić rodziców, czy właśnie tego rodzaju produkcje chcieliby, aby oglądało ich dziecko, proponuję kolejne, moim zdaniem informacyjnie elektryzujące filmy; pierwszy o epatowaniu złem, które zamiast być postrzegane tak, jak powinno – w negatywnym świetle – zaczyna fascynować :l

ak widzimy poniżej, film usunięty z  You  tube, ale proszę szukać pod hasłem przekazy podprogowe dla dzieci w filmach animowanych, albo bajki dla dzieci, jako narzędzie zwiedzenia, manipulacji.

Kolejny film  omawia satanistyczne przesłanie w filmie Lego: Przygoda:

 

Space-witch-crafting..

.. czyli, punkt siedzenia a punkt widzenia i inne ciekawe punkty.

Doświadczenie uczy, iż ludzkie poglądy  bywają kształtowane przez różne czynniki, takie jak słowo mówione, pisane, lub przekaz za pomocą obrazów, a im dłużej jakiś konkretny przekaz jest utrwalany – przykładowo przez system edukacyjny, tym  mocniej  zostaje zaadoptowany jako ‚prawidłowy’, a także jako ‚własny’, poprzez identyfikowanie się z tym przekazem, jako spójnym z tym, w co chcemy wierzyć; na przykład: że coś jest słuszne w kwestiach sumienia , albo naukowe w kwestiach teorii, na temat funkcjonowania świata materii.

Jest oczywistym, że gdybyśmy chcieli uczynić zadość naszej dociekliwości i chcieli sprawdzać wszystko sami, to nie ma takiej możliwości, dlatego niejako dajemy kredyt zaufania tym, którzy są przez nas postrzegani jako autorytety/pośrednicy, w różnych dziedzinach. Jednym słowem: jeśli coś mówi jakiś uznany autorytet, to się mu wierzy, choćby z tego powodu, że nie da się w nic nie wierzyć, tak, jak nie da się nic nie robić, mimo, że utartym schematem, zwłaszcza w społeczeństwach o trudnym położeniu geo-politycznym, zwykło się mówić, że ateista nie wierzy w nic, albo kobieta, która jest w domu i zajmuje się rodziną, nic nie robi, bo ‚nie pracuje’.

A skoro sprawy, o których wspomniałam tytułem wstępu są, jak mniemam, zrozumiałe dla większości z nas; przejdźmy  teraz do spraw ‚wyższych’  – aczkolwiek nie tak wysokich, jak zwykło się myśleć o  tak zwanym głębokim kosmosie, – wznieśmy się nieco nad ziemią, oczywiście z konieczności za pośrednictwem tych, którym to wolno osobiście, czyli tam gdzie zwykły obywatel (cywil),  nie ma akcesu, skoro rejony te zostały uznane w ubiegłym wieku za miejsca wysoce strategiczne.

Poniższy film prezentuje zestawienie skoków ze stratosfery, ze zbliżonej wysokości, wykonane w latach 60-tych ubiegłego wieku, przez Joseph’a Kittinger’a, oraz skok wykonany przez Felix’a Baumgartner’a współcześnie.
Różnice w przekazaniu tego, jak wygląda ziemia z obu skoków są wyraźne i nie chodzi tu o  jakość filmów. Gorąco zachęcam do obejrzenia, zarówno w temacie kształtu ziemi, jak i przemyśleń na temat autorytetów/pośredników, którym dajemy wiarę, a którzy coraz bardziej się specjalizują w space-witch-craftingu i z powodzeniem nadużywają zaufania nie wtajemniczonych w arkana spraw, które zwykło się uważać za ‚naukowe’.

Poniżej cały film ze skoku J. Kittinger’a:

Kolejny film porusza następny arcyciekawy temat bo – całkowitego zaćmienia słońca, mającego miejsce br. To, co  zobaczymy może wstrząsnąć naszym pojęciem o ‚klasycznym zaćmieniu słońca’. W marcu  br. grupa 50 osób, z wypasionym sprzętem, wsiadła do samolotu, aby nad płn. Atlantykiem obserwować całkowite zaćmienie słońca. (Ciekawy szczegół z karty pokładowej w 1min.58 sek.) Autor filmu (umieszczonego na you tubie), chciałby zobaczyć przybliżenia z tych super kamer i co?..Na oficjalnej stronie space.com pokazują nam niewiele tutajbez wyczekiwanego ZOOM!. Mamy też przy okazji – do porównania  jaki kształt ma ziemia i horyzont  bez efektu soczewki rybie oko - oraz te same zdjęcia robione z rybim okiem: jest różnica?.. A tutaj ułamkowo z rzeczonego zaćmienia podesłane przez ESA :

No a po obejrzeniu tych produkcji  dla kupujących to ( ja tego nie kupuję), zapraszam na poniższy film: