Skarby kosmosu..?, czyli -

.. sprawy nabierają tempa!

Po  dziejowych anonsach w skali kosmicznej, sprzed kilkudziesięciu niemal godzin, sceptycy, uważający, że NASA za słabo się wykazuje, w wyszukiwaniu potencjalnego życia ‚w kosmosie’, chyba już zmienili zdanie, bo jak się okazuje, wbrew wcześniejszym ostrożnym zapowiedziom, wyrażonym przez szefową naukowców  NASA: Ellen Stoffan*, w 2015 roku, że życie zostanie  odnalezione i owszem, ale  najpóźniej do 2025 roku, znacznie wcześniej dowiadujemy się, o poważnym nieziemskim odkryciu, siedmiu planet w układzie o wdzięcznej i wymownej nazwie TRAPPIST-1. Taką samą nazwę (bez 1) nosi też  teleskop, użyty do tych obserwacji.

nasa-ufo-EllenStoffan

*źródło podane w screenie

Mimo, że  nazwa tego teleskopu jest przedstawiana jako akronim
(Transiting Planets and Planetesimals Small Telescope) w Obserwatorium La Silla na pustyni Atakama w Chile) to jednak trudno nie widzieć tutaj niezwykłej zbieżności z nazwą zakonu TrappistówTrappiści to po naszemu Cystersi, o których info znajduje się tutaj,  -a  oto fragment z opisu, który  jest wymowny w zestawieniu z nomen-omen nazwą teleskopu.
‚Ostatecznie Zakon Zreformowanych Cystersów Najświętszej Maryi Panny z La Trappe, popularnie zwany trapistami (od nazwy macierzystego klasztoru w La Trappe; po francusku trappe znaczy pułapka*, został zatwierdzony przez papieża Leona XIII w 1892 r. W 1902 r. zmieniono nazwę na Zakon Cystersów Ściślejszej Obserwancji (obecnie: Zakon Cysterski Ściślejszej Obserwancji’.

*podkreślenie moje.

To jeszcze nie  koniec  ‚ gry słów i znaczeń’.

W tym materiale , gdy  pada pytanie ( 21;49) o to, czy  ustalono już jakieś nazwy dla tych  egzoplanet, zapanowuje krótka  konsternacja, a następnie jeden z przedstawicieli NASA odpowiada, że , owszem, istnieje wiele możliwości, a wszystkie są związane z Trappis bear ( piwo wytwarzane przez Trappistów) , na co inny reaguje groteskowym śmiechem.
Po tym jednak, co widzimy podczas tej w moim odczuciu mało naukowo wyglądającej-‚konferencji prasowej’, o klimacie, który uważam pasowałby do filmu o Czarowniku z Krainy Oz, nikomu  chyba nie jest do śmiechu, a jeśli jest, to szybko może to ulec zmianie, zwłaszcza jeśli od czasu do czasu poobserwuje, co się dzieje na na niebie.

Jeśli liczymy, że pokaże nam to NASA, to jesteśmy w błędzie, gdyż NASA pokazuje nam, starym już swoim i sprawdzonym zwyczajem tylko animacje:

nasa-ufo2

nasa-ufo1

nasa-ufo-animacja1

nasa-ufo-animacja

nasa-ufo-trappist2

Wiemy już, że nowy układ, zaanonsowany przez Nasa nie będzie ani tym, co nie lubią piwa Trappistów, ani dzieciom w szkołach,  nastręczał problemów w zapamiętaniu kolejności, bowiem każdej kulce jest przypisana  jedna literka. Jedyna trudność , to ta , że  pierwsza kulka  zaczyna się od razu od literki b. (przedstawia to animacja powyżej, druga od góry).

Można przypuścić, że teraz NASA może odetchnąć z ulgą, w razie gdyby na przykład nie udała się  Misja Sadzenia  Ziemniaka na Marsie, w celach zniwelowania Głodu na Ziemi, i jest wtedy jak znalazł alternatywa  jego uprawy w innym układzie,
ale być może to nie jedyny powód ogłoszenia światu tej tajemnicy ujawnionej  w tym roku przez NASA,  gdyż ludzie coraz częściej zaczynają fotografować podobne obiekty na tle naszego rodzimego słońca i chmur na niebie, jak te:

nasa-ufo3-dome

nasa-ufo-blacksun2

nasa-ufo-blacksun3

źródła w opisie screenów

– poniżej malunek na lotnisku w Denver:

nasa-ufo-blacksun1

a tutaj widzimy fotografię obiektu, który odpowiada temu, co  widać na animacji w systemie Trappist-1 -wygląda jak zielona kulka z literą g !( patrz animacja druga i trzecia od góry):

nasa-ufo-blacksun-green
Po obejrzeniu tych kilku reprezentatywnych przykładów można dojść  do konkluzji, iż – możliwe, że dodatkową Misją NASA jest uspokajanie opinii publicznej, że to, co ludzie fotografują swoimi Nikonami, to jest właśnie to, co oni fotografują  swymi teleskopami.
Ile jeszcze będzie takich radosnych  Mission Impossible, w które będzie nas usiłowała wkręcić NASA, pod przykrywką kolejnych  ‚naukowych’ rewelacji, tego nie wiemy, ale  jedno jest pewne, musimy zachować zimną krew, bo jak nam się tu pojawią byty rodem z filmów sf, to strach się bać.. Jakoś nie mam wrażenia, że te horrorystyczne istoty, którymi straszą widzów na filmach z gatunku sf i w horrorach,  pochodzą tylko z głębin wyobraźni reżyserów i scenarzystów. A do tego, znając starożytną zasadę: pozory mylą, obyśmy nie musieli przerabiać historii wziętej ze scenariusza serialu V-Goście, o czym chodzą już słuchy od dawna..

Przebudzator – czerwone niebo..

Zanim zaprezentuję część 5 materiału w odcinkach ( za siedmioma górami ..)  , zapraszam na kolejny Przebudzator – pt.  czerwone niebo.., skłaniający, jak mam nadzieję,  do zastanowienia się nad  jak najbardziej aktualnymi wydarzeniami, związanymi ze znakami na niebie, które są coraz częściej obserwowalne, w rożnych częściach świata, jako zjawiska mniej lub bardziej lokalne.

Pasjonujący się produkcjami sf, pamiętają zapewne kultowy serial V-Goście, jeszcze z lat 80-tych, a następnie jego bardziej współczesny remake z 2009 roku, z elektryzującą rolą Anny, jakże sugestywnie zagraną przez  Morenę Baccarin.

Wiedząc już, że to, co pokazuje nam Hollywood  niesie z sobą zawoalowane przesłania, co do wydarzeń, które są reżyserowane poza planami filmowymi, chciałabym zwrócić uwagę na podobieństwa w tym , co pokazano w/w serialu, a tym, co jest ostatnimi czasy fotografowane przez różnych obserwatorów.

Poniżej zdjęcia z serialu V- Goście:

redsky-Vscene

redsky-Vgoscie

(źródło podane w screenach).

A teraz zobaczmy zdjęcia ze świata realnego, zrobione w Brazylii , przy okazji mała ciekawostka, taki zbieg okoliczności,- Morena Baccarin też pochodzi z Brazylii.

redsky-brasil1

redsky-brasil( źródło podane w opisie screenu)

kolejnym zawoalowanym  filmowym przekazem może być przykład death-star: gwiazdy śmierci, w kultowej produkcji Gwiezdne wojny.

Tak wygląda ona na filmie:

starwars2

źródło podane w screenie

A tak wygląda to, co zostało sfotografowane na niebie, przez obserwatorów:

nibiru

źródło podane w screenie

– i tutaj, zdjęcie zrobione na południowym wybrzeżu Australii ( w zestawieniu z prezentowaną filmową  gwiazdą śmierci, autor filmu sugeruje tu, że nibiru jest sztucznym tworem, gigantycznym  statkiem kosmicznym:

starwars

źródło podane w screenie.

Cokolwiek to jest, nie wygląda naturalnie, prawda?

W każdym razie, opinia publiczna jest powoli oswajana z ewentualnością, że nie jesteśmy ‚sami’, i całkiem możliwe, że być może czeka nas w bliżej nieokreślonym czasie jakiś kontakt*, z gwiezdnymi wojnami w tle**, skoro Hollywood  w  jednej ze swych najnowszych produkcji sf. przedstawia nam taką propozycję, w filmie pod , wiele mówiącym tutułem: Arrival / przybycie, przylot( tytuł w j. polskim tego filmu: Nowy Początek.

* Oficjalnie wspomina o tym, że widział ufo wyglądające , jak księżyc (możliwe to był ten obiekt zwany nibiru?) były pilot byłego prezydenta państwa zza Wielkiej Wody tutaj. 

** O tym napiszę w kolejnym temacie o mapach.

Mamy tam do czynienia z symboliką, do której zdążyliśmy już przywyknąć w filmach z gatunku science-fiction, gdzie  science: nauka powinna być traktowana  dokładnie tak, jak jest przedstawiana z  określeniem – fiction: fikcja,  ale za to symbolika pokazuje tam dokładnie to, co udaje  ten pseudo-naukowy kamuflaż.

Popatrzmy na rodzaj ‚pisma’, którym posłużono się w ‚dialogu’ z ‚obcymi’ -(heptapodami***):

*** nazwa ‚obcych’ z filmu Arrival, popatrzmy i posłuchajmy tutal. i tutaj.

Arrival3

– to przypomina takie starożytne zagadki:

arribal-serpent

źródło

-a tutaj mamy też bardzo konkretny przekaz:

Arrival5

źródło

Mamy też odnośnik, do gwiazdy, znanej już w starożytności:

Ariival

źródło w opisie do screena.

A oto autor opowiadania, na kanwie którego powstał film, w ciekawej kompilacji z plakatem, który  jest bardzo wymowny, przypomina bowiem układ na mapie Kobayashiego, sprzed .. tysiąca lat!:

arrival4

mapa-Kobayashi

Mapa Kobayashiego

Temat tej mapy został pokrótce omówiony tutaj ( a w następnym odcinku o mapach, jeszcze o niej  napiszę.:

 

Przebudzator – sonda uliczna.

Polecam gorąco !

***********

Moja UWAGA:

Autorzy: powyższej sondy ulicznej ( Del ze Szkocji) , oraz książki  Flat earth Conspiracy w wersji polskiej – część 1, polski tytuł Ukrywana prawda o płaskiej Ziemi: https://www.dropbox.com/s/992mvw2okoc114n/Ukrywana%20Prawda%20o%20p%C5%82askiej%20Ziemi%20cz.%201.pdf?dl=0,  - (   link z dodatku informacyjnego, w temacie: Przebudzator historyczny ), książka jest autorstwa Erica Dubaya, – nie są chrześcijanami,  w związku z czym,  jako chrześcijanka pragnę zwrócić uwagę, iż chrześcijaństwo bywa mylnie postrzegane jako kultowy system religijny, a zupełnie inaczej przedstawia je Biblia.
Ponieważ tu stawką jest wieczność; gorąco zachęcam do zrewidowania materiału w/w filmie, z faktami historycznymi dotyczącymi Jezusa Chrystusa: Więcej niż cieśla, autor Josh Mc Dowell, oraz Jezus świadectwo historii,  autor Joseph Dillow.
Polecam również niezwykle ciekawa książkę: Dona Richardsona, pt. Wieczność w ich sercach, Sensacyjne dowody wiary w jedynego Boga Pasjonujące doniesienia o wierzeniach plemion pierwotnych. Jak mają się one do objawienia Biblii? Co będzie z tymi, którzy nie słyszeli ewangelii? fragment książki tutaj:   

Przebudzator Historyczny, czyli..

.. kompendium historyczne omawiające zagadnienie płaszczyzny ziemi, z uwzględnieniem czasów współczesnych, które poleciłabym z czystym sercem każdemu, a szczególnie uczniom i studentom :

oraz gorąco polecam kolejny materiał, przeznaczony w szczególności dla każdego, kto utrzymuje, ze wierzy temu, co jest napisane w Biblii, pt.: Płaska ziemia według Biblii.

 

DODATEK INFORMACYJNY:

W komentarzach pod filmem: Historia Płaskiej Ziemi znajduje się link do pobrania ksiązki Flat earth Conspiracy w wersji polskiej – część 1, polski tytuł Ukrywana prawda o płaskiej Ziemi: https://www.dropbox.com/s/992mvw2okoc114n/Ukrywana%20Prawda%20o%20p%C5%82askiej%20Ziemi%20cz.%201.pdf?dl=0,

dodany przez Użytkownika o nicku Rk D.

Mapy, znane i mniej znane..

Każdy z nas, kto doświadczył wątpliwego pod wieloma względami dobrodziejstwa systemu edukacyjnego, pamięta atlasy, po których podróżowało się  palcem, uruchomiając wyobraźnię, gdyż dla większości z nas dalekie i jakże egzotyczne podróże, były możliwe tylko w taki właśnie sposób, albo podczas wsłuchiwania się w telewizyjne opowieści podróżników. Obecnie trochę się w tym względzie zmieniło i jeśli komuś nie straszna jest sama procedura, uprzykrzająca  wybierania się z jednego miejsca w drugie, która oprócz kosztów niesie z sobą przeróżne niewygody, to cieszy się i z takiej możliwości. ( Mnie osobiście ta procedura zawsze zniechęcała, nawet wtedy, gdy granice zostały dla zwykłych ludzi łaskawie nieco szerzej otworzone, więc wolę podróżować za pomocą dedukcji, zwłaszcza, że tylko wtedy jest możliwym przekroczyć granice, zamknięte dla zwykłego człowieka. )

Do podobnej dedukcyjnej podróży, przy okazji tematu mapowania świata, zapraszam dzisiaj Gości mojego bloga.

W ramach rozgrzewki jako ćwiczenie wstępne, mające na celu obnażenie tego, co jest nam prezentowane, jako niepodważalne, ustalone, zbadane, oraz dane do wierzenia przez ‚ naukowe autorytety’, proponuję zastanowić się, nad wykreowanymi przez tak zwanych profesjonalistów  obrazami naszego świata, na globusie i na kilku mapach, (w tym na jednej z map prezentowanych na zajęciach na uniwersytecie Yale.)

Sprawdźmy zatem, jak się mają sprawy na przykładzie Grenlandii.

greenland-map11

A poniżej Grenlandia przykrywająca Afrykę.

greenland-map7

Gdybyśmy przez chwilę pomyśleli, że to tak wygląda, bo inna jest skala  na mapie, a inna na globusie, to zobaczmy, jak się prezentuje Afryka na tym samym globusie, j.w.:

greenland-map10

Wracamy na chwilę do mapy, gdzie Grenlandia  jest  również większa niż Europa:

greenland-maps3

większa niż Indie i Chiny:

greenland-map5

Coś nie pasuje?.. Ano:

greenland-map

A może lepiej nie komplikować? :

greenland-map1

I nie męczyć tak studentów:

greenland-yale
Tak więc, że nie tylko region południowych krańców naszego niezwykłego świata jest nam przedstawiany fałszywie, ale także region północny.
To, co proponują atlasy szkolne ( a nawet uniwersyteckie, jak przykładowo zostało to wyżej pokazane), to kreskówkowy materiał dla niezainteresowanych.  Również google earth standardowo przekonuje, że u góry, (podobnie,jak u dołu mapy ) nie ma nic ciekawego, tylko śnieg i lód, albo naprzemienne złowieszcze morze arktyczne. A gdyby jednak komuś zachciało się zażyć prawdziwej zimy i chciałby sprawdzić trasę na mapie google, to owszem, może sobie pojechać From Poland to Norh Pole,  i to już za jedyne ‚od czterech tysięcy w górę’, ale wyląduje na .. Alasce :

google-polandtonorthpole1a

Obraz 3D ‚nie jest dostępny’, a prezentacja wersji NASA ‚satelitarnej’ , nie przewiduje zaglądanie ani bardziej w górę, ani w dół, aczkolwiek zauważyłam, ze tam, gdzie mamy białe połacie zwane Antarktydą doklejono spory kawał bieli (wcześniej obraz po prostu się kończył, odcięty za krechą, a teraz widać doklejoną część, pod krechą).

Proponuję przy okazji prezentacji możliwości kreatywnych  google, prześledzić podlinkowany materiał, gdzie będziemy mogli podążyć w linii prostej,jak strzała aż 5000 tys. km, mając wrażenie, że przechadzamy się po chińskim murze..

Do kolekcji map współczesnych, pod auspicjami wiodącej agencji od kreowania świata, dorzućmy jeszcze kolorowe obrazki prezentowane tutaj, a oto przykład:

globe-arctic1a

Nota bene, na tym obrazku, region polarny  zachęca do kąpieli, jak morze Egejskie, i w niczym nie sugeruje, aby coś istotnego, mogło w tym przeszkodzić, przy okazji zwiedzania Grenlandii, która tutaj , owszem jest rozmiarowo równa Europie, ale w Afryce przykryłaby zaledwie Maroko, no może jeszcze  kawałek Algierii.

Zobaczmy teraz inną mapę, z roku 1606, która opatrzona została w szczegóły, o których dzisiaj nienaukowo jest wspominać.

1606_Mercator_Hondius_Map_of_the_Arctic_

Mapa Merkatora.

W centrum jest zlokalizowana magnetyczna góra, zwana górą Meru, o której wiedzieli już starożytni, (których wiedza w temacie budowy świata w pionie i w poziomie, z uwzględnieniem  rejonów, które sięgają do  poziomów, poza którymi znajduje się miejsce przebywania Boga, aż do najniższych warstw świata podziemnego, jest interesująca, zważywszy, że opisom towarzyszą konkretne liczby (według starożytnej miary), odnośnie każdego z poziomów.)

(Ciekawostka: W Indiach istnieje góra o tej samej nazwie, o wysokości nomen-omen 6 660 metrów.Zrobiono film o wspinaczce na nią.)

 W tym materiale rozmówcy zastanawiają się między innymi nad dysproporcjami w ukazywaniu lądów i odległości na mapach północnego regionu i jego nienagłaśnianymi tajemnicami. Jedną z nich jest właśnie opowieść o magnetycznej górze Meru,  umiejscowionej w centrum miejsca, zwanego północną.
(Jeden z rozmówców zamierza wybrać się w ciągu pięciu lat na wyprawę w te północne rejony. )

Ciekawą uwagę można usłyszeć  mniej więcej w 2 h 50-52 o legendarnych istotach, które były często spotykane w krainach północy,  ( o których słyszano też w innych częściach świata), a które znamy pod nazwą bajkowa wróżka (fairy), lub elfy, które pamiętamy z bajek Disneya.
Otóż jak się okazuje, te maleńkie istoty nie występują tylko w bajkach, i są na to twarde dowody, w postaci znalezionych mikroskopijnych szkielecików ze skrzydłami,  lub odbitymi na kawałkach skał. Jest to dział archeologii zakazanej, tak samo, jak znaleziska potwierdzające istnienie gigantów, a także fotografie, niektóre zrobione współcześnie. Polecam ten materiał, skąd pochodzą prezentowane poniżej zdjęcia:

 

real-fairies2

real-fairies3

Ośmio – calowa (mieści się na dłoni) istota, zbadana przez archeologów i biegłych sądowych, posiadająca czerwone włosy, skórę, zęby, skrzydła, prześwietlenie stwierdziło identyczny szkielet, jak dziecka, ale kości puste, jak u ptaków, co czyni je lekkimi.

real-fairies4

real-fairies1

To zdjęcie zostało zrobione w roku 1917, w Anglii, gdy kuzynki robiły zdjęcia w ogrodzie w Cottingley, aparatem ojca  jednej z dziewczynek. Fotografia ta przykuła uwagę sir Conana Doyle’a,  (autora Sherlocka Holmesa), który poprosił o opinię firmę Kodak, która nie znalazła śladów fałszerstwa.

real-fairies5

To zdjęcie zostało zrobione przez wykładowcę uniwersyteckiego, na angielskiej prowincji. Autor twierdzi z przekonaniem, że jest autentyczne i nie było przerabiane w żaden sposób.

Polecam całość materiału, gdzie prezentowane jest więcej tych istot.

A tutaj skamieniałości:

wrozka

wróżka2

O tych małych istotach, które są obecne i znane  od dawna, a opowiada się o nich dzieciom bajki, napisał książkę Steve Quayle: pod tytułem: Little Creatures The gates of hell are opening (Małe istoty/ stworzenia. Bramy piekieł otwarte.

Książka ta nie jest przeznaczona dla dzieci.

cdn.

W następnym odcinku, zaprezentuję kolejny ciekawym materiał, który można zatytułować, podobnie, jak w przypadku istnienia zakazanej archeologii – zakazana geografia.

Śnieżna zima, palmy i ‚dwa błyski’. czyli..

Zanim będę kontynuować zapowiedziany w poprzednim odcinku, ciąg dalszy wieści z niedostępnych i mroźnych rejonów świata; w ramach rozgrzewki, na zasadzie klin-klinem, proponuję najnowsze wieści z południa Europy, z regionu znanego z ciepłego klimatu śródziemnomorskiego, na południu Włoch , w regionie Salento.

Nie wiadomo, czy do zwolenników teorii ‚globalnego ocieplenia’  dotarły już informacje o niezwykle mroźnej zimie, która zapuściła się w rejony, gdzie wcześniej, jeśli już  występowała to w łagodnej formie, (w każdym razie możliwe, że jeśli nawet, to nie ma to wpływu na niewzruszone stanowisko w tej kwestii, bo jeśli jest ono niewzruszone, to żaden atak zimy tego nie zmieni. )
Tymczasem w słonecznym i ciepłym Salento, tegoroczna aura wprawiła mieszkańców w stan zaniepokojenia, a to z powodu tego, co 500 lat temu napisał pewien włoski filozof Matteo Tafuri, w jednym ze swych dzieł, zatytułowanych: Prognoza. To właśnie w tym dziele datowanym na 1571 rok zawarta jest wzmianka o konkretnych zdarzeniach , które będą zapowiedzią zbliżania się końca świata..

Cytuję te prognozę za info:
Salento z palmami i łagodnym południowym wiatrem, śnieżne Salento lecz nigdy nie aż tak. Dwa dni śniegu, na niebie dwa błyski, wiem, że koniec świata jest bliski, ale tęsknić nie będę - brzmi treść przepowiedni Tafuriego cytowana przez „Daily Mail” : ‚Salento of palm trees and mild south wind, snowy Salento but never after the touch. Two days of snow, two flashes in the sky, I know the world ends, but I do not yearn.’

zima-Salerno3

źródło

Oto zaśnieżone południe Włoch( źródło DailyMail)

zima-Salento1

zimawSalento
Zwróćmy uwagę, że oprócz zaśnieżonego Salento,  prognozowane były jeszcze  ‚dwa błyski na niebie’ . (Słowo ‚flashes’  w j. angielskim oznacza też ‚świecić’) . Nie podano tego słowa w j., w jakim zostało napisane, ale   zjawisko na niebie, które można tak określić już występuje, i jest fotografowane w różnych częściach świata. Oto najnowsze fotografie:

słońca-dwa

A tu nawet ‚błysków’ jest więcej..

słońca-dwa.1JPG

Pozostaje nam cierpliwie czekać na ciąg dalszy wydarzeń, oraz kolejne zjawiska, które będzie można obserwować.

Za siedmioma górami.. (c.d. część 4)

Zapraszam niniejszym, na historie opowiedziane przez słuchaczy tej audycji, a może to okazać się,  naprawdę kontrowersyjny dla wielu, materiał..
Historię pierwszą,  opowiedział pierwszy słuchacz, który mieszka w Płn. Kaliforni, a jego rodzina pochodzi z Hawajów: jego mama, która urodziła się w latach 1945, widywała  w dzieciństwie jakieś ‚tajemnicze latające obiekty’, o których oficjalnie nie mówiło się, tak więc jako dziecko wzrastał w  poczuciu, że  nie jesteśmy ‚sami’. Obecnie jest to udowadniane przez tysiące filmów, które w tym temacie są umieszczane na you tube. Słuchacz i inni obserwatorzy mają aparaty, którymi można fotografować techniką ‚sun block‚, aparat wychwyci to, czego nie potrafi ludzkie oko, na przykład zmianę kształtu obiektu (shape shifting). Ten słuchacz jest przekonany, że mamy już obecnych, pomiędzy nami  ‚mieszkańców z galaktyk’. ( To jest właśnie częścią zwiedzenia, bo de facto nie są to istoty z ‚innych galaktyk’, ale z głębin ziemi, które potrafią zamieszkiwać ludzkie ciała. Pan Jezus wyganiał je z ludzi, na przykład do  ciał stada świń, czytamy o tym tutaj:
Mat. 8:28-32
28. A gdy przybył na drugą stronę, do krainy Gadareńczyków, zabiegli mu drogę dwaj opętani, wychodzący z grobów, bardzo groźni, tak iż nikt nie mógł przechodzić tą drogą.
29. I poczęli krzyczeć tymi słowy: Cóż my mamy z tobą, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?
30. A opodal od nich była wielka trzoda pasących się świń.
31. Tedy go demony prosiły, mówiąc: Jeśli nas wypędzasz, to poślij nas w tę trzodę świń.
32. I rzekł im: Idźcie! A one wyszedłszy, weszły w świnie. I oto cała trzoda ruszyła pędem po urwisku do morza i zginęła w wodach.

Kolejny słuchacz, z Zachodniej Wirginii opowiadał ze strachem w głosie, że wielu ludzi żyje w nieświadomości tych spraw, które dzieją się naprawdę,  a dotyczą one tematu, będącego domeną facetów w czerni, i które wywracają  światopogląd przeciętnego człowieka do góry nogami, i na które chciałby uczulić jak  najwięcej osób, ze względu na to tak realne i poważne niebezpieczeństwo, ujawniające się  w czasach, w jakich aktualnie żyjemy, a rodzaj ludzki powinien dążyć do odkrywania  prawdy, bo jako ludzie -gatunek ludzki), zasługujemy na to, bez względu na jakiekolwiek podziały.

Brzmi to naprawdę serio. ( Uwaga moja)

Zapytany przez prowadzącego audycję, czego tak się boi, odpowiedział, że:  ludzkiego zaślepienia na to, co się wokół dzieje i pozostawaniu w złudnej pewności, że wszystko jest ok, i zaufaniu mainstreamowi, podczas gdy sprawy mają się źle. Słuchacz nie chce nikogo straszyć bez potrzeby , ale uznał, że musi mówić, bo to wszystko co dzieje się teraz, jest zapowiedzią spraw, stojących ‚u drzwi’.
Prowadzący audycję zapewnił tego, mówiącego  drżącym głosem słuchacza, że poprzez właśnie tę audycję, wysłucha tego wiele osób, chociaż należy wziąć pod uwagę, że tego rodzaju wiadomości to ‚drażliwy temat’.  Słuchacz był wiele lat temu wojskowym, ale zrejterował, bo się bał i nie chciał dłużej w tym uczestniczyć. Po tych wydarzeniach i następstwach tej decyzji, (co stanowi osobną historię), podróżował po kraju, dzieląc się tym, o czym miał potrzebę mówić.

Następny rozmówca: Adam z Kaliforni  (z dziewczyną Angelicą w tle, z Nowego Meksyku), podzielił się, jak to określił dziwną historia, która przekazał mu jego dziadek, zanim zmarł. Dziadek pracował w sektorze, o którym nie rozmawiał za wiele, nawet w gronie rodzinnym, ale to było dla rodziny czymś oczywistym. To co ujawnił dziadek, stało się, gdy leżał on na łożu śmierci, więc nie miał powodów kłamać, a wręcz przeciwnie: – był to najodpowiedniejszy moment, aby wyjawić tajemnice, o których musiał milczeć latami. Wcześniej zapowiedział, że pewnego dnia podzieli się czymś, co będzie dziwnie, straszne, ale dopiero, gdy nadejdzie na to odpowiedni czas. W końcu nadszedł ten dzień, gdy umierający dziadek poprosił wnuka, aby wysłuchał, co ma mu do opowiedzenia, zanim wyzionie ducha. Być może dla niektórych będzie to jak opowiadanie pod wpływem  halucynacji, ale jakkolwiek to może zostać odebrane, Adam wierzy, ze dziadek powiedział prawdę. Dziadek zapytał : pamiętasz, jak  opowiadałem, ze byłem na misji  w Arktyce/ Antarktydzie ( w relacji niewyraźnie). Ludzie opowiadali, że jest tam dziura lub dziury w ziemi, i że to jest dziura do piekieł, gdzie są  stworzenia, demony i to był powód tej misji, na którą dziadek został wysłany; aby pilnować tej dziury. (dziur?), aby .. ludzie, którzy  chcieliby  tam się udać,  nie przedostawali  się. To mu zostało przekazane przez kogoś, kto tam był poprzednio na tej ‚warcie’. W tych dziurach – jednej na północy, a drugiej na południu, które łączą się z sobą, zamieszkują  wyglądający jak byty demoniczne. Adama  ta opowieść  przestraszyła, co jest zrozumiałe.
Potem rozmowa słuchacza Adama z prowadzącym audycję, przeszła na Buzza Aldrina i jego alter ego w filmie Toy Story, a następnie o dość sekretnych w szczegółach wizytach  amerykańskich oficjeli na Antarktydzie. W obliczu tego, co powiedział dziadek słuchacza, te wizyty zaczynają mieć jakiś sens, mianowicie wskazywać, że panowie polecieli w ten odludny rejon, nie tylko w celach rekreacyjno-przyrodniczych, ale również, aby obejrzeć to, do czego dostępu , jak się okazuje – strzegą nieustraszeni weterani, zaprawieni do zachowywania tajemnic przed resztą świata.

Buzz Aldrin też już się wypowiedział w temacie Antarktydy ( napisałam o tym w poprzedniej części tego materiału), ale prowadzący audycję jest bardziej skłonny wierzyć dziadkowi słuchacza, który nie miał powodów, aby kłamać na łożu śmierci, a także, mimo, iż musiał utrzymywać szczegóły swojej pracy w tajemnicy całe życie, nawet przed własną żoną,  to przy tej okazji nie okłamywał nikogo, po prostu milczał w temacie, o którym musiał zachować dyskrecję. Osobiście też przychylam się do zdania, że dziadek słuchacza powiedział prawdę.

Następnie powiedziała kilka zdań dziewczyna słuchacza Anjelica, a pytana, co o tej historii sądzi, powiedziała, że napawa ja lękiem, zwłaszcza, że miała już okazję spotkać się sama z jakimiś zjawiskami na niebie, które nie były naturalne.

Zsumujmy informacje: mamy dziurę w Arktyce , połączoną z dziurą na Antarktydzie, które są wrotami do piekieł, a wszystko to jest utrzymywane w tajemnicy, dla dobra tych, którzy chcieliby się tam osobiście pofatygować.

Mam  w tym miejscu  uwagę: jakkolwiek nie wątpię w prawdziwość relacji umierającego dziadka -strażnika dostępu do tych dziur/wrót, to mam jedynie zastrzeżenia , co do intencji, w jakiej  jesteśmy wszyscy tak oszukiwani, pod pretekstem dobra tych, którzy chcieliby tam się tam przedostać. Zaiste naiwna to wymówka, a w dodatku o konsekwencjach daleko gorszych, niż to, że jacyś ciekawscy mogliby tam  rzeczywiście chcieć się zapuścić!

Słuchając dalej relacji, usłyszymy o niezwykłych, dużych stworzeniach, które zamieszkuja te rejony, które wyglądają.. demonicznie. (Nie chodzi w tym przypadku o szaraków, czy reptilian).

Zobaczmy, co Google earth pokazuje nam fragmentarycznie, bo mimo, iż wiemy, że wiele na tej magicznej kulce nie zobaczymy, to i tak, to, co widać daje już do myślenia; obok piramid na Antarktydzie, widzimy też te dziwne stwory:

antarktyda-troll2a

antarktyda-troll3a

antarktyda-troll4a
Końcowe konkluzje słuchacza: cokolwiek to jest, jeśli chodzi o stworzenia (stwory), czy inne wymiary  dziadek ostrzegał, jako swój ostatni przekaz, leżąc na łożu śmierci,  że to, co w tych rejonach  dzieje w Arktyce, czy na Antarktydzie, czy  – jak to zostało powiedziane – gdziekolwiek to jest – to jest tam dziura prowadząca do piekieł, i byty wyglądające demonicznie, które tam egzystują, czymkolwiek one są, a wobec tego wszyscy jesteśmy ,co do tych spraw oszukiwani.
Prowadzący na koniec zachęca, aby podzielić się tymi wiadomościami z innymi, co też niniejszym uczyniłam, a wnioski pozostawiam Gościom mojego bloga.

Jako bonus do materiału: ciekawy fragment filmowy od minuty podanej na zdjęciu:

btw1

P.s. ( prowadzący audycję i słuchacze oscylują w modelu heliocentrycznym),

c.d.n.

Za siedmioma górami.. c.d. (cz.3)

Zanim zacznę opowieść o tajemniczych i morderczych plazmozaurach, występujących na Antarktydzie, w ramach  zilustrowania tego, że na świecie są takie niezwykłości, o których -jak to powiada znane powiedzenie: ‚filozofom się nie śniło‚, proponuję zdjęcie hybryd, których istnienie poza czasami antycznymi, może wywoływać niedowierzanie, a jednak..  Poniższy materiał w nawiązaniu do tematu ośmiornicy-giganta z jeziora Wostok, które oficjalnie ‚nie istnieje’, o którym wspomniałam w poprzedniej części serii: Za siedmioma górami..

hybrid-human-octo

źródło

Poniżej roponuję  wysłuchać relacji pewnej osoby, o zachowaniach istot ‚ośmiornicowatych’, albo -jak to zostało określone- ‚prawie z rasy ośmiornic’, (to też wyjaśnia, skąd się ‚naturalnie’ może wziąć taka hybryda - uprzedzam, że materiał jest przeznaczony dla osób dorosłych o silnych nerwach). (materiał od minuty podanej na screenach).

octopus-man

octopus-mam1

źródło

Plazmozaury
O plazmozaurach dowiadujemy się nie z pierwszych stron gazet, ani z podręczników, aczkolwiek znane są już ekipom badaczy radzieckich od końca lat 50-tych, oraz amerykańskich od lat 60-tych, a nawet podejrzewa się, że jakieś ‚anomalie’ mogły być przyczyną zaginięcia ekspedycji Roberta Scotta w 1912 roku, mimo, że wersja oficjalna mówi inaczej.
Zobaczmy, jak to tajemnicze wydarzenie przebiegło w wersji ekspedycji radzieckiej: ‚Nieprzyjemności zaczęły się dopiero, gdy rozbiliśmy obóz w punkcie naszego celu, czyli na południowym biegunie magnetycznym. Wszyscy byli wyczerpani, dlatego wcześnie położyliśmy się spać, ale nikt jakoś nie mógł zasnąć. Odczuwając nieokreślony niepokój, wstałem i wyszedłem z namiotu.

W odległości około 300 m od naszego pojazdu zobaczyłem dziwną, świecącą kulę. Podskakiwała, niczym piłka futbolowa, tylko że była ze sto razy od niej większa. Krzyknąłem i wszyscy wybiegli na zewnątrz. Kula przestała skakać i powoli potoczyła się w naszym kierunku, w ruchu przekształcając się w coś, co przypominało kiełbasę.

Zmienił się też jej kolor – stał się ciemniejszy, a w przedniej części „kiełbasy” pojawił się otwór podobny do paszczy, ale bez oczu. Śnieg pod „kiełbasą” skwierczał, jakby była rozżarzona. Paszcza poruszała się i wydawało mi się, że coś mówi…

Fotograf ekspedycji Sasza Gorodecki poszedł do przodu ze swoją kamerą, chociaż kierownik grupy wołał, aby ten pozostał na miejscu. Sasza szedł jednak dalej pstrykając zdjęcia. A ta sztuka… Błyskawicznie zmieniła kształt – wyciągnęła się w wąską taśmę i wokół Saszy powstała aureola, niczym na głowie świętego. Pamiętam, jak on krzyknął i upuścił aparat…

W tym momencie rozległy się dwa wystrzały – strzelali Andriej Skobielew i nasz lekarz Roma Kustow. Wydawało mi się, że strzelali bombami, taki był huk. Świecąca taśma jakby spuchła, na wszystkie strony poleciały iskry i jakby krótkie błyskawice.

Rzuciłem się do Saszy. Leżał twarzą do dołu, był martwy. Tył głowy, dłonie i – jak się później okazało – całe plecy, były dosłownie zwęglone, a z polarnego kombinezonu pozostały łachmany.

Próbowaliśmy nawiązać łączność radiową z naszą stacją „Mirnyj”, ale nic z tego nie wyszło. Nigdy nie spotkałem tak gwałtownej burzy magnetycznej. Trwała trzy doby, które spędziliśmy na biegunie. Aparat fotograficzny był zniszczony, jakby piorun go trafił. Lód i śnieg, tam gdzie przesunęła się „taśma”, wytopił się, tworząc koleinę o głębokości pół metra i szerokości do dwóch metrów. Saszę pochowaliśmy obok miejsca postoju.

Następnego dnia kula pojawiła się znowu. Szybowała nad mogiłą naszego kolegi. Kustow i Borysow zaczęli strzelać do niej z karabinów. Nagle, wprost z powietrza zmaterializowała się jeszcze jedna kula. Historia powtórzyła się. Nad głowami mężczyzn pojawiły się błyski, rozległ się hałas i obaj padli martwi na ziemię.

Kule zniknęły, a w powietrzu pozostał zapach ozonu, jak po silnej burzy. Skobielew, który robił zdjęcia, leżał kilka metrów od nich. Żył, ale całkiem oślepł i na dodatek absolutnie przestał być sobą; zachowywał się jak małe dziecko, nic nie jadł, pił tylko wodę i wkrótce zmarł.

Po powrocie do bazy, postanowiliśmy wszystko opowiedzieć kierownictwu. Ku mojemu zdziwieniu, w „Mirnym” wysłuchali nas uważnie i uwierzyli. Nikt nie próbował zakwestionować prawdziwości naszych słów. Ale nowej ekspedycji na biegun już nie wysłano.’

Z wersji amerykańskiej możemy się dowiedzieć: Kolejna grupa badaczy wyruszyła na biegun południowy z amerykańskiej bazy w 1962 r. Amerykanie wzięli pod uwagę smutne doświadczenia radzieckich kolegów – zabrali najlepsze wyposażenie, 17 osób poruszało się trzema pojazdami, zapewniono im stałą łączność radiową.

W tej wyprawie nikt wprawdzie nie zginał, ale jej uczestnicy wrócili po trzech tygodniach tylko jednym pojazdem, w stanie pełnego otępienia. Do tej pory nie wiele wiadomo, co tam zaszło. Ewakuowano ich pilnie do USA i odesłano na rehabilitację do kliniki psychiatrycznej. Sprawę utajniono. Można przypuszczać, że amerykańskim polarnikom też przytrafiło się spotkanie z kulami-zabójcami.Robert Scott

Drugim człowiekiem, który dotarł do bieguna południowego był angielski badacz Robert Scott w 1912 r. Na drodze do bieguna jego ekspedycja straciła jednego tylko człowieka. Postawiwszy flagę podróżnicy wyruszyli zaraz w powrotną drogę i … zaginęli. Według oficjalnej wersji, Scott i jego towarzysze zboczyli z drogi, skończyły im się zapasy żywności i zamarzli. Istnieją jednak podejrzenia, że mimo burz i niepogody polarnicy stykali się z jakimiś niewyjaśnionymi anomaliami i w rezultacie ginęli jeden po drugim.
źródło

O tym – co to było? – próbował naukowo wypowiedzieć się jeden z fizyków , bo nauka musi mieć jakieś ewolucjonistyczne  ostatnie słowo.( w linku do materiału).

A jak ten stwór wyglądał? W/w linku źródłowym mamy taka ilustrację:

plazmozaury
Historia ta przypomina relację z wydarzeń, bardzo zagadkowych i nie wyjaśnionych do dnia dzisiejszego, mianowicie z wycieczki pewnych studentów do odludnego i tajemniczego miejsca na Syberii, które od tego pamiętnego wypadku zwane jest Przełęcza Diatłowa, a wcześniej jeszcze nosiło nazwę tubylczą: Otorten – co znaczy: Nie idź tam!. Dlaczego było błędem i to strasznym w konsekwencjach  nie posłuchanie tej przestrogi, dowiemy się w materiale tutaj.

(..)

C.d.n.

W kolejnej części: Dziury do głębin ziemi i stworzenia nie z tego świata.. wyznanie na łożu śmierci, którym podzielił się z wnukiem, były pracownik służb pracujących m.in.na Antarktydzie.

 

Za siedmioma górami.. cd.

Wiadomością niemal z ostatniej chwili jest ta, że Antarktydę, obok takich znanych nazwisk, jak wymienionych tutaj, odwiedził również (wymieniony na liście w materiale z linku) Buzz Aldrin, czyli jeden z  ‚astronautów’, znanych z hollywoodzkich opowieści NASA ‚o podboju księżyca‚. Czy to kolejny przypadek? Wygląda na to, że nie i to z kilku powodów. Internet bowiem huczy od tego, co Buzz Aldrin przekazał światu, zanim został wprowadzony w stan comy, po przeewakuowaniu go z Antarktydy, z powodu nagłego pogorszenia stanu zdrowia.
Po pierwsze,  86 letni B.Aldrin, przyznał się do wieloletniego życia w kłamstwie o podróży na księżyc, jako, że w tym położeniu stwierdził, że nie ma już nic do stracenia , więc wyznał, że mija niemal 46 lat od czasu, gdy złożył przysięgę sekretarzowi stanu, iż nie powie prawdy, że ‚lot na księżyc’ nie odbył się naprawdę, a wszystko to było zainscenizowane.
aldrin-hospital

(źródło)

Oczywistym jest, że każdy momencie, gdy życie wisi na włosku,  może odczuwać mniejszy lub większy imperatyw  do wyznawania prawdy, ale jako, że przy tej okazji, dowiadujemy się, ‚powodem tego, że nie poleciano wtedy na księżyc było okupowanie go przez ‚obcych’, po ‚ciemnej’  jego stronie, które widziano przez  satelity, należy uznać – w obliczu tych info, do których dotarli dociekliwi, że Buzz Aldrin celowo nie został poinformowany, o prawdziwych powodach maskarady z księżycem, czyli o tym, że egzystujemy w innym, niż heliocentrycznym modelu świata, bo taka wersja była potrzebna na czasy, gdy zostanie aktywowany plan ‚inwazji obcych’, który właśnie rozwija się na naszych oczach! – a że to zostało zaplanowane, – o tym poinformował sam uczestnik kosmicznej maskarady: Werner von Braun, a przekazała nam to do wiadomości publicznej  jego wieloletnia współpracownica Carol Rosin, której wypowiedź jest zaprezentowana już na moim blogu. Dodać do tego warto, że to, co zostało wykute w kamieniu na nagrobku Wernera von Brauna, to jest wymowny przykład o tym, że i kamienie potrafią mówić, a nawet krzyczeć!..

wernervonbraun

Tłumaczenie:  Ps. 19:1-2
1. Przewodnikowi chóru. Psalm Dawidowy.
2. Niebiosa opowiadają chwałę Boga, A firmament głosi dzieło rąk jego.

W Biblii KJV, powyższy tekst jest zawarty w wersecie 1.

1 (To the chief Musician, A Psalm of David.) The heavens declare the glory of God; and the firmament sheweth his handywork.

Carol Rosinzostała ostrzeżona przez von Brauna ,  przed ostatnią maskaradą zorganizowaną dla świata, właśnie z ‚obcymi’ w tle, i dlatego to w tym właśnie świetle należy analizować  dalsze wyznanie Buzza Aldrina: It’s all been a huge lie. All of it. Everything you see is faked, Photoshopped.(Wszystko to było i jest wielkim kłamstwem. Dosłownie wszystko.Wszystko, co widzicie jest zafałszowane. Robione w fotoszopie.) Jak również to złowieszczo brzmiące twitnięcie, z fotografia piramidy na Antarktydzie w tle, które wykonał Buzz Aldrin, brzmiące: „We are all in danger.  It is evil itself.” (Jesteśmy wszyscy w niebezpieczeństwie, To jest samo zło (zło w całej swej postaci).  Twitnięcie to zostało następnie usunięte.

aldrin-twitter

Co do kłamstwa o podróży na księżyc, oficjalne dementi brzmi, że to ‚czysty nonsens’, przy sugestii, iż Aldrin  powiedział, co powiedział, z powodu  demencji spowodowanej wiekiem, oraz stanem umysłu, który był pod jej wpływem.

Doświadczenie historyczne uczy nas jednak, że oficjalne dementi w różnych sprawach, ani nie musi się pokrywać z faktami, ani się zwykle nie pokrywa, ale ma dobrze wyglądać przed ‚opinią publiczną’ i wskazywać kierunek ‚prawidłowego’ postrzegania spraw tego świata, a czasami nawet tamtego.
Pamiętamy  że przez dekady mówienie o ‚obcych’, jakkolwiek te byty były postrzegane, było dozwolone jeno w filmach sf, ale w prawdziwym życiu było passe i można było za to być posądzonym o słabość umysłu.

Pamiętamy też, że w niektórych rejonach, nawet  mówienie o wierze w Boga, było podejrzane i niepoprawne politycznie, oraz mogło być nawet represjonowane pobytem w psychuszce, o ile czyjaś wiara wykraczała poza normy zalegalizowanych związków wyznaniowych.

Wszystko zależy zatem od aktualnych trendów, a wygląda na to, że właśnie powiały wiatry z południa świata, jako nośnik wieści o charakterze ‚kosmicznym’.  
Inne wieści też potwierdzają, że jesteśmy w przededniu spraw, rodem z filmów sf, o tyle jednak straszniejszych, o ile mogących się wydarzyć naprawdę..,
ale o tym napiszę kolejnym razem.

c.d.n.