Miesięczne archiwum: Listopad 2014

‚Krzywizna’ regulowana..

Podążąjąc za sugestią, którą Gość mojego bloga umieścił, jako  komentarz w temacie: – The Show Must Go On, cytuję: masz problemy ze zrozumieniem ksztaltu ziemi jak i nie potraficie* w logiczny i sensowny sposob udowodnic swoje hipotezy; szukałam tematów pomocniczych, za pomocą których, mogłabym memu Gościowi, oraz pozostałym, którzy mają w tym temacie zamieszanie, lub wątpliwości, zaprezentować przykłady wpływania na percepcję, za pomocą różnych sposobów, czasami  absurdalnych, a wszystko w konkretnym celu.
Obrazowych, a przez to trafnych w swej wymowie przykładów,  z życia wziętych, dostarczyli mi panowie zwani ‚Abstrachłopakami‚, którzy za pomocą zabawnych filmików przybliżają widzom absurdy tworzone przez dyrektywy unijne.
Jak się jednak okazuje, pewne absurdalne dyrektywy, które mogłoby naprawdę bawić, gdyby to nie działo się naprawdę, miały lub mają konkretne, ukryty cele i te nie są już zabawne.

Tak więc jeśli ktoś pomyśli, że to szaleństwo, aby utrzymywać, że ‚marchewka to owoc’, a ‚ślimak to ryba’, a bananowi trzeba naregulować ‚krzywiznę’, to niech przypomni sobie słynne powiedzenie z II Aktu, sceny 2 z Hamleta, która brzmi: W tym szaleństwie jest metoda. (Zapraszam do zapoznania się ze szczegółami tutaj.)

Wiedząc już, że za absurdalnym, z pozoru działaniem,  dyrektywą, czy innym  ustaleniem, stoi jakieś mniej lub bardziej tajemnicze lub tajemne lobby, przestaje nas dziwić, gdy zderzamy się z jednym z największych hoaxów w historii, a w ostatnich dziesięcioleciach wzmacnianym technikami kreowania i generowania obrazu, w tym komputerowymi, jakim jest tworzenie obrazów z kosmosu, za pomocą technik animacji komputerowej; np. ‚krzywizny ziemi’, za pomocą kamery z soczewką zwaną rybie oko.

Powyższe informacje prowadzą do konkluzji, że skoro regulowanie ‚krzywizny’ banana miało swój określony cel, choć wydawało się to z pozoru tylko ‚dziwacznym pomysłem’, jaki to o wiele ważniejszy cel, musi przyświecać tym, którzy nie szczędzą środków i nakładów, aby  obraz ziemi w oczach współczesnego człowieka, miał ‚krzywiznę’, która w rzeczywistości nie istnieje!

Poniżej zdjęcia ziemi ze stratosfery, jakże inne od tych, które nam serwuje mainstream z nasa.

p.s.

-*potraficie - powinno być potrafisz;  występuję na blogu w osobie własnej, czyli w liczbie pojedynczej. :)

W popiele i kurzu..

Powyższy tytuł, fanom literatury sf  może od razu skojarzyć się z powieścią J. Grzędowicza pod tytułem Popiół i kurz, w której, jak czytamy w opisie recenzji: mamy do czynienia z:’ podróżami astralnymi, mrocznymi rytuałami okultystycznymi, a całość doprawiona jest spiskiem religijnym. Wszystko to odpowiednio wyważone i wymieszane daje piorunujący efekt’. (źródło
Rozważając to, co się na świecie dzieje; wygląda na to, że to skuteczna taktyka, nie tylko w fantastyce. Dlatego też, moim celem jest  zachęcenie  Gości mojego bloga do wytrwałych poszukiwań, które pod tą wymowną w swej przenośni warstwą wierzchnią, pozwolą się ocucić i strząsnąć z siebie  pył wzniecany przez współczesnych scjento-socjo-magów, aż w końcu uda się, pod zgliszczami wpajanej im przez system wizji świata, odnaleźć  gwiaździsty dyjament Prawdy.

Temat popiołu i kurzu może być pomocny w rozmyślaniach nad siłą odśrodkową i jej oddziaływaniem. Wystarczy odrobina wyobraźni przyczynowo-skutkowej, plus fotografie przedstawiające burzę na pustyni, wtedy już łatwiej dedukować dalej i zmierzać do  konkluzji, co by było gdyby, czyli do jakich zjawisk musiałoby ( między innymi ) dochodzić gdyby ziemia nie była statyczna, lecz ‚wirowała’.

Jakie między innymi zjawiska powoduje siła odśrodkowa, zostało przedstawione na jednym z filmów pt. A więc  dlaczego uważam, że  ziemia jest płaska.- na przykładzie karuzeli, w której wnętrzu znajdują się osoby, a karuzela się się obraca, i to z prędkością o wiele mniejszą niż rzeczona prędkość obrotowa ‚Ziemi-globu’, naprawdę warto sprawdzić , co się wtedy dzieje.

Wyobraźmy sobie teraz, że w takiej wirówce jest piasek, kurz, woda!
A gdybyśmy sobie teraz  próbowali wyobrazić, że piasek , kurz i woda jest umieszczona NA kuli i wprowadzamy kulę w ruch.. Trzeba by jeszcze wymyślić sposób, aby piasek, kurz i woda  ‚trzymały się’  kuli, przynajmniej do momentu, gdy zacznie wirować wokół swojej osi, bo potem, to już żaden ‚klej’ jej tam nie zatrzyma, nawet jeśli taki klej ktoś nazwie  naukowo: ‚grawitacją’.

Przyjrzyjmy się teraz  zdjęciom burzy piaskowej w Sydney.: tutaj

Na dłuższą metę, gdyby takie warunki utrzymywały się stale, ‚nie byłoby niczego’, zupełnie jak w programie wyborczym jednego z byłych kandydatów na prezydenta.

Boże Narodzenie nie wszędzie będzie?..

Czy to możliwe, żeby w naszym  kraju z tradycjami, Święta Bożego Narodzenia mogły zostać zastąpione jakimiś ‚innymi dniami‚ , okraszonymi łososiem za równe 6.66..? Czy to może mieć jakiś głębszy wydźwięk i dalsze skojarzenia? Otóż okazuje się, że i owszem i to takie, których nie wszyscy moglibyśmy się spodziewać.
Do poruszenia tego tematu zainspirował mnie wpis na forum, i to – o dziwo – na którym lubią wysyłać chrześcijan na banicję* .
Pierwsze primo jest oczywiste i rzuca się w oczy od razu, a zainteresowanych zapraszam na recenzję i przyczynkowy spot reklamowy tutaj.

Drugie primo jest jest już bardziej złożone, a na jego omówienie pod tytułem:
Od średniowiecznych krucjat do islamizacji ery współczesnej  zapraszam do działu Listy z banicji II.

The Show Must Go On..

- czyli jak w tytule, ale bardziej wybuchowo, bo do tego dużo dymu i hałasu i łzy wzruszenia w hollywoodzkim stylu.
Doznania wręcz magiczne, a w (o)czarowaniu widowni to podstawa. Odliczanie do startu przypomina mi trochę liczenie owieczek przed zapadnięciem w głęboki sen,  i całkiem możliwe, że to nie jest tylko taka metafora, z tą różnicą, że w tym przypadku, odliczanie ma usypiać owieczki..
Rolę różczki magika spełnia z powodzeniem centrum kontrolne z guziczkami na konsolach, taki XX i XXI wieczny tygiel do wytwarzania ‚kamienia filozoficznego’. Cagliostro byłby pod wrażeniem, ale my, którzy już poznaliśmy tajniki współpracy nasa z hollywood, niekoniecznie.

Zapraszam na  spektakl.

P.S.

A poniżej wersja skrócona dla niecierpliwych, pod  znamiennym tytułem: Shuttle Launch Fake Or Real You Decide  (Start wahadłowca, prawda czy fałsz, Ty zadecyduj.)

 

Bajka dla dorosłych..

Usiądźmy wygodnie w fotelu i posłuchajmy:
..nie było ani czasu, ani fal świetlnych, ani fal dźwiękowych, ani grawitacji, ani słabych, ani silnych oddziaływań jądrowych.. i nagle; około 14 miliardów lat temu, pojawiło sie wszystko!..W przeciągu jednej setnej sekundy, wszechświat, czas i materia powstawały w wielkiej kosmicznej kuli ognistej.. w trzech minutach istniało już wszystko, co miało powstać. (..)(źródło)
Bajka dla dorosłych zaczyna się w sposób klasyczny, podobny do każdej bajki dla dzieci, ale nic w tym dziwnego, skoro nawet utarło się  powiedzenie, że dorośli, to takie duże dzieci, a poza tym klasyka zawsze się sprawdza, nie tylko w modzie.
A gdzie można posłuchać takich fascynujących bajek na żywo? Oczywiście w ‚Centrum Nauki Kopernik’. Weszłam właśnie na stronę internetową Centrum i poczułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Czegóż tam nie ma! Jest dosłownie wszystko, co Człowiek Współczesny potrzebuje, aby wiedzieć o tym, skąd przyszedł, po co żyje i dokąd idzie, oczywiście w wersji, która nie przepali mu obwodów, od nadmiaru myślenia.
Mnie jako osobę oscylującą w kierunku artystycznym, od razu zainteresowały działy tematyczne. Dział ART Science okazał się dla mnie fascynujący, a największe wrażenie zrobiło na mnie dzieło zatytułowane: COPERNICHAOS i to z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze, już sam ten tytuł bardzo mi przypadł do gustu, cokolwiek by dzieło nie przedstawiało, ale tak się  składa, że i dzieło w swej formie jest zaskakująco spójne z wizją świata, jako płaszczyzny umieszczonej pod firmamentem! co prawda Artystka  przedstawiła pod plastikowym kloszem model ‚Układu Słonecznego’, ale nie szkodzi!, taki rozmach jest zrozumiały, gdy mamy do czynienia z dziełem traktującym o poważnej nauce.

Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Spektakl dedykowany dzieciom powyzej lat 12 , jak czytamy: z uwagi na ‚poziom wiedzy geometrycznej niezbędnej do zrozumienia wywodów’, a tytuł spektaklu: Tajemnica pustej szafy, czyli duchy z czwartego wymiaru. Spektakl ma pomagać w zrozumieniu tego, co ‚niewyobrażalne‚, dla przeciętnych Kowalskich, ale za to łatwe dla matematyków,  dla których istnienie ‚wielowymiarowych  światów’ jest tak oczywiste, jak dla nas świat, który nas otacza.
Możliwe, że spektakl jest też zachętą, aby zwykły  Kowalski nie umarł ze strachu ( zanim nie wypracuje dla kogoś emerytury), gdy zobaczy zjawy nie z tej ziemi, gdyby się okazało, że ich wizyta jest już politycznie poprawna.

Kolejna ciekawa propozycja, to bajka dla  siedmiolatków, na podstawie scenariusza jednego z naszych onegdaj wiodących  pisarzy sf ; St Lema. A sam scenariusz taki przemyślny, jak scena zwodzenia Ewy i Adama przez węża! Czyżby i nasz klasyk sf posiłkował się historiami z Biblii wziętymi? Tego się już bezpośrednio od niego nie dowiemy, natomiast opis spektaklu podkreśla, że będziemy mieli okazję do zadumy i poważnej refleksji nad kondycją współczesnego człowieka, od pojawienia się życia na Ziemi po erę zdobywców kosmosu , a wszystko to podane w baśniowym stylu , ubranym w nowoczesną terminologię naukowo-techniczną.
Taka historia, którą Dave Hunt mógłby  określić ‚ Od  minoga do boga‚ , a wszystko w stylu fantasy-fiction. Opis historii zakochanej księżniczki robota w człowieku i robocie, który aby zdobyć rękę księżniczki sam udaje człowieka; kończy konkluzja: taki też jest nasz spektakl – raczej zabawny niż ponury, miejscami śmieszny, choć wcale nie miałki, a czasami nawet dający do myślenia.  
No owszem, mnie już dał do myślenia i to sporo.

Naści banana..

Temat kosmicznych podbojów ciągle ciepły, dlatego też polecam kolejny, bardzo ciekawy  filmik  Rory’ego Coopera, pokazujący obrazowo, dlaczego to, co zwykło się konwencjonalnie myśleć o podróżach kosmicznych, nie jest możliwe. Krótkie omówienie treści filmu ( z moimi wtrąceniami):
Na wstępie  przykład poglądowy:  Łódź płynie po wodzie, a osoba w niej  będąca steruje nią, a jest to możliwe, gdyż sterowanie łodzią umożliwia jej usytuowanie na powierzchni wody. Mówiąc jeszcze jaśniej, nośnikiem, dzięki któremu ukierunkowany ruch łodzią jest możliwy jest woda. Łodź może się też kołysać na wodzie.

Kolejny obrazek pokazuje już hipotetyczną sytuację (w konwencji rozpowszechnianej wiedzy w tym temacie):  gdyby łódź znajdowała się w ‚kosmosie’, gdzie jest próżnia (przynajmniej tak myślimy),  ruch poglądowej łodzi odbywałby się we wszystkich kierunkach i byłby niekontrolowany, niezależnie od  rozmiaru tej łodzi, czy też zamiany w ‚statek kosmiczny’. Również dodanie rakiety do takiego ‚kosmicznego statku’ nie pomoże nim kierować, natomiast sprawi, że ten bezładny ruch będzie bardziej gwałtowny i będzie  kręcił tym statkiem’ w przeróżne strony z większą siłą, a statek nie będzie mógł się ani zatrzymać, ani nie da się nim sterować, ani mierzyć prędkości, ani pokonanego dystansu w próżni.

A co na to nasa?  Na filmiku widzimy, że to, co nasa podaje  nam do wierzenia, to możliwość ‚sterowania w kosmosie’ i ‚idealne połączenie (dokowanie) w kosmosie’. Taka garść bananów dla małpiej widowni, czy ktoś to kupuje?
To nie koniec kosmicznego karmienia zoo, bo następnie ‚grawitacja ciągnie ten statek z powrotem ku ziemi’  nieważne, że po drodze jest jeszcze ‚grawitacja słoneczna’ , z założenia powinna być silniejsza, niż ziemska, skoro mowa o modelu układu słonecznego. Tak więc statek(albo sonda, ) szczęśliwie powraca, a w Hjuston panowie inżynierowie cieszą się jak dzieci, są oklaski, uściski i można otwierać szampana.

Następnie możemy z zapartym tchem wyobrazić sobie taką scenkę, nasa w drodze na pędzący księżyc, orbitowanie i lądowanie i zatrzymanie z wyhamowaną prędkością, w sekundzie, do zera! No a potem nasa ma dla widowni video, na którym ląduje lądownik, tyle, że grunt pod lądownikiem  jest cały czas w tym samym miejscu, ale to trzeba wybaczyć specom z Hollywood, najwyraźniej nie przewidzieli, że po tylu latach ktoś to zauważy i wrzuci na YT.
Nie widzimy też żadnego kręcenia się,  trzęsienia,  łazik osiada na ‚powierzchni księżyca’, (z taką maestrią jak pszczoła na kwiatku ), a małpia widownia niczego nie podejrzewa. Najdroższe światowe reality show, z przeznaczeniem dla urobionej widowni.
Następnie mamy kolejny raz powtórzenie ‚lądowania’, kilka fotek i czas na refleksje, albo zajadanie bananów..
Żaden wehikuł nie zyskuje  zdolności  poruszania się w ‚pustce kosmicznej’,  bez względu na to, jak kosmicznymi przydomkami byłby obdarzony.

Autor filmu zwraca też  uwagę na fakt, że jeśli ‚Ziemia pędzi z taką zawrotna prędkością, z jaką  się uczy ludzi, że pędzi’, to rakieta, która miałaby orbitować naokoło  Ziemi, musiałaby pędzić jeszcze szybciej, aby wystartować z jej powierzchni , a takiego przyspieszenia nie mógłby przeżyć człowiek, następnie musiałaby zwalniać i przyspieszać, podobnie, do biegacza okrążającego jadącego rowerzystę, który przy wyprzedzaniu rowerzysty musiałby przyspieszać, a następnie zwalniać i tak w kółko, aby utrzymać ten sam dystans do rowerzysty, okrążając go.
Bo nawet w przestrzeni grawitacja ciągnie do dołu, a nie na boki. (Autorowi prawdopodobnie chodzi tu o działanie ‚przyciągania’, bez efektu siły odśrodkowej)
‚Zapraszam na film:

Mission Impossible..

Podczas, gdy naukowcy poszukują ‚cegiełek życia’ na mknącej, jak sami twierdzą:  ’65 tys km/h komecie, która w każdej sekundzie wyrzuca tony gazu i pyłu’, przyjrzyjmy się nieco tej kosmicznej Misji Impossible, dziejącej się ‚miliony, miliony’ kilometrów stąd, ( całkiem podobnie do tych milionów razy miliony lat teorii ewolucji..)

Jak to jest, gdy planuje się przedsięwzięcie na 30 lat do przodu? Rzecz jasna; ‚musi się udać’, zwłaszcza gdy stawką jest ‚reputacja uczonych z elity europejskiej agencji kosmicznej’, oraz miliardowe koszty, a wiadomo, że koszty to zawsze sprawa drażliwa, więc lepiej, aby ludzie myśleli, że zostały ‚dobrze wydane’. Tak więc jeśli kolejna misja kosmiczna się  nie uda, to będzie koniec kosmicznych misji, a na to w przededniu planowanego lądowania ochotników na Marsie, nikt nie może sobie pozwolić. Nadto, udane lądowanie na komecie  pozwoliłoby nareszcie zapomnieć o ‚lądowaniu na Księżycu’, o którym już wiadomo wszem i wobec, że było to lądowanie nieudane, albo mówiąc prościej; ani udane, ani nieudane, skoro jak twierdzą różne osoby znające się na rzeczy, bo kiedyś pracujące przy programie kosmicznym: nie odbyło się wcale. (więcej na ten temat w temacie:  Naukowe aksjomaty wiary). Może też być tak, że  oczekujemy na ‚nieuniknione’ lądowanie ‚Gości’ z odległych miliony,miliony lat rubieży kosmosu, no i byłoby nienaukowo, gdyby okazało się, że takie Misje Impossible są po prostu niemożliwe.

Wracając do Misji Rosetta, o której mowa powyżej, a która zakończyła się stuprocentowym medialnym sukcesem, nakręconym w konwencji thrillera, zobaczmy tez inne prezentacje tegoż wydarzenia, na przykład fascynującą – z punktu wiedzenia nauki – ‚trójkątną lewitację sondy’ wokół komety, która może celowo kreślić te kształty przypominające piramidę Cheopsa, skoro, jak ( podaję za źródłem) W połowie października (sonda) sfotografowała grupę skał na powierzchni komety, a największa z nich otrzymała nazwę „Cheops”!

Hipnotyzujące, prawda? Oczywiście , co inteligentniejsza widownia wie, że to jest animacja komputerowa, ale niestety ten fakt już tylko niewielu widzom daje do myślenia.

Kolejne info, na które się natknęłam w związku z kosmicznymi dokonaniami ostatnich dni, (a właściwie dziesięcioleci), to te, z którego wynika, że gdzie diabeł nie może (posłać przysłowiowej baby), pośle Polaka, bo cytuję za źródłem: Artur Bartek Chmielewski pracuje w Jet Propulsion Labs (Laboratorium Napędu Odrzutowego), które jest jednym z centrum badań NASA. Pracował przy projekcie Rosetta jako menadżer amerykańskiego zespołu i jest współodpowiedzialny za pierwsze w historii ludzkości lądowanie na komecie.

Przypomnijmy sobie, kto był założycielem Propulsion Lab, choć niektórzy Goście może zapamiętali, gdyż napisałam o tym w temacie ‚Kosmiczny  uczeń czarnoksiężnika’, lecz przypomnę jeszcze raz: Jack Parsons, amerykański inżynier rakietowy , inżynier chemik , wynalazca i okultysta Thelemy. Parsons był związany z California Institute of Technology (Caltech) i był jednym z głównych założycieli zarówno Jet Propulsion Laboratory (JPL) i Aerojet Engineering Corporation . Był pionierem zaawansowanie obu paliw rakietowych na paliwo ciekłe i stałe, i skonstruował pierwszy lej kompozytowy rakiety na paliwo stałe.

A kim jest ABC? -Artur Bartek Chmielewski? To przecież syn  Papcia Chmiela, którego komiksy Tytus-Romek-i Atomek, pamiętają Goście, zbliżeni do mojego rocznika.  :)
Dla Gości, którzy nie wiedzą jak wspaniałe pomysły miewał Papcio Chmiel przypomnę kultowy odkurzaczo wannolot, w którym bohaterowie komiksu wybierali się w świat!

wannolot1

Czyż nasa nie mogłaby czerpać inspiracji prosto z komiksów Papcia Chmiela? A może już to robi? Powższy model spokojnie jest w stanie spenetrować kilka galaktyk, o naszym ‚układzie słonecznym’ nie wspominając; zwłaszcza gdy mamy do czynienia, z moim zdaniem, bardzo udaną rozmiarowo propozycją T.Bagińskiego w jego filmie pod tytułem: Ambition. Tak sobie myślę, że albo T.Bagiński ma niezwykła intuicję, albo po prostu  wie małe co nieco..

A teraz proponuję kilka zapierających dech fotek komet, o kształtach, których Fidiasz by się nie powstydził, pierwsza fotkę zatytułowałam: Zaginione Popiersie Apolla, albo Myśliciel, drugie to Kosmiczna Wiewiórka i Piesek Chau-Chau, albo Trójpalczasty Przyczajony Lew Hybryda. Trzecia fotka ma tytuł: Pies Orzeł Wąż.

1.rosetta-kome1

2.rosettacomet1a

3.rosettacomet3a

Pan Samochodzik by się zdziwił..

Komu podobają się włoskie auta? Zwłaszcza te o kobiecych nazwach, i w kolorze bieli? Mnie bardzo i swego czasu będąc fanką pewnej włoskiej marki, żałowałam nawet, że te modele nie występują w kolorze jasnego błękitu. Mój entuzjazm nieco zmalał, gdy wzięłam pod lupę znaczek firmowy tej marki. I co my tam widzimy? Czerwony krzyż, ale to nam po tej stronie Bosforu nie przeszkadza, aczkolwiek bynajmniej nie chodzi tu o odniesienia do organizacji niosącej humanitarną pomocy bliźnim, natomiast druga część znaczka jawi się już bardziej zagadkowo i zdecydowanie tajemniczo. Tak, chodzi o zielonego węża, który trzymając w paszczy człowieka, zaraz go połknie.. albo wypluje.  Ten zielony albo szmaragdowy, jak kto woli wąż, zwany jest biscione, co się wykłada jako vipera ( viper = żmija, albo.. zdrajca), lub biscia z włoskiego, a utworzony z łacińskiego bestia, to godło Viscontich z XI wieku, godło Mediolanu i rodu Sforza. A skoro drzewiej i w  naszym kraju ród Sforza nam jaśnie panował w osobie królowej Bony, stąd obecność szmaragdowego węża również w herbie miasta Sanok i miasta Prużana na Białorusi, w obwodzie brzeskim. A jako że kiedyś te tereny należały do Polski, więc  panowali tutaj polscy władcy i w 1588 roku, córka królowej Bony nadała miejscowości Prużana prawa miejskie i herb, tym razem herbowy wąż ma kolor niebieski, w bardzo podobnym ( przynajmniej na fotografii ) odcieniu, w jakim są kopuły cerkwi prawosławnej z II połowy XIX w..
Owa bestia pożerająca, albo też..rodząca człowieka(sic!) ma również swoje podobieństwa do Queltzacoatl’a – azteckiego bożka węża, który już bez wątpliwości pożera człowieka. Wąż ten zwany jest również pierzastym, czyli posiadającym pióra.. a może skrzydła? Całkiem niewykluczone, że to ten sam osobnik, którego Biblia nazywa wężem starodawnym!: Obj. 12:9
9. I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie.

A teraz popatrzmy , porównajmy i podumajmy:

Logo marki Alfa Romeo:

logo-alfa1

sforza1 sforza2ab

Herb rodziny Sforza

herb-sanoka.1

Herb Sanoka

herb-Prużana1

Herb Prużany

HerbVisconti-c  herb-viscontichab

Herb rodu Viscontich protoplastów Sforzów

pierzasty-wąz-a

Pierzasty wąż Quetzalcoatl

Jak widać z powyższego gadzie geny od dawien dawna, ciągle gdzieś przewijały się w historii ludzkości, i tak się jakoś składa, że w większości u rodów panujących.

 

Trueworld Show

Zachęcona poniższą krótką składanką z filmów i zdjęć*, niosącą konkretne przesłanie, obejrzałam następnie film pod tytułem Truman Show, który niezmiernie mnie zaskoczył, pod względem błyskotliwych odniesień do tematu prawdziwego świata, w którym żyjemy, a który jest ukrywany przed nami tak, jak prawdziwy świat jest ukrywany przed bohaterem filmu.  Tym, którzy już wiedzą na co zwracać uwagę, będzie trudno się oderwać, więc rozsiądźcie się wygodnie. Nie zabraknie gadżetów o bezpośrednim odniesieniu do modelu płaskiej ziemi w miniaturze, jak i w planie rzeczywistym, oraz aluzji do inżynierii pogodowej, a nawet manipulowania  światłami  na nieboskłonie (sic!). Film bardzo udany, i to pod wieloma względami, polecam.
A teraz zapraszam na składankę*, a film Truman Show jest dostępny w necie.

MATRIX

Wczoraj, od rana dzień zapowiadałby się taki, jak Pan Bóg go stworzył, czyli piękny,
gdyby już od świtu chemtrails nie brudziły nieboskłonu swymi odchodami, czyli
szykowała się sztuczna zmiana pogody. No i dzisiaj zmiana jest.
I jak tu wychodzić z domu, na powietrze ( celowo nie napisałam słowa świeże, ),
bo przy takich opryskach, trzeba byłoby mieć kombinezony wyjściowe,
a’la te wymyślone onegdaj przez S.Kubrick’a.

Jeśli ktoś myśli, że to jedyny nasz problem, z którymi  musimy zmagać się w
ostatecznych czasach, to oczywiście jest w błędzie. Matrix jest bardziej złożony

Musimy radzić sobie między innymi z przytłaczającym poczuciem, że nasze marzenia o
doprowadzeniu się do spokojnej przystani, w  jesieni naszego życia, mogą w większości się
nie ziścić, o ile nie będzie nas stać na bilet gdzies do raju, w którym życie jest tanie,
można jeść to, co rośnie i spada z drzewa, a macki złego i chciwego matrixa tam nie sięgają.
Podobno coraz mniej jest takich  miejsc na świecie, głównie dlatego, że matrix się zacieśnia i uszczelnia, bo jego twórcy są coraz bardziej chciwi, i nie chodzi im o kasę, (oni ją mają w ilościach dowolnych), ale o nasze dusze.

Pamiętajmy o tym, gdy będą omamiać nas widokami luksusowego życia, które sami prowadzą, ale innym wieść nie dają.
Nie dajmy się ogłupiać ułudą, że jeśli tylko więcej i coraz więcej będziemy pracować, tym  lepiej i coraz więcej będziemy mogli zarabiać na to, czym nam machają przed oczami, jak marchewką na kiju. Tak nie jest, bo to nie jest dla wszystkich, ale dla wyodrębnionej ‚kasty’. My mamy tego  pragnąć, mamy o to zabiegać, dwoić się i troić, w poczuciu, że kiedyś na to ‚zapracujemy’. Mamy wstawać bladym świtem, pracować coraz dłużej, a najlepiej aż do śmierci i nie narzekać, gdy nam zły i chciwy matrix grzebie po kieszeniach, mamy udawać, że wiemy na czym polega współczesna demokracja i że system feudalny to przeżytek poprzednich ciemnych epok. A przecież nie chodzi nam o to, że praca jest zła sama w sobie, ale zło jest wtedy, gdy ktoś sobie coś zasadzi, wyhoduje, nazbiera, wybuduje, wypracuje na jakikolwiek  sposób, a potem matrix  zabiera ludziom to, co sobie cieżką pracą wypracowali, zupełnie jak za czasów Robin Hooda.

Przypomnijmy sobie teraz kilka kluczowych scen z filmu pod tytułem MATRIX, bo przesłanie tego filmu jest ciągle aktualne: będzie to scena,  ukazująca , o co tak naprawdę chodzi w życiu.

Zacytuję końcowy komentarz do powyższego fragmentu filmu:
Ta stawka jest większa niż życie. Tu chodzi o nasze życie wieczne.
Przyjęcie Jezusa Chrystusa do naszego serca nie gwarantuje nam życia tu na ziemi, wypełnionego dobrami materialnymi, tak jak my to widzimy i chcielibyśmy, aby było.
Wiara polega na zaufaniu, bo Bóg nie jest lampą Aladyna.Kiedy w Niego uwierzymy, to On nam pokaże zwiedzenie i zaopiekuje się nami, da nam wszystko, czego potrzebujemy!

Dlaczego wierzący mogą ufać, że Bóg będzie się nimi opiekował?
Oto jedna z cudownych obietnic Boga dla Jego dzieci, które nie są pozostawione na pastwę tego ‚świata’!

Mat. 6:25-34
25. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie?
26. Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?
27. A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć?
28. A co do odzienia, czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą.
29. A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie był tak przyodziany, jak jedna z nich.
30. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni?
31. Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać?
32. Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.
33. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.
34. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia.