Archiwa tagu: Antarktyda

Za siedmioma górami.. cz. 5

W kolejnej części o tajemniczych i niedostępnych dla prywatnie zaciekawionych,  lodowych regionów naszego świata, proponuję Gościom mojego bloga przyjrzenie się znaleziskom, które sprawiły naukowemu establishmentowi sporo naukowego zamieszania. (Znalezione w 2009 roku, przykłady poniżej, wzięte z filmu- źródło pod fotografiami). Wiek warstwy,  w którym odkryto te artefakty, został ustalony uwaga: -na ok. 600 mln lat, ale ten rozmach w szacowaniu nie powinien dziwić nikogo, kto miał do czynienia z gazylionami lat, którymi lubią posługiwać się szacowni teoretycy powstania świata z niczego.

Znalezisko, szacowane z takim rozmachem, mogłyby zadziwić nawet dinozaury, oczywiście te, o których oficjalnie się naucza, że żyły  tak dawno temu,  że jeśli obecnie znajdowane są ich kości, z których wyizolowano  tkanki miękkie, to na wszelki wypadek możliwość, iż coś takiego, co jawnie zaprzeczałoby  dotychczasowej chronologii istnieje, została zdementowana w majestacie uniwersyteckim.

Tak na marginesie: Biblia wspomina o potworach i smokach, info tutaj

Inne ciekawostki o smokach tutaj

A oto wspomniane artefakty  datowane  na 600 mln lat, odnalezione na Antarktydzie (na oficjalnej mapie, albo globusie jest to jej wschodnia część).

antarctica-fairy

źródło podane w/w materiale.

antarctica-fairy1

źródło j.w.

antarctica-fairy2ź

źródło j.w.

antarctica-fairy-humanoid5

źródło j.w.

antarctica-fairy-hunaboid2

źródło j.w.

antarctica-fairy-hunmanoid4

źródło j.w.

Artefakty odkryte w  części Antarktydy zakreślonej na mapie, która ukazuje  rzeczywistą linię brzegowa masy lądowej, która jest przedstawiana na konwencjonalnych mapach i globusach, jako ‚kontynent’.

antar-map

antar-realoutline

antar-realoutline1

źródło j.w.

W poprzedniej części zaprezentowane są artefakty i zdjęcia żywych istot podobnych  rozmiarów, których istnienie przywykliśmy wkładać między bajki o ‚wróżkach’ i ‚elfach’, albo o liliputach z powieści o podróżach Gullivera.

antar-fairy

źródło j.w.

A jeśli kto czytał tę powieść pamięta zapewne, że Gulliver odwiedził też krainę zamieszkiwaną przez istoty o rozmiarach, przy których on sam wyglądał jak liliput. Mowa o gigantach i tu kolejna, tym razem nie tylko naukowo niepokojąca informacja; mianowicie jeśli takie gigantyczne stwory istnieją, nie tylko pod postacią artefaktów znajdywanych w warstwach geologicznych, to prędzej czy później może się okazać, że ludzkość może mieć problem, a taka właśnie kwestie podnosi Steve Quayle, na przykład w tym materiale:

antarktyda- ancient technology

albo w materiale zatytułowanym:  WHY ARE THEY HIDING GIANTS, SUPER SOLDIERS, AND HUMAN HYBRIDS? ~ THE DNA PROVES THEY ARE REAL

(Dlaczego ukrywają gigantów, super-żołnierzy i ludzkie hybrydy – dna udowadnia, że ci istnieją.) materiał w j. angielskim. (Moja uwaga na marginesie: Steve Quayle oscyluje w światopoglądzie heliocentrycznym, co widać w jego materiałach, ale  nie stanowi to clue w tych zagadnieniach, które porusza, aczkolwiek można przypuszczać , iż gdyby był świadomy, jak się mają  kwestie w oszukiwaniu  na temat realnego wyglądu naszego świata,  to nie pozostałoby to bez wpływu na zrozumienie, dlaczego jesteśmy oszukiwani w /w tematach, o których ujawnia info w swoich materiałach.)

Zobaczmy  kilka przykładów gigantów  wymarłych:

goliathskull

Odnaleziona czaszka  biblijnego Goliata, zabitego przez Dawida kamieniem z procy. O tej historii czytamy w 1 Księdze Samuela w 17 rozdziale.

giants9

czaszka cyklopa, zupełnie jak z opowieści o podróżach Odyseusza.

giant-skeleton

źródło w/w materiale.

gigant- siedmiometrowy

Jak mógł wyglądać siedmiometrowy ‚osobnik’,  w porównaniu do naszych wymiarów. (już wiemy skąd się mogła wziąć bajka o ;Siedmiomilowych butach‚).

Poniżej przykład  malunków egipskich, pamiętam, jak się uczyliśmy na rysunkach, że Egipcjanie nie potrafili oddać proporcji ‚właściwie’.  W świetle aktualnych  info w tym temacie, polemizowałabym tu jednak z taką tezą.

giants12

Przykłady żyjących przedstawicieli rasy gigantów.:

giants10

giants11

giants4

źródło w/w materiale

.giants13

Niemożliwe?..

antarktyda-twarze

A to możliwe?

bucegi-twarz

Góry Bucegi (Rumunia). Źródło

A co na to mogłaby powiedzieć obowiązująca współczesna myśl naukowa przez pryzmat teorii ewolucji, która też ewoluuje (aczkolwiek w jakże inne spostrzeżenia), bo jeśli sięgniemy do źródeł informacji, podawanych do codziennego wierzenia przez BBC i w wirtualnej prasie, to dowiemy się, że naukowcy o ewolucyjnym nastawieniu do życia, uważają, że małpa, jako wspólny przodek z gatunkiem ludzkim, to już przeżytek , bo według najnowszej doktryny ewolucyjnej, potwierdzonej przez autorytet Uniwersytetu w Cambridge, należałoby szukać naszych antenatów pośród stworów, o wdzięcznej nazwie Saccorhytus coronarius,  o którym informuje błyskotliwy tytuł w jednej z gazet, w dziale  nauka: Wielka gęba i brak odbytu. Naukowcy odkryli naszego najstarszego przodka.oraz również w dziale : nauka, w Wprost: Tak wyglądał „najstarszy przodek człowieka”? Naukowcy twierdzą, że dokonali przełomowego odkrycia.

Jak prezentuje się to ‚przełomowe odkrycie’ antenatów sprzed z 540 mln lat, a więc datowanie  jest nieco późniejsze, od tego dotyczącego humanoidalnego szkieleciku, który tak wstrząsnął naukowym establishmentem, jak info z prasy codziennej , jest w stanie wstrząsać zwykłymi Kowalskimi i Smithami, zwłaszcza, jeśli przy porannej kawie, natrafiają na naukowe hipotezy, okraszone gazylionami lat, sugerujące, że ich przodkowie
według opisu to (cytuję za w/w źródłem): Istoty z gatunku Saccorhytus coronarius to mikroskopijne zwierzęta morskie, będące najstarszym jak dotychczas poznanym przez naukowców gatunkiem, którego ewolucja doprowadziła do powstania ryb, a w końcu także ludzi. Badacze twierdzą, że Saccorhytus jest najbardziej prymitywnym przedstawicielem grupy zwierząt nazywanych „wtóroustymi”. Są one wspólnymi przodkami dla szerokiej grupy zwierząt, w tym kręgowców.

Organizmy z gatunku Saccorhytus coronarius, na których skamieliny trafili badacze z Wielkiej Brytanii, Chin i Niemiec, mierzyły około 1 mm i żyły wśród ziarenek piasku na dnie morza. Naukowcy podejrzewają, że zwierzęta, mimo mikroskopijnych rozmiarów, pokryte były cienką, stosunkowo elastyczną skórą i mięśniami. Prawdopodobnie nie miały one odbytu, co oznacza, że spożywały pokarm i wydalały za pomocą tego samego otworu.

Oto rzeczony ‚przodek':

przodek

źródło

W mojej opinii, jakkolwiek idea braku otworu do wydalania brzmi całkiem interesująco, a przede wszystkim higienicznie, i dla kogoś, kto wierzy w w ewolucję mogłoby się kojarzyć z jej  kolejnym szczeblem rozwojowym, to jednak  pomysł, że wtórouste, mogłyby pretendować do zaszczytnej roli przodka człowieka powinien być poddawany w wątpliwość, nawet przez najbardziej zagorzałych ewolucjonistów, przy każdorazowym korzystaniu z toalety.  Natomiast dla każdego, kto przyjmuje objawienie Słowa Bożego i bierze pod uwagę świadectwa archeologii i historii, nie ma wątpliwości, że przodkowie ludzkości to Adam i Ewa, którzy wszystko nie tylko mieli na swoim miejscu, ale zostali stworzeni przez Stwórcę doskonale i tacy byli, przynajmniej do czasu, gdy sprawy nabrały niefortunnego biegu.

Tak więc sugerowany w majestacie nauki  ‚przodek’, z tym samym otworem, który służyłby i do spożywania i do wydalania’, na skok w rozwoju nie wskazuje, no chyba, że myślimy tu o skoku w dół, w najgęściejsze głębiny piekieł, skąd tego rodzaju naukowe hipotezy biorą swój początek, i dokąd też prędzej , czy później zmierzają.
(Nawiasem mówiąc, przy tej okazji  można rozważać, skąd brały się pomysły,  całkiem zdolnego malarza Picasso, gdy popadł w swe horrendalnie antyestetyczne wizje zniekształcające wizerunek ludzki. Ale najwyraźniej ktoś był zainteresowany, aby tego rodzaju kierunek utorował sobie miejsce udając sztukę, a przy tym, aby się to dobrze sprzedawało).
Ewolucja szkodzi nawet sztuce, jak to można obserwować, idąc śladem twórczości Picasso:

picassomother

Obraz Picasso z wczesnych lat jego twórczości, źródło w /w materiale.

picasso1

A  powyżej Picasso w późnym  ‚rozwoju’ swojej twórczości, źródło w/w materiale.

To jak mniemam dobra ilustracja tego, że można zniekształcić prawdziwy wizerunek naszego świata, co jak widać na przykładzie w/w twórczości nie musi szkodzić zniekształceniu, ale jeszcze czyni go popularnym, jedynym właściwym do przyjęcia i sprzedaje się mimo swego zniekształcenia w majestacie nauki.
A tymczasem  nasz świat-w jego płaskim kształcie jest naszym wszechświatem, owianym tajemnicą, w którym ciągle jest wiele do odkrycia, dlatego dostęp do  tych granic, poza którymi współcześni odkrywcy  mogliby zweryfikować, jak daleko da się dopłynąć, czy dojść,  jest obecnie niemożliwym do badania przez zwykłych ludzi, gdyż jest strzeżony z użyciem zaawansowanej technologii.

Za siedmioma górami.. (c.d. część 4)

Zapraszam niniejszym, na historie opowiedziane przez słuchaczy tej audycji, a może to okazać się,  naprawdę kontrowersyjny dla wielu, materiał..
Historię pierwszą,  opowiedział pierwszy słuchacz, który mieszka w Płn. Kaliforni, a jego rodzina pochodzi z Hawajów: jego mama, która urodziła się w latach 1945, widywała  w dzieciństwie jakieś ‚tajemnicze latające obiekty’, o których oficjalnie nie mówiło się, tak więc jako dziecko wzrastał w  poczuciu, że  nie jesteśmy ‚sami’. Obecnie jest to udowadniane przez tysiące filmów, które w tym temacie są umieszczane na you tube. Słuchacz i inni obserwatorzy mają aparaty, którymi można fotografować techniką ‚sun block‚, aparat wychwyci to, czego nie potrafi ludzkie oko, na przykład zmianę kształtu obiektu (shape shifting). Ten słuchacz jest przekonany, że mamy już obecnych, pomiędzy nami  ‚mieszkańców z galaktyk’. ( To jest właśnie częścią zwiedzenia, bo de facto nie są to istoty z ‚innych galaktyk’, ale z głębin ziemi, które potrafią zamieszkiwać ludzkie ciała. Pan Jezus wyganiał je z ludzi, na przykład do  ciał stada świń, czytamy o tym tutaj:
Mat. 8:28-32
28. A gdy przybył na drugą stronę, do krainy Gadareńczyków, zabiegli mu drogę dwaj opętani, wychodzący z grobów, bardzo groźni, tak iż nikt nie mógł przechodzić tą drogą.
29. I poczęli krzyczeć tymi słowy: Cóż my mamy z tobą, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?
30. A opodal od nich była wielka trzoda pasących się świń.
31. Tedy go demony prosiły, mówiąc: Jeśli nas wypędzasz, to poślij nas w tę trzodę świń.
32. I rzekł im: Idźcie! A one wyszedłszy, weszły w świnie. I oto cała trzoda ruszyła pędem po urwisku do morza i zginęła w wodach.

Kolejny słuchacz, z Zachodniej Wirginii opowiadał ze strachem w głosie, że wielu ludzi żyje w nieświadomości tych spraw, które dzieją się naprawdę,  a dotyczą one tematu, będącego domeną facetów w czerni, i które wywracają  światopogląd przeciętnego człowieka do góry nogami, i na które chciałby uczulić jak  najwięcej osób, ze względu na to tak realne i poważne niebezpieczeństwo, ujawniające się  w czasach, w jakich aktualnie żyjemy, a rodzaj ludzki powinien dążyć do odkrywania  prawdy, bo jako ludzie -gatunek ludzki), zasługujemy na to, bez względu na jakiekolwiek podziały.

Brzmi to naprawdę serio. ( Uwaga moja)

Zapytany przez prowadzącego audycję, czego tak się boi, odpowiedział, że:  ludzkiego zaślepienia na to, co się wokół dzieje i pozostawaniu w złudnej pewności, że wszystko jest ok, i zaufaniu mainstreamowi, podczas gdy sprawy mają się źle. Słuchacz nie chce nikogo straszyć bez potrzeby , ale uznał, że musi mówić, bo to wszystko co dzieje się teraz, jest zapowiedzią spraw, stojących ‚u drzwi’.
Prowadzący audycję zapewnił tego, mówiącego  drżącym głosem słuchacza, że poprzez właśnie tę audycję, wysłucha tego wiele osób, chociaż należy wziąć pod uwagę, że tego rodzaju wiadomości to ‚drażliwy temat’.  Słuchacz był wiele lat temu wojskowym, ale zrejterował, bo się bał i nie chciał dłużej w tym uczestniczyć. Po tych wydarzeniach i następstwach tej decyzji, (co stanowi osobną historię), podróżował po kraju, dzieląc się tym, o czym miał potrzebę mówić.

Następny rozmówca: Adam z Kaliforni  (z dziewczyną Angelicą w tle, z Nowego Meksyku), podzielił się, jak to określił dziwną historia, która przekazał mu jego dziadek, zanim zmarł. Dziadek pracował w sektorze, o którym nie rozmawiał za wiele, nawet w gronie rodzinnym, ale to było dla rodziny czymś oczywistym. To co ujawnił dziadek, stało się, gdy leżał on na łożu śmierci, więc nie miał powodów kłamać, a wręcz przeciwnie: – był to najodpowiedniejszy moment, aby wyjawić tajemnice, o których musiał milczeć latami. Wcześniej zapowiedział, że pewnego dnia podzieli się czymś, co będzie dziwnie, straszne, ale dopiero, gdy nadejdzie na to odpowiedni czas. W końcu nadszedł ten dzień, gdy umierający dziadek poprosił wnuka, aby wysłuchał, co ma mu do opowiedzenia, zanim wyzionie ducha. Być może dla niektórych będzie to jak opowiadanie pod wpływem  halucynacji, ale jakkolwiek to może zostać odebrane, Adam wierzy, ze dziadek powiedział prawdę. Dziadek zapytał : pamiętasz, jak  opowiadałem, ze byłem na misji  w Arktyce/ Antarktydzie ( w relacji niewyraźnie). Ludzie opowiadali, że jest tam dziura lub dziury w ziemi, i że to jest dziura do piekieł, gdzie są  stworzenia, demony i to był powód tej misji, na którą dziadek został wysłany; aby pilnować tej dziury. (dziur?), aby .. ludzie, którzy  chcieliby  tam się udać,  nie przedostawali  się. To mu zostało przekazane przez kogoś, kto tam był poprzednio na tej ‚warcie’. W tych dziurach – jednej na północy, a drugiej na południu, które łączą się z sobą, zamieszkują  wyglądający jak byty demoniczne. Adama  ta opowieść  przestraszyła, co jest zrozumiałe.
Potem rozmowa słuchacza Adama z prowadzącym audycję, przeszła na Buzza Aldrina i jego alter ego w filmie Toy Story, a następnie o dość sekretnych w szczegółach wizytach  amerykańskich oficjeli na Antarktydzie. W obliczu tego, co powiedział dziadek słuchacza, te wizyty zaczynają mieć jakiś sens, mianowicie wskazywać, że panowie polecieli w ten odludny rejon, nie tylko w celach rekreacyjno-przyrodniczych, ale również, aby obejrzeć to, do czego dostępu , jak się okazuje – strzegą nieustraszeni weterani, zaprawieni do zachowywania tajemnic przed resztą świata.

Buzz Aldrin też już się wypowiedział w temacie Antarktydy ( napisałam o tym w poprzedniej części tego materiału), ale prowadzący audycję jest bardziej skłonny wierzyć dziadkowi słuchacza, który nie miał powodów, aby kłamać na łożu śmierci, a także, mimo, iż musiał utrzymywać szczegóły swojej pracy w tajemnicy całe życie, nawet przed własną żoną,  to przy tej okazji nie okłamywał nikogo, po prostu milczał w temacie, o którym musiał zachować dyskrecję. Osobiście też przychylam się do zdania, że dziadek słuchacza powiedział prawdę.

Następnie powiedziała kilka zdań dziewczyna słuchacza Anjelica, a pytana, co o tej historii sądzi, powiedziała, że napawa ja lękiem, zwłaszcza, że miała już okazję spotkać się sama z jakimiś zjawiskami na niebie, które nie były naturalne.

Zsumujmy informacje: mamy dziurę w Arktyce , połączoną z dziurą na Antarktydzie, które są wrotami do piekieł, a wszystko to jest utrzymywane w tajemnicy, dla dobra tych, którzy chcieliby się tam osobiście pofatygować.

Mam  w tym miejscu  uwagę: jakkolwiek nie wątpię w prawdziwość relacji umierającego dziadka -strażnika dostępu do tych dziur/wrót, to mam jedynie zastrzeżenia , co do intencji, w jakiej  jesteśmy wszyscy tak oszukiwani, pod pretekstem dobra tych, którzy chcieliby tam się tam przedostać. Zaiste naiwna to wymówka, a w dodatku o konsekwencjach daleko gorszych, niż to, że jacyś ciekawscy mogliby tam  rzeczywiście chcieć się zapuścić!

Słuchając dalej relacji, usłyszymy o niezwykłych, dużych stworzeniach, które zamieszkuja te rejony, które wyglądają.. demonicznie. (Nie chodzi w tym przypadku o szaraków, czy reptilian).

Zobaczmy, co Google earth pokazuje nam fragmentarycznie, bo mimo, iż wiemy, że wiele na tej magicznej kulce nie zobaczymy, to i tak, to, co widać daje już do myślenia; obok piramid na Antarktydzie, widzimy też te dziwne stwory:

antarktyda-troll2a

antarktyda-troll3a

antarktyda-troll4a
Końcowe konkluzje słuchacza: cokolwiek to jest, jeśli chodzi o stworzenia (stwory), czy inne wymiary  dziadek ostrzegał, jako swój ostatni przekaz, leżąc na łożu śmierci,  że to, co w tych rejonach  dzieje w Arktyce, czy na Antarktydzie, czy  – jak to zostało powiedziane – gdziekolwiek to jest – to jest tam dziura prowadząca do piekieł, i byty wyglądające demonicznie, które tam egzystują, czymkolwiek one są, a wobec tego wszyscy jesteśmy ,co do tych spraw oszukiwani.
Prowadzący na koniec zachęca, aby podzielić się tymi wiadomościami z innymi, co też niniejszym uczyniłam, a wnioski pozostawiam Gościom mojego bloga.

Jako bonus do materiału: ciekawy fragment filmowy od minuty podanej na zdjęciu:

btw1

P.s. ( prowadzący audycję i słuchacze oscylują w modelu heliocentrycznym),

c.d.n.

Za siedmioma górami.. c.d. (cz.3)

Zanim zacznę opowieść o tajemniczych i morderczych plazmozaurach, występujących na Antarktydzie, w ramach  zilustrowania tego, że na świecie są takie niezwykłości, o których -jak to powiada znane powiedzenie: ‚filozofom się nie śniło‚, proponuję zdjęcie hybryd, których istnienie poza czasami antycznymi, może wywoływać niedowierzanie, a jednak..  Poniższy materiał w nawiązaniu do tematu ośmiornicy-giganta z jeziora Wostok, które oficjalnie ‚nie istnieje’, o którym wspomniałam w poprzedniej części serii: Za siedmioma górami..

hybrid-human-octo

źródło

Poniżej roponuję  wysłuchać relacji pewnej osoby, o zachowaniach istot ‚ośmiornicowatych’, albo -jak to zostało określone- ‚prawie z rasy ośmiornic’, (to też wyjaśnia, skąd się ‚naturalnie’ może wziąć taka hybryda - uprzedzam, że materiał jest przeznaczony dla osób dorosłych o silnych nerwach). (materiał od minuty podanej na screenach).

octopus-man

octopus-mam1

źródło

Plazmozaury
O plazmozaurach dowiadujemy się nie z pierwszych stron gazet, ani z podręczników, aczkolwiek znane są już ekipom badaczy radzieckich od końca lat 50-tych, oraz amerykańskich od lat 60-tych, a nawet podejrzewa się, że jakieś ‚anomalie’ mogły być przyczyną zaginięcia ekspedycji Roberta Scotta w 1912 roku, mimo, że wersja oficjalna mówi inaczej.
Zobaczmy, jak to tajemnicze wydarzenie przebiegło w wersji ekspedycji radzieckiej: ‚Nieprzyjemności zaczęły się dopiero, gdy rozbiliśmy obóz w punkcie naszego celu, czyli na południowym biegunie magnetycznym. Wszyscy byli wyczerpani, dlatego wcześnie położyliśmy się spać, ale nikt jakoś nie mógł zasnąć. Odczuwając nieokreślony niepokój, wstałem i wyszedłem z namiotu.

W odległości około 300 m od naszego pojazdu zobaczyłem dziwną, świecącą kulę. Podskakiwała, niczym piłka futbolowa, tylko że była ze sto razy od niej większa. Krzyknąłem i wszyscy wybiegli na zewnątrz. Kula przestała skakać i powoli potoczyła się w naszym kierunku, w ruchu przekształcając się w coś, co przypominało kiełbasę.

Zmienił się też jej kolor – stał się ciemniejszy, a w przedniej części „kiełbasy” pojawił się otwór podobny do paszczy, ale bez oczu. Śnieg pod „kiełbasą” skwierczał, jakby była rozżarzona. Paszcza poruszała się i wydawało mi się, że coś mówi…

Fotograf ekspedycji Sasza Gorodecki poszedł do przodu ze swoją kamerą, chociaż kierownik grupy wołał, aby ten pozostał na miejscu. Sasza szedł jednak dalej pstrykając zdjęcia. A ta sztuka… Błyskawicznie zmieniła kształt – wyciągnęła się w wąską taśmę i wokół Saszy powstała aureola, niczym na głowie świętego. Pamiętam, jak on krzyknął i upuścił aparat…

W tym momencie rozległy się dwa wystrzały – strzelali Andriej Skobielew i nasz lekarz Roma Kustow. Wydawało mi się, że strzelali bombami, taki był huk. Świecąca taśma jakby spuchła, na wszystkie strony poleciały iskry i jakby krótkie błyskawice.

Rzuciłem się do Saszy. Leżał twarzą do dołu, był martwy. Tył głowy, dłonie i – jak się później okazało – całe plecy, były dosłownie zwęglone, a z polarnego kombinezonu pozostały łachmany.

Próbowaliśmy nawiązać łączność radiową z naszą stacją „Mirnyj”, ale nic z tego nie wyszło. Nigdy nie spotkałem tak gwałtownej burzy magnetycznej. Trwała trzy doby, które spędziliśmy na biegunie. Aparat fotograficzny był zniszczony, jakby piorun go trafił. Lód i śnieg, tam gdzie przesunęła się „taśma”, wytopił się, tworząc koleinę o głębokości pół metra i szerokości do dwóch metrów. Saszę pochowaliśmy obok miejsca postoju.

Następnego dnia kula pojawiła się znowu. Szybowała nad mogiłą naszego kolegi. Kustow i Borysow zaczęli strzelać do niej z karabinów. Nagle, wprost z powietrza zmaterializowała się jeszcze jedna kula. Historia powtórzyła się. Nad głowami mężczyzn pojawiły się błyski, rozległ się hałas i obaj padli martwi na ziemię.

Kule zniknęły, a w powietrzu pozostał zapach ozonu, jak po silnej burzy. Skobielew, który robił zdjęcia, leżał kilka metrów od nich. Żył, ale całkiem oślepł i na dodatek absolutnie przestał być sobą; zachowywał się jak małe dziecko, nic nie jadł, pił tylko wodę i wkrótce zmarł.

Po powrocie do bazy, postanowiliśmy wszystko opowiedzieć kierownictwu. Ku mojemu zdziwieniu, w „Mirnym” wysłuchali nas uważnie i uwierzyli. Nikt nie próbował zakwestionować prawdziwości naszych słów. Ale nowej ekspedycji na biegun już nie wysłano.’

Z wersji amerykańskiej możemy się dowiedzieć: Kolejna grupa badaczy wyruszyła na biegun południowy z amerykańskiej bazy w 1962 r. Amerykanie wzięli pod uwagę smutne doświadczenia radzieckich kolegów – zabrali najlepsze wyposażenie, 17 osób poruszało się trzema pojazdami, zapewniono im stałą łączność radiową.

W tej wyprawie nikt wprawdzie nie zginał, ale jej uczestnicy wrócili po trzech tygodniach tylko jednym pojazdem, w stanie pełnego otępienia. Do tej pory nie wiele wiadomo, co tam zaszło. Ewakuowano ich pilnie do USA i odesłano na rehabilitację do kliniki psychiatrycznej. Sprawę utajniono. Można przypuszczać, że amerykańskim polarnikom też przytrafiło się spotkanie z kulami-zabójcami.Robert Scott

Drugim człowiekiem, który dotarł do bieguna południowego był angielski badacz Robert Scott w 1912 r. Na drodze do bieguna jego ekspedycja straciła jednego tylko człowieka. Postawiwszy flagę podróżnicy wyruszyli zaraz w powrotną drogę i … zaginęli. Według oficjalnej wersji, Scott i jego towarzysze zboczyli z drogi, skończyły im się zapasy żywności i zamarzli. Istnieją jednak podejrzenia, że mimo burz i niepogody polarnicy stykali się z jakimiś niewyjaśnionymi anomaliami i w rezultacie ginęli jeden po drugim.
źródło

O tym – co to było? – próbował naukowo wypowiedzieć się jeden z fizyków , bo nauka musi mieć jakieś ewolucjonistyczne  ostatnie słowo.( w linku do materiału).

A jak ten stwór wyglądał? W/w linku źródłowym mamy taka ilustrację:

plazmozaury
Historia ta przypomina relację z wydarzeń, bardzo zagadkowych i nie wyjaśnionych do dnia dzisiejszego, mianowicie z wycieczki pewnych studentów do odludnego i tajemniczego miejsca na Syberii, które od tego pamiętnego wypadku zwane jest Przełęcza Diatłowa, a wcześniej jeszcze nosiło nazwę tubylczą: Otorten – co znaczy: Nie idź tam!. Dlaczego było błędem i to strasznym w konsekwencjach  nie posłuchanie tej przestrogi, dowiemy się w materiale tutaj.

(..)

C.d.n.

W kolejnej części: Dziury do głębin ziemi i stworzenia nie z tego świata.. wyznanie na łożu śmierci, którym podzielił się z wnukiem, były pracownik służb pracujących m.in.na Antarktydzie.

 

Za siedmioma górami.. cd.

Wiadomością niemal z ostatniej chwili jest ta, że Antarktydę, obok takich znanych nazwisk, jak wymienionych tutaj, odwiedził również (wymieniony na liście w materiale z linku) Buzz Aldrin, czyli jeden z  ‚astronautów’, znanych z hollywoodzkich opowieści NASA ‚o podboju księżyca‚. Czy to kolejny przypadek? Wygląda na to, że nie i to z kilku powodów. Internet bowiem huczy od tego, co Buzz Aldrin przekazał światu, zanim został wprowadzony w stan comy, po przeewakuowaniu go z Antarktydy, z powodu nagłego pogorszenia stanu zdrowia.
Po pierwsze,  86 letni B.Aldrin, przyznał się do wieloletniego życia w kłamstwie o podróży na księżyc, jako, że w tym położeniu stwierdził, że nie ma już nic do stracenia , więc wyznał, że mija niemal 46 lat od czasu, gdy złożył przysięgę sekretarzowi stanu, iż nie powie prawdy, że ‚lot na księżyc’ nie odbył się naprawdę, a wszystko to było zainscenizowane.
aldrin-hospital

(źródło)

Oczywistym jest, że każdy momencie, gdy życie wisi na włosku,  może odczuwać mniejszy lub większy imperatyw  do wyznawania prawdy, ale jako, że przy tej okazji, dowiadujemy się, ‚powodem tego, że nie poleciano wtedy na księżyc było okupowanie go przez ‚obcych’, po ‚ciemnej’  jego stronie, które widziano przez  satelity, należy uznać – w obliczu tych info, do których dotarli dociekliwi, że Buzz Aldrin celowo nie został poinformowany, o prawdziwych powodach maskarady z księżycem, czyli o tym, że egzystujemy w innym, niż heliocentrycznym modelu świata, bo taka wersja była potrzebna na czasy, gdy zostanie aktywowany plan ‚inwazji obcych’, który właśnie rozwija się na naszych oczach! – a że to zostało zaplanowane, – o tym poinformował sam uczestnik kosmicznej maskarady: Werner von Braun, a przekazała nam to do wiadomości publicznej  jego wieloletnia współpracownica Carol Rosin, której wypowiedź jest zaprezentowana już na moim blogu. Dodać do tego warto, że to, co zostało wykute w kamieniu na nagrobku Wernera von Brauna, to jest wymowny przykład o tym, że i kamienie potrafią mówić, a nawet krzyczeć!..

wernervonbraun

Tłumaczenie:  Ps. 19:1-2
1. Przewodnikowi chóru. Psalm Dawidowy.
2. Niebiosa opowiadają chwałę Boga, A firmament głosi dzieło rąk jego.

W Biblii KJV, powyższy tekst jest zawarty w wersecie 1.

1 (To the chief Musician, A Psalm of David.) The heavens declare the glory of God; and the firmament sheweth his handywork.

Carol Rosinzostała ostrzeżona przez von Brauna ,  przed ostatnią maskaradą zorganizowaną dla świata, właśnie z ‚obcymi’ w tle, i dlatego to w tym właśnie świetle należy analizować  dalsze wyznanie Buzza Aldrina: It’s all been a huge lie. All of it. Everything you see is faked, Photoshopped.(Wszystko to było i jest wielkim kłamstwem. Dosłownie wszystko.Wszystko, co widzicie jest zafałszowane. Robione w fotoszopie.) Jak również to złowieszczo brzmiące twitnięcie, z fotografia piramidy na Antarktydzie w tle, które wykonał Buzz Aldrin, brzmiące: „We are all in danger.  It is evil itself.” (Jesteśmy wszyscy w niebezpieczeństwie, To jest samo zło (zło w całej swej postaci).  Twitnięcie to zostało następnie usunięte.

aldrin-twitter

Co do kłamstwa o podróży na księżyc, oficjalne dementi brzmi, że to ‚czysty nonsens’, przy sugestii, iż Aldrin  powiedział, co powiedział, z powodu  demencji spowodowanej wiekiem, oraz stanem umysłu, który był pod jej wpływem.

Doświadczenie historyczne uczy nas jednak, że oficjalne dementi w różnych sprawach, ani nie musi się pokrywać z faktami, ani się zwykle nie pokrywa, ale ma dobrze wyglądać przed ‚opinią publiczną’ i wskazywać kierunek ‚prawidłowego’ postrzegania spraw tego świata, a czasami nawet tamtego.
Pamiętamy  że przez dekady mówienie o ‚obcych’, jakkolwiek te byty były postrzegane, było dozwolone jeno w filmach sf, ale w prawdziwym życiu było passe i można było za to być posądzonym o słabość umysłu.

Pamiętamy też, że w niektórych rejonach, nawet  mówienie o wierze w Boga, było podejrzane i niepoprawne politycznie, oraz mogło być nawet represjonowane pobytem w psychuszce, o ile czyjaś wiara wykraczała poza normy zalegalizowanych związków wyznaniowych.

Wszystko zależy zatem od aktualnych trendów, a wygląda na to, że właśnie powiały wiatry z południa świata, jako nośnik wieści o charakterze ‚kosmicznym’.  
Inne wieści też potwierdzają, że jesteśmy w przededniu spraw, rodem z filmów sf, o tyle jednak straszniejszych, o ile mogących się wydarzyć naprawdę..,
ale o tym napiszę kolejnym razem.

c.d.n.

Za siedmioma górami..

.. za siedmioma rzekami.., tak właśnie zwykły zaczynać się najciekawsze bajki, które pamiętam z lat dzieciństwa. Oprócz niedostępnych, nawet dla dziecięcej wyobraźni rejonów, w bajkach tych występowały przedziwne i niespotykane na co dzień istoty, te od najmniejszych, aż po takie prawdziwie olbrzymie, o których pisywali nieustraszeni bracia Grimm, a także występowały one w powieści pt.: Podróże Gullivera, autorstwa Jonathana Swifta, oraz w starożytnych podróżach Odyseusza..

Ponieważ jako dorośli, nie zawracamy  już sobie naszych; zajętych sprawami dorosłych głów,  rozmyślaniami nad tym, ile w tych bajkach było wyobraźni ‚ znikąd‚, a ile ‚skądś‚, bo wszyscy , a z pewnością większość z nas, po pierwsze: nie ma czasu na takie. na pierwszy rzut oka bezproduktywne rozmyślania, a po drugie; nie ma  czasu w ogóle, więc każda nadprogramowa odrobina tego niezwykle cennego życiowego ‚eliksiru’ , jest spożytkowana w celach relaksujących i służących raczej regeneracji, niż do poszukiwań informacji, które wypoczynkowi nie mogą służyć w żadnej mierze, a raczej pobudzają nerwy i są w stanie elektryzować bardziej, niż sensacyjny thriller, albo wręcz mroczny horror..

Zacznijmy od najnowszych wydarzeń, czyli kolejnej wizyty, w bardzo ostatnio modnym dla oficjeli różnych szczebli i państw, miejscu, czyli na Antarktydzie. Być może chodzi tu między innymi o krioterapeutyczne właściwości tego miejsca, gdzie nauka współczesna znalazła szczególną i nienaruszalna od lat 50-dziesiatych, ubiegłego stulecia , ostoję pokoju, zagwarantowaną Układem Antarktycznym, który okazał się jedynym tak trwałym gwarantem stanu, o który w wielu miejscach muszą toczyć się wojny. Oczywistym zatem jest, że nie tylko sam teren, ale również dostęp do niego jest  chroniony w stopniu uniemożliwiającym dopłynięcie do, nawet najodważniejszemu wikingowi współczesności, o czym mógł się swego czasu przekonać ostatni wolny, (do pewnego stopnia, albo szerokości geograficznej), norweski wiking: Jarle Andahoy, (wspomniany już onegdaj na blogu).

Tak więc docieramy do ciekawego info, że po wizycie takich oficjeli, jak głowa kościoła ortodoksyjnego, następnie, jak chodzą nieoficjalne słuchy przepłynięcie w okolicy cieśniny Drake’a, czyli miejscu, który geograficznie leży na styku Am. Południowej i Antarktydy, głowy państwa leżącego za Wielką Wodą, no a niedawno sekretarza stanu tego samego państwa, na samym lądzie Antarktydy i to w dość przecież gorącym dla obywateli tego państwa okresie, Układ Antarktyczny jest  jeszcze bardziej pokojowo ugruntowany, więc nie ma tam w dalszym ciągu miejsca dla ciekawskich podróżników, ani innych nieproszonych  gości, a eksploracja naukowa powinna przebiegać w  utrwalaniu opinii publicznej, żeby nie wydychała za dużo dwutlenku węgla, który to powoduje globalne ocieplenie, zwłaszcza na terenach, gdzie jest za duża populacja, która jest winna właśnie temuż ‚głobalnemu ociepleniu’, a ono zagraża lodowcom, które co prawda jeszcze nigdy nie stopniały, ale nie wykluczone, że mogłyby, więc należy temu naukowo zapobiegać.

Oczywistym jest, że nie ważne, czy to tylko plotki, o których już wiadomo, że nimi są,  ważne co zostało ustalone i o czym właśnie poleciał poinformować w swoim antarktycznym reserczu minister Kerry, bo na tym właśnie  polega poważna polityka. W każdym razie pingwiny są ciągle bezpieczne, nie licząc tych, które padły ofiarą trudnych warunków klimatycznych i być może też jakichś innych naukowych wydarzeń, a jak wiemy Nauka wymaga różnych ofiar, i z tym musi się liczyć każdy. czy mu się to podoba, czy nie.

Po tym solidnym wstępie, przechodzę od razu do rzeczy, na co mam nadzieję Goście mojego bloga już czekają.
Zacznijmy od tego, co przedostało się już do wiadomości zainteresowanych sensacyjnymi odkryciami w krainie lodowców. Na przykład , co zostało odkryte przez naukowców badających jezioro Wostok, znajdujące się akurat tam, gdzie leży rosyjska stacja badawcza.

Z tego materiału dowiadujemy się między innymi, że pomimo, iż oficjalnie sama głowa państwa, którego symbolem jest dwugłowy orzeł zaprzeczyła, jakoby dokonano naukowo interesujących odkryć w jeziorze Wostok, to jednak znaleziono tam nie występujące gdzie indziej  dziwne stwory, jak : kraby ‚yeti’ z owłosionym piersiami/pancerzami, które mogą być łapane i zabijane przez siedmioramienne rozgwiazdy ( normalnie są znane pięcioramienne).

antarktyda-kraby

antarktyda-rozgwiazdy
Ale najciekawszym i chyba najstraszniejszym (w tym jeziorze) stworem była dziwaczna i śmiertelnie  niebezpieczna forma życia, nazwana naukowo Organizm 46-b, wyglądem zbliżona do gigantycznej ośmiornicy, o zachowaniach wskazujących na posiadanie inteligencji, potrafiąca hipnotyzować i upodobniać się do kształtów humanoidalnych, która zabiła trzech naukowców-nurków.

Ośmiornice znane są z dużej inteligencji, ale umiejętności zmieniającego kształt organizmu 46-B brzmią niemal diaboliczne..
Znaleziona w jeziorze Wostok  istota posiada 14 ramion zamiast zwykłej ósemki, zabija w sposób podobny do zwykłego ośmiornicy – chwytając swoją ofiarę, wstrzykując ją paraliżującą ślinę, następnie dziobiąc ‚rozmontowuje’ ofiarę na małe kawałki.. Organizm 46-B ma jeszcze innego asa w rękawie.
„Jest w stanie sparaliżować zdobycz w odległości do 150 stóp, uwalniając  jad do wody z narządu podobnej do worka” wyjaśnił jeden z badaczy jeziora Wostok) „Niestety, mój kolega i przyjaciel dr Windogradow zginął w ten sposób.’ (reszta cytatu, opisująca sposób śmierci  naukowca-nurka jest zbyt drastyczna, aby umieszczać to na moim blogu).
 
Dr Padalka twierdzi, że uciekł z rodzinnego kraju w lipcu, gdy dowiedział się ku swemu przerażeniu, że rząd planuje wykorzystać to znalezisko, o którym twierdzi, że ‚nie istnieje’, do celów wojskowych.
Niektóre gatunki ośmiornicy znoszą 200.000 jaj, a co jeśli umieszczono by je w środowisku naturalnym, albo gdyby znalazły się tam bez wiedzy eksperymentatorów?..

Poniżej zdjęcie tego ‚organizmu':

antarktyda-octopus

antarktyda-octopus-human
Czy to wszystkie rewelacje z tego lodowego i pokojowo strzeżonego rejonu? Nie!
Zapraszam wkrótce na ciąg dalszy, i obiecuję, że napięcie będzie już tylko narastać..

cdn.

Lody dla ochłody..

Tego lata upały nam dopisały i to w stopniu zadowalajacym nawet zagorzalych zwolenników tropików, niech więc chłodzacą bryzą, będzie temat z rejonów ciągle tajemniczych i  dla wielu niedostępnych, a związany, jak już pewnie Goście mojego bloga się domyślają z Antarktydą, o której małe co nieco już tutaj wcześniej pisałam.

Historia oficjalna przekazuje, że jednym z pierwszych eksplorerów tych rejonów, był między innymi Ernest Shackleton, który za wyprawę o dość nietypowej, jak na lodowe szlaki, nazwie bo – uwaga: NIMROD expedition, statkiem o tejże samej, starożytnej nazwie,  otrzymał Królewski Order Wiktorii, a potem tytuł szlachecki, i aczkolwiek szerokości geograficzne osiągnięte podczas tej wyprawy były kwestionowane, to  wspięto się na Erebus, i nomen-omen jest to nazwa w klimacie nie odbiegającym daleko, swymi mrocznymi konotacjami,  od imienia Nimrod, gdyż to właśnie tenże potomek jednego z trzech synów Noego, skrzyknął do budowy wieży zwanej Babel , o czym informuje nas Księga Jaszera.  ( o tejże budowli też już wspomniałam na blogu.)

Taka ciekawostka: nazwa Erebus została nadana temu wulkanowi, przez jego odkrywcę; sir James’a Clark’a Ross’a, który do  Antarktydy zawitał na statku o tym samym imieniu. Nazwę po drugim statku: Terror; otrzymał znajdujący się we wschodniej części Wyspy Ross’a wulkan Mount TerrorErebus w mitologii greckiej był synem Chaosu, bogiem ciemności. A słowo terror jest zrozumiałe dla wszystkich, bo ma nieprzemijające i aktualne w każdej epoce znaczenie. (Nazwy w każdym razie osobliwe zarówno dla statków, jak i gór..)

Moda na mitologiczne nazwy okazuje się być trendy nie tylko w kręgach eksplorerów ziemi i mórz, ale i przestrzeni nad ziemią, bo przecież cały program ‚kosmiczny’ jest ich niestrudzonym propagatorem.

Kolejnym modnym przedsięwzięciem jest upamiętnianie wydarzeń sprzed lat, poprzez  analogiczne wyczyny, i takimż okazał się wyczyn powtarzający jedną z wypraw sir Shackleton’a, którego śladami,  ruszyła współcześnie – 100 lat później,  ekspedycja,  na wzór  wyprawy  z 1914 roku, z odtworzeniem całej trasy.
Głównym bohaterem tej eskapady był Tim Jarvis, który w jednym z wywiadów stwierdził interesującą rzecz, mianowicie powiedział: (..)Shackleton próbował ocalić swoich ludzi przed  Antarktydą, a teraz on ( Tim Jarvis) usiłuje ocalić Antarktydę przed ludźmi. Co za niezwykłej wagi zmiana, która  się dokonała w ciągu stu lat, od tamtej pamiętnej wyprawy(..).(podkreślenia moje)

(I owszem, zmiana jest, aczkolwiek w kierunku utajniania tego, co dotyczy Antarktydy, ciągle nie podaje się do publicznej wiadomości wielu szczegółów’ związanych na przykład z wyprawami, w których uczestniczył kpt. Byrd; o kryptonimach: High Jump i Deep Freeze.)

Nawet gdybyśmy nie chcieli doszukiwać się  żadnych podtekstów w wypowiedzi T. Jarvis’a, to brzmi ona co najmniej intrygująco, w zestawieniu z informacjami na temat zawarcia  Układu Antarktycznego przez wiodące państwa świata współczesnego, którego celem, od ponad pół wieku jest ten sam zamiar..
A co zaskakuje chyba najbardziej, to fakt, że w obliczu różnych światowych konfliktów i perturbacji zimno i gorąco – wojennych, ciągłych dyplomatycznych zawirowań i przepychanek pomiędzy siłami politycznymi tychże państw, oraz nieudanych próbach ochrony środowiska tam gdzie mieszkają ludzie; ten właśnie jedyny Układ  – na tych konkretnych terenach i to już przybrzeżnych,  które z racji swej niedostępności chronią się przecież same – jest jednogłośnie  zfixowany na cztery spusty i nie ma szans, aby nikt niepowołany kręcił się w tych rejonach.. Mamy niejako książkowy przykład Terra Utopia, gdzie kooperacja państw przebiega w niezmąconym pokoju, zgodzie i harmonii, w atmosferze wzajemnej współpracy  naukowo-badawczej, właściwie tak samo bajkowo i cudownie, jak wzajemna mieżdunarodna współpraca ‚w kosmosie’..
W tym miejscu przyszło mi na myśl powiedzenie: Jeśli coś wydaje się być zbyt piękne, aby było prawdziwe, to dlatego, że rzeczywiście jest zbyt piękne, aby było prawdziwe!.

I tą sentencją, skłaniającą do głębszej zadumy nad powyższymi, i wieloma innymi intrygującymi kwestiami, tu poruszanych,zachęcam moich Gości do dalszych odwiedzin mojego bloga.

Ziemia niczyja?..

Szukając ciekawostek z ‚wszechświata’, natknęłam się dzisiaj na wiadomości o ‚zmianie biegunowości ziemskiego pola magnetycznego’, co jak się okazuje jest zagadnieniem wywołującym liczne kontrowersje naukowe, a jakie? Cytuję fragment za źródłem:
(..)Nowe badania przeprowadzone przez międzynarodowy zespół włoskich, francuskich i amerykańskich ekspertów wykazały, że ostatnie odwrócenie biegunów magnetycznych, które wystąpiło około 786 tysięcy lat temu i nie trwało bynajmniej kilka tysięcy lat, jak wmawiali nam dotychczas naukowcy, ale stało się to bardzo szybko, w mniej niż sto lat. To znaczy, proces ten skraca się do czasu porównywalnego do ludzkiego życia.

To, że naukowcy lubią wmawiać nam różne aksjomaty; wiem już od jakiegoś czasu, i tą wiedzą między innymi, staram się dzielić , na moim blogu.
Zanim doczekamy się ewentualnych, kolejnych zmian w oficjalnych stanowiskach, na temat tego, co sie właściwie dzieje na ‚biegunach’ – zwłaszcza ‚południowym’, pozwólmy sobie na nieśmiałe retoryczne pytania, a na niektóre  z nich, być może, naukowcy będą gotowi do odpowiedzi, oczywiście, jeśli dostaną taki sygnał od swych mecenasów. Trzeba brać pod uwagę, że w skali naukowej, zmiany mogą nadejść nieprędko, a patrząc na zapowiedzi, nie zapowiadają się one wcale kolorowo, nie licząc zmian koloru chmur na przykład na cukierkowo różowy, podczas zachodów słońca, ale jak to mawia  stare przysłowie: miłe złego początki, bo te bajkowo-muminkowe obłoki, powstają z powodu oprysków smugami chemicznymi i w tym temacie  ‚oficjalna nauka’ też milczy.
Jeśli zapowiadane mutacje  mają iść w kierunku muminków, to pół biedy, ale chodzą słuchy o postaciach ze zgoła innych ‚bajek’..
Dzisiaj  właśnie narysowałam szkic do nowego obrazu, na którym będzie błękitne niebo z chmurami, ale nie z takimi, jakie również dzisiaj zobaczyłam z okna; były to dwie grube żyły smug chemicznych, we  wściekle chemicznym pomarańczu, przechodzącym miejscami w czerwień, jednej z części ciała pawiana.

Poniżej zapraszam na film, który koresponduje z tematem ‚biegunów’. Autorka filmu, w sposób skondensowany prezentuje  temat dotyczący ‚skrawka’ , ziemi  tak zwanej ‚niczyjej’, bo czyja ona  de facto jest, dowiemy się z filmu, na którym padają również, istotne pytania, które w większości pozostają  bez odpowiedzi, oczywiście, nie z winy Autorki filmu.