Miesięczne archiwum: Styczeń 2017

Śnieżna zima, palmy i ‚dwa błyski’. czyli..

Zanim będę kontynuować zapowiedziany w poprzednim odcinku, ciąg dalszy wieści z niedostępnych i mroźnych rejonów świata; w ramach rozgrzewki, na zasadzie klin-klinem, proponuję najnowsze wieści z południa Europy, z regionu znanego z ciepłego klimatu śródziemnomorskiego, na południu Włoch , w regionie Salento.

Nie wiadomo, czy do zwolenników teorii ‚globalnego ocieplenia’  dotarły już informacje o niezwykle mroźnej zimie, która zapuściła się w rejony, gdzie wcześniej, jeśli już  występowała to w łagodnej formie, (w każdym razie możliwe, że jeśli nawet, to nie ma to wpływu na niewzruszone stanowisko w tej kwestii, bo jeśli jest ono niewzruszone, to żaden atak zimy tego nie zmieni. )
Tymczasem w słonecznym i ciepłym Salento, tegoroczna aura wprawiła mieszkańców w stan zaniepokojenia, a to z powodu tego, co 500 lat temu napisał pewien włoski filozof Matteo Tafuri, w jednym ze swych dzieł, zatytułowanych: Prognoza. To właśnie w tym dziele datowanym na 1571 rok zawarta jest wzmianka o konkretnych zdarzeniach , które będą zapowiedzią zbliżania się końca świata..

Cytuję te prognozę za info:
Salento z palmami i łagodnym południowym wiatrem, śnieżne Salento lecz nigdy nie aż tak. Dwa dni śniegu, na niebie dwa błyski, wiem, że koniec świata jest bliski, ale tęsknić nie będę - brzmi treść przepowiedni Tafuriego cytowana przez „Daily Mail” : ‚Salento of palm trees and mild south wind, snowy Salento but never after the touch. Two days of snow, two flashes in the sky, I know the world ends, but I do not yearn.’

zima-Salerno3

źródło

Oto zaśnieżone południe Włoch( źródło DailyMail)

zima-Salento1

zimawSalento
Zwróćmy uwagę, że oprócz zaśnieżonego Salento,  prognozowane były jeszcze  ‚dwa błyski na niebie’ . (Słowo ‚flashes’  w j. angielskim oznacza też ‚świecić’) . Nie podano tego słowa w j., w jakim zostało napisane, ale   zjawisko na niebie, które można tak określić już występuje, i jest fotografowane w różnych częściach świata. Oto najnowsze fotografie:

słońca-dwa

A tu nawet ‚błysków’ jest więcej..

słońca-dwa.1JPG

Pozostaje nam cierpliwie czekać na ciąg dalszy wydarzeń, oraz kolejne zjawiska, które będzie można obserwować.

Za siedmioma górami.. (c.d. część 4)

Zapraszam niniejszym, na historie opowiedziane przez słuchaczy tej audycji, a może to okazać się,  naprawdę kontrowersyjny dla wielu, materiał..
Historię pierwszą,  opowiedział pierwszy słuchacz, który mieszka w Płn. Kaliforni, a jego rodzina pochodzi z Hawajów: jego mama, która urodziła się w latach 1945, widywała  w dzieciństwie jakieś ‚tajemnicze latające obiekty’, o których oficjalnie nie mówiło się, tak więc jako dziecko wzrastał w  poczuciu, że  nie jesteśmy ‚sami’. Obecnie jest to udowadniane przez tysiące filmów, które w tym temacie są umieszczane na you tube. Słuchacz i inni obserwatorzy mają aparaty, którymi można fotografować techniką ‚sun block‚, aparat wychwyci to, czego nie potrafi ludzkie oko, na przykład zmianę kształtu obiektu (shape shifting). Ten słuchacz jest przekonany, że mamy już obecnych, pomiędzy nami  ‚mieszkańców z galaktyk’. ( To jest właśnie częścią zwiedzenia, bo de facto nie są to istoty z ‚innych galaktyk’, ale z głębin ziemi, które potrafią zamieszkiwać ludzkie ciała. Pan Jezus wyganiał je z ludzi, na przykład do  ciał stada świń, czytamy o tym tutaj:
Mat. 8:28-32
28. A gdy przybył na drugą stronę, do krainy Gadareńczyków, zabiegli mu drogę dwaj opętani, wychodzący z grobów, bardzo groźni, tak iż nikt nie mógł przechodzić tą drogą.
29. I poczęli krzyczeć tymi słowy: Cóż my mamy z tobą, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?
30. A opodal od nich była wielka trzoda pasących się świń.
31. Tedy go demony prosiły, mówiąc: Jeśli nas wypędzasz, to poślij nas w tę trzodę świń.
32. I rzekł im: Idźcie! A one wyszedłszy, weszły w świnie. I oto cała trzoda ruszyła pędem po urwisku do morza i zginęła w wodach.

Kolejny słuchacz, z Zachodniej Wirginii opowiadał ze strachem w głosie, że wielu ludzi żyje w nieświadomości tych spraw, które dzieją się naprawdę,  a dotyczą one tematu, będącego domeną facetów w czerni, i które wywracają  światopogląd przeciętnego człowieka do góry nogami, i na które chciałby uczulić jak  najwięcej osób, ze względu na to tak realne i poważne niebezpieczeństwo, ujawniające się  w czasach, w jakich aktualnie żyjemy, a rodzaj ludzki powinien dążyć do odkrywania  prawdy, bo jako ludzie -gatunek ludzki), zasługujemy na to, bez względu na jakiekolwiek podziały.

Brzmi to naprawdę serio. ( Uwaga moja)

Zapytany przez prowadzącego audycję, czego tak się boi, odpowiedział, że:  ludzkiego zaślepienia na to, co się wokół dzieje i pozostawaniu w złudnej pewności, że wszystko jest ok, i zaufaniu mainstreamowi, podczas gdy sprawy mają się źle. Słuchacz nie chce nikogo straszyć bez potrzeby , ale uznał, że musi mówić, bo to wszystko co dzieje się teraz, jest zapowiedzią spraw, stojących ‚u drzwi’.
Prowadzący audycję zapewnił tego, mówiącego  drżącym głosem słuchacza, że poprzez właśnie tę audycję, wysłucha tego wiele osób, chociaż należy wziąć pod uwagę, że tego rodzaju wiadomości to ‚drażliwy temat’.  Słuchacz był wiele lat temu wojskowym, ale zrejterował, bo się bał i nie chciał dłużej w tym uczestniczyć. Po tych wydarzeniach i następstwach tej decyzji, (co stanowi osobną historię), podróżował po kraju, dzieląc się tym, o czym miał potrzebę mówić.

Następny rozmówca: Adam z Kaliforni  (z dziewczyną Angelicą w tle, z Nowego Meksyku), podzielił się, jak to określił dziwną historia, która przekazał mu jego dziadek, zanim zmarł. Dziadek pracował w sektorze, o którym nie rozmawiał za wiele, nawet w gronie rodzinnym, ale to było dla rodziny czymś oczywistym. To co ujawnił dziadek, stało się, gdy leżał on na łożu śmierci, więc nie miał powodów kłamać, a wręcz przeciwnie: – był to najodpowiedniejszy moment, aby wyjawić tajemnice, o których musiał milczeć latami. Wcześniej zapowiedział, że pewnego dnia podzieli się czymś, co będzie dziwnie, straszne, ale dopiero, gdy nadejdzie na to odpowiedni czas. W końcu nadszedł ten dzień, gdy umierający dziadek poprosił wnuka, aby wysłuchał, co ma mu do opowiedzenia, zanim wyzionie ducha. Być może dla niektórych będzie to jak opowiadanie pod wpływem  halucynacji, ale jakkolwiek to może zostać odebrane, Adam wierzy, ze dziadek powiedział prawdę. Dziadek zapytał : pamiętasz, jak  opowiadałem, ze byłem na misji  w Arktyce/ Antarktydzie ( w relacji niewyraźnie). Ludzie opowiadali, że jest tam dziura lub dziury w ziemi, i że to jest dziura do piekieł, gdzie są  stworzenia, demony i to był powód tej misji, na którą dziadek został wysłany; aby pilnować tej dziury. (dziur?), aby .. ludzie, którzy  chcieliby  tam się udać,  nie przedostawali  się. To mu zostało przekazane przez kogoś, kto tam był poprzednio na tej ‚warcie’. W tych dziurach – jednej na północy, a drugiej na południu, które łączą się z sobą, zamieszkują  wyglądający jak byty demoniczne. Adama  ta opowieść  przestraszyła, co jest zrozumiałe.
Potem rozmowa słuchacza Adama z prowadzącym audycję, przeszła na Buzza Aldrina i jego alter ego w filmie Toy Story, a następnie o dość sekretnych w szczegółach wizytach  amerykańskich oficjeli na Antarktydzie. W obliczu tego, co powiedział dziadek słuchacza, te wizyty zaczynają mieć jakiś sens, mianowicie wskazywać, że panowie polecieli w ten odludny rejon, nie tylko w celach rekreacyjno-przyrodniczych, ale również, aby obejrzeć to, do czego dostępu , jak się okazuje – strzegą nieustraszeni weterani, zaprawieni do zachowywania tajemnic przed resztą świata.

Buzz Aldrin też już się wypowiedział w temacie Antarktydy ( napisałam o tym w poprzedniej części tego materiału), ale prowadzący audycję jest bardziej skłonny wierzyć dziadkowi słuchacza, który nie miał powodów, aby kłamać na łożu śmierci, a także, mimo, iż musiał utrzymywać szczegóły swojej pracy w tajemnicy całe życie, nawet przed własną żoną,  to przy tej okazji nie okłamywał nikogo, po prostu milczał w temacie, o którym musiał zachować dyskrecję. Osobiście też przychylam się do zdania, że dziadek słuchacza powiedział prawdę.

Następnie powiedziała kilka zdań dziewczyna słuchacza Anjelica, a pytana, co o tej historii sądzi, powiedziała, że napawa ja lękiem, zwłaszcza, że miała już okazję spotkać się sama z jakimiś zjawiskami na niebie, które nie były naturalne.

Zsumujmy informacje: mamy dziurę w Arktyce , połączoną z dziurą na Antarktydzie, które są wrotami do piekieł, a wszystko to jest utrzymywane w tajemnicy, dla dobra tych, którzy chcieliby się tam osobiście pofatygować.

Mam  w tym miejscu  uwagę: jakkolwiek nie wątpię w prawdziwość relacji umierającego dziadka -strażnika dostępu do tych dziur/wrót, to mam jedynie zastrzeżenia , co do intencji, w jakiej  jesteśmy wszyscy tak oszukiwani, pod pretekstem dobra tych, którzy chcieliby tam się tam przedostać. Zaiste naiwna to wymówka, a w dodatku o konsekwencjach daleko gorszych, niż to, że jacyś ciekawscy mogliby tam  rzeczywiście chcieć się zapuścić!

Słuchając dalej relacji, usłyszymy o niezwykłych, dużych stworzeniach, które zamieszkuja te rejony, które wyglądają.. demonicznie. (Nie chodzi w tym przypadku o szaraków, czy reptilian).

Zobaczmy, co Google earth pokazuje nam fragmentarycznie, bo mimo, iż wiemy, że wiele na tej magicznej kulce nie zobaczymy, to i tak, to, co widać daje już do myślenia; obok piramid na Antarktydzie, widzimy też te dziwne stwory:

antarktyda-troll2a

antarktyda-troll3a

antarktyda-troll4a
Końcowe konkluzje słuchacza: cokolwiek to jest, jeśli chodzi o stworzenia (stwory), czy inne wymiary  dziadek ostrzegał, jako swój ostatni przekaz, leżąc na łożu śmierci,  że to, co w tych rejonach  dzieje w Arktyce, czy na Antarktydzie, czy  – jak to zostało powiedziane – gdziekolwiek to jest – to jest tam dziura prowadząca do piekieł, i byty wyglądające demonicznie, które tam egzystują, czymkolwiek one są, a wobec tego wszyscy jesteśmy ,co do tych spraw oszukiwani.
Prowadzący na koniec zachęca, aby podzielić się tymi wiadomościami z innymi, co też niniejszym uczyniłam, a wnioski pozostawiam Gościom mojego bloga.

Jako bonus do materiału: ciekawy fragment filmowy od minuty podanej na zdjęciu:

btw1

P.s. ( prowadzący audycję i słuchacze oscylują w modelu heliocentrycznym),

c.d.n.

Za siedmioma górami.. c.d. (cz.3)

Zanim zacznę opowieść o tajemniczych i morderczych plazmozaurach, występujących na Antarktydzie, w ramach  zilustrowania tego, że na świecie są takie niezwykłości, o których -jak to powiada znane powiedzenie: ‚filozofom się nie śniło‚, proponuję zdjęcie hybryd, których istnienie poza czasami antycznymi, może wywoływać niedowierzanie, a jednak..  Poniższy materiał w nawiązaniu do tematu ośmiornicy-giganta z jeziora Wostok, które oficjalnie ‚nie istnieje’, o którym wspomniałam w poprzedniej części serii: Za siedmioma górami..

hybrid-human-octo

źródło

Poniżej roponuję  wysłuchać relacji pewnej osoby, o zachowaniach istot ‚ośmiornicowatych’, albo -jak to zostało określone- ‚prawie z rasy ośmiornic’, (to też wyjaśnia, skąd się ‚naturalnie’ może wziąć taka hybryda - uprzedzam, że materiał jest przeznaczony dla osób dorosłych o silnych nerwach). (materiał od minuty podanej na screenach).

octopus-man

octopus-mam1

źródło

Plazmozaury
O plazmozaurach dowiadujemy się nie z pierwszych stron gazet, ani z podręczników, aczkolwiek znane są już ekipom badaczy radzieckich od końca lat 50-tych, oraz amerykańskich od lat 60-tych, a nawet podejrzewa się, że jakieś ‚anomalie’ mogły być przyczyną zaginięcia ekspedycji Roberta Scotta w 1912 roku, mimo, że wersja oficjalna mówi inaczej.
Zobaczmy, jak to tajemnicze wydarzenie przebiegło w wersji ekspedycji radzieckiej: ‚Nieprzyjemności zaczęły się dopiero, gdy rozbiliśmy obóz w punkcie naszego celu, czyli na południowym biegunie magnetycznym. Wszyscy byli wyczerpani, dlatego wcześnie położyliśmy się spać, ale nikt jakoś nie mógł zasnąć. Odczuwając nieokreślony niepokój, wstałem i wyszedłem z namiotu.

W odległości około 300 m od naszego pojazdu zobaczyłem dziwną, świecącą kulę. Podskakiwała, niczym piłka futbolowa, tylko że była ze sto razy od niej większa. Krzyknąłem i wszyscy wybiegli na zewnątrz. Kula przestała skakać i powoli potoczyła się w naszym kierunku, w ruchu przekształcając się w coś, co przypominało kiełbasę.

Zmienił się też jej kolor – stał się ciemniejszy, a w przedniej części „kiełbasy” pojawił się otwór podobny do paszczy, ale bez oczu. Śnieg pod „kiełbasą” skwierczał, jakby była rozżarzona. Paszcza poruszała się i wydawało mi się, że coś mówi…

Fotograf ekspedycji Sasza Gorodecki poszedł do przodu ze swoją kamerą, chociaż kierownik grupy wołał, aby ten pozostał na miejscu. Sasza szedł jednak dalej pstrykając zdjęcia. A ta sztuka… Błyskawicznie zmieniła kształt – wyciągnęła się w wąską taśmę i wokół Saszy powstała aureola, niczym na głowie świętego. Pamiętam, jak on krzyknął i upuścił aparat…

W tym momencie rozległy się dwa wystrzały – strzelali Andriej Skobielew i nasz lekarz Roma Kustow. Wydawało mi się, że strzelali bombami, taki był huk. Świecąca taśma jakby spuchła, na wszystkie strony poleciały iskry i jakby krótkie błyskawice.

Rzuciłem się do Saszy. Leżał twarzą do dołu, był martwy. Tył głowy, dłonie i – jak się później okazało – całe plecy, były dosłownie zwęglone, a z polarnego kombinezonu pozostały łachmany.

Próbowaliśmy nawiązać łączność radiową z naszą stacją „Mirnyj”, ale nic z tego nie wyszło. Nigdy nie spotkałem tak gwałtownej burzy magnetycznej. Trwała trzy doby, które spędziliśmy na biegunie. Aparat fotograficzny był zniszczony, jakby piorun go trafił. Lód i śnieg, tam gdzie przesunęła się „taśma”, wytopił się, tworząc koleinę o głębokości pół metra i szerokości do dwóch metrów. Saszę pochowaliśmy obok miejsca postoju.

Następnego dnia kula pojawiła się znowu. Szybowała nad mogiłą naszego kolegi. Kustow i Borysow zaczęli strzelać do niej z karabinów. Nagle, wprost z powietrza zmaterializowała się jeszcze jedna kula. Historia powtórzyła się. Nad głowami mężczyzn pojawiły się błyski, rozległ się hałas i obaj padli martwi na ziemię.

Kule zniknęły, a w powietrzu pozostał zapach ozonu, jak po silnej burzy. Skobielew, który robił zdjęcia, leżał kilka metrów od nich. Żył, ale całkiem oślepł i na dodatek absolutnie przestał być sobą; zachowywał się jak małe dziecko, nic nie jadł, pił tylko wodę i wkrótce zmarł.

Po powrocie do bazy, postanowiliśmy wszystko opowiedzieć kierownictwu. Ku mojemu zdziwieniu, w „Mirnym” wysłuchali nas uważnie i uwierzyli. Nikt nie próbował zakwestionować prawdziwości naszych słów. Ale nowej ekspedycji na biegun już nie wysłano.’

Z wersji amerykańskiej możemy się dowiedzieć: Kolejna grupa badaczy wyruszyła na biegun południowy z amerykańskiej bazy w 1962 r. Amerykanie wzięli pod uwagę smutne doświadczenia radzieckich kolegów – zabrali najlepsze wyposażenie, 17 osób poruszało się trzema pojazdami, zapewniono im stałą łączność radiową.

W tej wyprawie nikt wprawdzie nie zginał, ale jej uczestnicy wrócili po trzech tygodniach tylko jednym pojazdem, w stanie pełnego otępienia. Do tej pory nie wiele wiadomo, co tam zaszło. Ewakuowano ich pilnie do USA i odesłano na rehabilitację do kliniki psychiatrycznej. Sprawę utajniono. Można przypuszczać, że amerykańskim polarnikom też przytrafiło się spotkanie z kulami-zabójcami.Robert Scott

Drugim człowiekiem, który dotarł do bieguna południowego był angielski badacz Robert Scott w 1912 r. Na drodze do bieguna jego ekspedycja straciła jednego tylko człowieka. Postawiwszy flagę podróżnicy wyruszyli zaraz w powrotną drogę i … zaginęli. Według oficjalnej wersji, Scott i jego towarzysze zboczyli z drogi, skończyły im się zapasy żywności i zamarzli. Istnieją jednak podejrzenia, że mimo burz i niepogody polarnicy stykali się z jakimiś niewyjaśnionymi anomaliami i w rezultacie ginęli jeden po drugim.
źródło

O tym – co to było? – próbował naukowo wypowiedzieć się jeden z fizyków , bo nauka musi mieć jakieś ewolucjonistyczne  ostatnie słowo.( w linku do materiału).

A jak ten stwór wyglądał? W/w linku źródłowym mamy taka ilustrację:

plazmozaury
Historia ta przypomina relację z wydarzeń, bardzo zagadkowych i nie wyjaśnionych do dnia dzisiejszego, mianowicie z wycieczki pewnych studentów do odludnego i tajemniczego miejsca na Syberii, które od tego pamiętnego wypadku zwane jest Przełęcza Diatłowa, a wcześniej jeszcze nosiło nazwę tubylczą: Otorten – co znaczy: Nie idź tam!. Dlaczego było błędem i to strasznym w konsekwencjach  nie posłuchanie tej przestrogi, dowiemy się w materiale tutaj.

(..)

C.d.n.

W kolejnej części: Dziury do głębin ziemi i stworzenia nie z tego świata.. wyznanie na łożu śmierci, którym podzielił się z wnukiem, były pracownik służb pracujących m.in.na Antarktydzie.