Znośna ciężkość bytu, czyli.. część 4.

Zdaję sobie sprawę, jak drażliwe i niepopularne może być poruszanie tematów obwarowanych różnego rodzaju tabu, przerabiałam to już niemal od zarania mego pobytu na różnych forach dyskusyjnych, ale to mnie nauczyło odporności na krytykę, czy też bany, które mi wlepiano, jako personie non grata.
To doświadczenie umożliwia mi również swego rodzaju weryfikację trendów, które są lansowane przez matriks, w celach popularyzacyjnych określonych postaw i dążeń, z ukierunkowaniem na człowieka wierzącego, czyli tego, wokół którego cała diaboliczna machina zarzuca, i oplata sieć zwiedzenia.

Tego żałuję, i jak przypuszczam jest to uczucie dominujące u każdego niezależnego badacza rzeczywistości, że o wielu sprawach nie wiedziałam wcześniej., bo proces docierania do prawdy w każdej materii wymaga sporo czasu i wysiłku, ale to też jest swoistym samo-zobrazowaniem, tego zakłamanego i zepsutego do szpiku kości, upadłego świata.

Szczery badacz rzeczywistości zaczyna z czasem zauważać, iż większość, o ile nie wszystko* to, co zwykliśmy uważać za ‚normalne życie , w tym życie chrześcijańskie’, zostało zhakowane, odpowiednio i na tyle wcześniej, aby nikomu nie przychodziło nawet do głowy kwestionowanie utartych schematów ‚prawidłowych/ wierzeń i postaw, oraz stylu życia, wzmacnianych przez uznawane autorytety, postawione na straży tych ‚prawidłowości’.

*Jakiś czas temu , natknęłam się na analizę pewnego badacza rzeczywistości ,(to był schemat funkcjonowania w obrębie tak zwanego porządku cywilizacyjnego), gdzie konkluzją tego badacza była sentencja, iż on, w obliczu tej wiedzy, musi kwestionować już wszystko.

Koronnym tego przykładem jest kwestia, poruszana często na moim blogu: kształtu ziemi, czy rozpowszechniana szerzej, w niektórych środowiskach chrześcijańskich, kwestia teorii ewolucji vs stworzenie. O ile kwestia kreacji ma dość sporo zwolenników w/w środowiskach, to jednak oficjalnie , zarówno kosmologia według Georgesa-Henri Lemaitre **, jak ewolucja zostały zabetonowane w tak zwanym zsekularyzowanym świecie.

Kwestia kształtu ziemi została ‚ustabilizowana’ jeszcze wcześniej, i ciągle jest zbyt wstrząsowa dla wielu chrześcijan, którzy się z ta kwestią zetknęli, zwłaszcza tych, którzy nie wiedzą , gdzie szukać rzetelnych info w tym temacie. Co prawda po bliższej analizie tekstów biblijnych , po zdystansowaniu się (po analizie dowodowej), do obowiązujących trendów kosmologicznych, które są oficjalnie przyjęte jako ‚teoria naukowa’, wszystko zaczyna być jasne, plus obserwacje i doświadczenia w świecie rzeczywistym, potwierdzające, że teoria ziemi-kuli jest fałszywa, ale boją się dzielić z innymi, ewentualnymi wątpliwościami, by nie zostać uznanymi za dziwaków, szurów, itd.

** cytuję za wikipedią: Georges-Henri Lemaître (ur. 17 lipca 1894 w Charleroi, zm. 20 czerwca 1966 w Leuven) – belgijski astronom, astrofizyk teoretyczny i prezbiter katolicki; jeden ze współtwórców XX-wiecznej kosmologii relatywistycznej, obok Alberta Einsteina i Aleksandra Friedmana. Lemaître jako pierwszy zastosował w kosmologii fizykę kwantową. Wysunął hipotezę Wielkiego Wybuchu[a] i na jej podstawie przewidział istnienie promieniowania reliktowego, potwierdzonego w latach 60. przez Penziasa i Wilsona.

Hipotezy, teorie i tajemnicze, aczkolwiek coraz częściej spotykane w wypowiedziach różnych wykładowców na uniwersytecie youtube***, określenia, takie jak fizyka kwantowa, który to termin wnosi powiewu nowoczesności i naukowo kojarzącego się sznytu, ale mnie kojarzy się z trendem, z którym można się spotkać na w/w uniwersytecie, a który wywołuje paroksyzmy zachwytu u urzeczonej widowni, i uwesela jury, w których rękach jest dać zarobić najlepszemu z najlepszych uweselaczy, mianowicie magicy pokazują niezwykłe sztuczki i nieprawdopodobne wręcz sztuki magiczne, walcząc o milion dolarów. (Najwyraźnoej nawet najzdolniejszy z tych magów, nie jest w stanie tej sumy wygenerować samą magią).

Podzielam teorię , (nie zobowiązując nikogo doktrynalnie do wierzenia), że ci rzeczywiści magowie hajsu nie potrzebują, albo inaczej; oni go materializują, gdyż magowie o odpowiedniej randze, potrafią jak to wiemy z historii, nie tylko zamieniać kije w węże, ale dokonywać bardziej spektakularnych ruchów, ku uciesze gawiedzi, albo ku jej skłanianiu do określonych zachowań.

Spotkałam się jeszcze w youtubowych kuluarach, z teorią lansowaną przez prosperujących socjalnie youtuberów, nazywana siłą przyciągania ,( low of attraction), w kręgach chrześcijańskich znane pod terminem ‚pozytywne wyznawanie’, i jest to dość popularny trend tu i tu, który sprawdza się również tu i tu, aczkolwiek wybiórczo.

*** uniwersytet youtube ma w moim rozumieniu znaczenie pozytywne, jeśli chodzi o dostęp do informacji z różnych dziedzin, gdyż tylu info, ile tam można zdobyć, nie oferuje żaden inny uniwersytet, dostępny dla maluczkich.

Oczywiście boleję nad tym, w jaki sposób niezależni badacze, są tam traktowani, ale po tym, w jaki sposób youtube potraktował moje skromne komentarze, i gdy po zhakowaniu mojego konta odmówiono mi przywrócenia możliwości komentowania, dochodzę do wniosku, że luminarze pozytywnego myślenia, mają tam głowy nie od parady, skoro wiedzą komu konto przywrócić, a komu na wszelki wypadek nie przywracać, bo to jednak ‚za trudny przypadek’.

Ale póki co, mogę jeszcze wypowiadać się tutaj, co też robię, i obym mogła jak najdłużej, gdyż ciągle jeszcze ktoś tu zagląda, (mimo okresowych przestojów w pisywaniu, co mam nadzieję moi Goście wyrozumiale mi wybaczają,

c.d.n.

Znośna ciężkość bytu, czyli.. część 3.

..Ptaki są wolne!

Któż z wierzących nie słyszał przykładu, który dał Pan Jezus uczniom, o ptakach, co to nie sieją , nie żną, ani nie zbierają do gumien, a Ojciec Niebieski troszczy się o nie, a cóż dopiero o nas. Mat. 6:26
Jako wierzący mamy zapewnienie troski Boga Ojca o nas.
Jakże zatem, w świetle tego zapewnienia od Boga, zdumiewająca może być troska wielu wierzących, w zabieganiu o sprawy tego świata.

Jakiś czas temu obserwowaliśmy z mężem parę gołębi, i ze strony mojego męża padła uwaga, którą zaliczyłam w poczet tych błyskotliwych i wartych przytoczenia, zwłaszcza, że jest dobrą ilustracją do moich dalszych przemyśleń .

Gołębie przysiadły na parapecie i okazywały , że mają się ku sobie, a mój mąż po chwili powiedział: – To one tak bez ślubu?..

No właśnie, gdy spojrzymy na ptaki, natura radzi sobie bez ceremonii, kontraktów i przysiąg, co jak widać dotyczy wszystkich aspektów ptasiego życia.

Co prawda jako ludzie jesteśmy daleko zacniejsi niż ptaki, jak mówi werset 26, więc niektóre aspekty życia człowieka, też mogą wymagać zacniejszej oprawy, stosownej do zacności tego, czego dotyczą, i ja nie zamierzam umniejszać tej zacności ludziom, którzy mają się ku sobie, i pragną dawać temu odpowiedni wyraz i oprawę, ale postaram się wyjaśnić dalej, co mnie nurtuje w tej kwestii, i jakże zdumiewająca może być szczera naiwność i niewiedza wierzących, w sprawach, które gdyby były bardzie j oparte o wzorzec podany przez samego Pana Jezusa:Spójrzcie na ptaki (..)’, to z pewnością wniosłoby to więcej wolności, w wielu aspektach życia wierzących, bez zbędnych komplikacji, tudzież wikłania się we własne słowa przysiąg i przyrzeczeń, których wielu nie jest w stanie z czasem dotrzymać.

Co w temacie matrymonium było zalecane wierzącym, jako najoptymalniejsze wyjście, a co jakby umknęło percepcji pokoleń wierzących?:

1 Kor. 7:26-40
26. Sądzę więc, że w obliczu groźnego położenia dobrze jest człowiekowi pozostać takim, jakim jest.
27. Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony.
28. A jeśli się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś, a jeśli panna wyszła za mąż, nie zgrzeszyła; wszakże tacy będą mieli doczesne kłopoty, ja zaś chciałbym wam tego oszczędzić.
29. A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli;
30. A ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali;
31. A ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata.
32. Chcę, abyście byli wolni od trosk; kto nie ma żony, troszczy się o sprawy Pańskie, o to, jak by się Panu podobać;
33. A żonaty troszczy się o sprawy tego świata, o to, jak by się podobać żonie,
34. I żyje w rozterce. Także kobieta niezamężna i panna troszczy się o sprawy Pańskie, aby być świętą i ciałem i duchem; mężatka zaś troszczy się o sprawy tego świata, jakby się podobać mężowi.
35. A to mówię dla własnego dobra waszego, nie aby sidła na was zarzucać, lecz abyście postępowali przystojnie i trwali przy Panu ustawicznie.
36. A jeśli ktoś uważa, że wobec swej panny zachowuje się niewłaściwie, bo już przekwitła, a powinna była wyjść za mąż, niech czyni, co chce, nie zgrzeszy, niech się pobiorą.
37. Kto jednak mocno postanowił w sercu swoim, bez przymusu, a panuje nad wolą swoją, i rozstrzygnął we własnym sercu, że zachowa swoją pannę w dziewictwie, dobrze uczyni.
38. Tak więc, kto poślubia pannę swoją, dobrze czyni, ale kto nie poślubia, lepiej czyni.
39. Żona związana jest tak długo, dopóki żyje jej mąż; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle w Panu.
40. Ale według mojego zdania jest szczęśliwsza, jeśli tak pozostanie; a sądzę, że i ja mam Ducha Bożego.

Osobiście nie spotkałam się z lansowaniem powyższego podejścia, (tego o czynieniu lepiej i byciu szcześliwszym w stanie wolnym),  w kręgach chrześcijańskich, z którymi miałam kontakt.
Egzystencja ludzi wierzących, w większości jest oparta o taki sam wzorzec, jak w tak zwanym świecie, dotyczy to zawierania małżeństw, jak podążania ścieżką edukacji i robienie kariery zawodowej w matriksie., ( o czym wspomniałam w poprzednich częściach).

Ktoś mógłby zapytać, a co w tym złego, gdy wierzący ludzie chcą żenić się i wydawać za mąż, podążać ścieżką edukacji i kariery zawodowej w matriksie?
Jak wyżej, nic złego chcieć tego, czy tamtego, bo chcieć można, i człowiek powinien móc realizować swoje pragnienia,, o ile mieszczą się w intencji dobra własnego i bliźniego, ale tu znowu pojawia się pytanie, ( podobnie jak w temacie o podróżach): czy to jest nadrzędnym celem wierzących?, – aby żyć na modłę tego świata/ matriksa, który jaki jest, każdy wnikliwy wierzący zaczyna z czasem dostrzegać, najpierw z dozą niedowierzania i powątpiewania, a potem już tylko ze zgrozą.

Oczywistym staje się, że to co wiadomo już było pierwszym wierzącym w Chrystusa, (a co zostało zalane błotem milczenia przez wieki ukryte, a następnie wykręcone przez matriksowe omamy, tak zwanego cywilizacyjnego postępu), – nie ma wystarczającej siły przebicia , by konkurować z tym cywilizacyjnym blichtrem, proponowanym z szerokim rozmachem przez matriks, który łudzi blaskiem i oślepia, niczym disnejowska wróżka, machająca różdźką, zdolną zamienić każdego kopciuszka w księżniczkę, (przynajmniej na jeden dzień i noc), i któraż panna o tym nie marzy? (Owszem, są wyjątki, ale to naprawdę zdarza się sporadycznie, i bywa przyjmowane z niedowierzaniem).

Konkludując, ;wiele słyszałam w środowisku wierzących o wstrzemięźliwości wobec picia/ jedzenia, tudzież damskiego ubioru plus makijażu, ale nie słyszałam nawoływania do męskiej wstrzemięźliwości w materii panowania nad wolą swoją, no i damskiej roztropności, w odniesieniu do stanu bycia szczęśliwszą, w nawiązaniu do powyższego przekazu, zacytowanego z 1 Kor. 7:26-40 , oraz do kategorii zdrowo-rozsądkowych, z zastosowaniem wyobraźni przyczynowo-skutkowej, co również zakłada branie pod uwagę trudne dzieje ludzkości, które były i są udziałem rodzaju ludzkiego, i potencjalnie będą przed nami, póki nie nastąpi odnowienie wszechrzeczy.

cdn.

Znośna ciężkość bytu, czyli.. część 2.

Jeśli wierzący nie ma przed oczami celu nadrzędnego, może po drodze wikłać się w niepotrzebne mu sprawy tego świata.
Dlatego dobrze jest zatrzymać się na chwilę, zanim podejmie się jakieś wiążące decyzje, zanim wejdzie się na ścieżkę, z której trudno będzie zawrócić, albo stanie się to z różnych przyczyn już niemożliwe.

Czasami jeden werset może stać się tym światełkiem ostrzegawczym w tunelu. Jak w pewnej prawdziwej historii o kimś, kto mógł pojechać w podróż dookoła świata, mógł zwiedzić wszystkie te kraje, o których kiedyś marzył, żeby do nich pojechać, z wycieczką na Antarktydę włącznie. Ale gdy stało się to zbiegiem niezwykłych okoliczności możliwe do zrealizowania, przypomniał sobie jeden werset, który zaświecił mu się czerwonym światełkiem ostrzegawczym:
Mar. 8:36. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?

Ten ktoś wziął sobie to ostrzeżenie głęboko do serca i pozostał na miejscu,

i najprawdopodobniej dobrze zrobił, bo już stare legendy mówią, że aby dotrzeć do różnych tajemnic nie trzeba podróżować, a wystarczy odkryć tę prawdę, jaką odkrył legendarny sir Albert, który w poszukiwaniu rozwiązania pewnej tajemnicy, długo podróżował, bez oczekiwanego efektu, a po powrocie odkrył, że gdyby czekał cierpliwie w domu, jak mądry człowiek, wszystko byłoby znane.

Z ludzkiego punktu widzenia była to strata okazji do zobaczenia wielu pięknych miejsc,  zakładając, że ta podróż marzeń, zakończyłaby się szczęśliwym powrotem do domu, z bagażem pięknych wspomnień, lecz z punktu widzenia wieczności, gdyby coś po drodze, poszło nieprzewidywalnym torem, prowadząc na różnorakie manowce zwiedzenia, których świat ma bez liku, mogłoby to mieć nieobliczalne w straty skutki.

Oczywiście nie znaczy to, że każdy wierzący powinien powstrzymywać się od podróży marzeń, ale dobrze jest wtedy, jeśli tym marzeniem dla wierzącego jest przede wszystkim chęć wypełnienia konkretnej woli Boga , co do jego życia.  Nietrudno byłoby bowiem wyruszyć w podróż dookoła świata mając na to środki, można nawet byłoby sobie perswadować; – mam środki, to znaczy, że Bóg chce, abym zwiedzał świat.  Tylko czy aby na pewno celem wierzącego jest zwiedzanie świata?

Dlatego dobrze jest umieć zadać sobie właściwe pytania, we właściwym czasie i rozejrzeć się, czy gdzieś na horyzoncie zdarzeń, nie zapala się światełko ostrzegania, które przyświeca wierzącym, jak to czytamy w Psalmie 119:105. Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim.

Historia życia Petroneli uchyla również rąbka tajemnicy życia tych wierzących, którzy mogą być trapieni różnymi chorobami i dolegliwościami, a które to niekoniecznie muszą być wynikiem ich grzechów.
Tak, jak to jest to wyjaśnione przez samego Pana Jezusa tutaj:

Jan. 9:1-3. A przechodząc, ujrzał człowieka ślepego od urodzenia.
2. I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, ze się ślepym urodził?
3. Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.

c.d.n.

Znośna ciężkość bytu, czyli..

Rozmyślania na czas dobry i zły.

Zwykle bywa tak, że większość ludzi ma jakieś plany życiowe, przynajmniej na najbliższą przyszłość.
Te plany zostają osadzone w oparciu o rzeczywistości, którą znamy od lat, która ma w sobie czynnik powtarzalności i stabilności, niosąc dzięki temu poczucie bezpieczeństwa, kontynuacji, o w miarę przewidywalnych konsekwencjach.

Czy wierzący człowiek powinien znajdować się w pozycji zaskoczenia, jeśli nagle zauważa, że wokół niego dzieje się coś zaskakującego, *
do czego nie był przygotowany, o czym w ogóle o tym nie myślał i czego nie zakładał , planując przyszłość, na krótszy lub dłuższy okres?

Czy w ogóle braliśmy pod uwagę, że cokolwiek wytrąci nas z tej powszechnej rutyny życia , którą nasiąkaliśmy od dziecka, takiej jak edukacja, kariera zawodowa, rodzina? Czy ktoś się zastanawiał na poważnie, czy taki model życia jest normatywny dla wierzących?

Nie mam tu na myśli tych, którzy uwierzyli w jakimś konkretnym punkcie życia, nie sprzyjający niektórym zmianom, na przykład mając już rodzinę, bo jeśli masz rodzinę, to po pierwsze; będziesz starał się, by zapewniać jej dach nad głową i byt.
Wierzący nie ma tu praktycznie innego pola manewru, które byłoby w zgodzie z dewizą ‚dbania o swoich’, jak to czytamy :
1 Tym. 5:8. A jeśli kto o swoich, zwłaszcza o domowników nie ma starania, ten zaparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego.

Aczkolwiek zestawiając powyższą informację, z tym, co jest zacytowane poniżej, mamy do czynienia z pewną rozbieżnością w obu przekazach. Bo czyż jedno nie wyklucza drugie? :
(Istnieją pewne sugestie co do tego listu, które w tym przypadku mogą być pomocne w zrozumieniu, skąd ewentualne rozbieżności, w kwstii różnych zaleceń ogólnych, co do funkcjonowania wierzących w tamtym okresie i umiejscowieniu, w zestawieniu z tekstem zacytowanym poniżej:

Mar. 10:28-28. I począł Piotr mówić do niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą.
29. Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii,
30. Który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego.

No i tu się rodzi pytanie:
Co w sytuacji, gdy wierząca osoba decyduje, że chce opuścić rodzinę dla głoszenia ewangelii? Czy wobec sugestii z 1 Tym, 5;8 staje się kimś wyrodnym, nie dbającym o swoich, czy wręcz przeciwnie, będzie traktowana jak ap. Piotr, który jak wiadomo miał żonę, i  córkę, oraz miał pracę, ale opuścił wszystko?
Z przekazów pozabiblijnych, które są dostępne wynika, że żona apostoła Piotra Perpetua, przybyła za swoim mężem apostołem Piotrem do Rzymu, gdzie poniosła śmierć męczeńską.
Krótka wzmianka o niej tutaj

(Nie natrafiłam na więcej informacji o żonie Piotra, w necie).

Natomiast więcej informacji jest dostępnych o córce apostoła Piotra : Petroneli  tutaj

Dowiadujemy się z w/w źródła o tym, co w dzisiejszych czasach, w większości środowisk chrześcijańskich, z pewnością zostałoby przyjęte z dużym dystansem i niedowierzaniem, a mianowicie, że Petronela nie marzyła o zamążpójściu, wręcz przeciwnie, i to nie dlatego, że nie znalazł się kandydat do ożenku, bo znalazł się i to bardzo majętny i wpływowy, do którego doszła wieść o niezwykłej urodzie córki apostoła Piotra.. Również choroba Petroneli nie stanowiła przeszkody, w tym, aby mogła wyjść za mąż.
Intrygujące jest również podejście apostoła Piotra do uzdrowienia córki.

Czy gdyby Petronela żyła w późniejszych czasach i miejscu, w którym kierowano się zaleceniami z 1 listu do Tymoteusza, zostałaby pochwalona za taki niepopularny stan umysłu, czy raczej zacytowano by jej, z 1 Tym. 2:15. Lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świętobliwości, i w skromności. ? ( Omówiłam już na blogu, inne tłumaczenie tego konkretnego wersetu).

Wygląda na to, że model życia dla wierzących był sukcesywnie nakierowywany na konkretne tory, i z czasem główny cel, wytyczony przez przekaz ewangeliczny, był zatracany, aż do czasów współczesnych, gdzie życie chrześcijan jest wprzęgnięte w matriks w sposób, który ma wpływ praktycznie na każdą dziedzinę zarówno w funkcjonowaniu, jak i w większości w kształtowaniu poglądów.

Jak się zakończyła ta inspirująca i zaskakująca historia życia pięknej córki apostoła Piotra Petroneli, powinno dawać do myślenia współczesnym wierzącym, którzy dają się porywać wirowi życia na modłę tego świata i zatracają z oczu to, co powinno być kwintesencją i celem ziemskiej egzystencji ,dla wierzących.
Zwłaszcza tym pannom i młodzieńcom , którym tęskno do zaślubin, i którzy mają najczęściej odrealnione wyobrażenia w tym temacie, gdyż zwykle młodzi w stanie zakochania i uczuciowego uniesienia, tudzież zaprogramowani hollywoodzko-harleqinowskim mirażem, nie myślą o sprawach, o których powinni rozmyślać i chcieć się informować, na długo przedtem zanim w ogóle się poznali.
Dotyczy to szczególnie wierzących, gdyż przebiegłość synów tego świata czyni egzystencje na tyn padole krwi, potu i łez dla nich jeszcze trudniejszym.
Jak w tej przypowieści o nieuczciwym zarządcy: Łuk. 16:8. I pochwalił pan nieuczciwego zarządcę, że przebiegle postąpił, bo synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od synów światłości.


*1 Piotr. 4:12. Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu,
13. Ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili.
14. Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.
15. A niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw.
16. Wszakże jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech tego nie uważa za hańbę, niech raczej tym imieniem wielbi Boga.
17. Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd od domu Bożego; a jeśli zaczyna się od nas, to jakiż koniec czeka tych, którzy nie wierzą ewangelii Bożej?
18. A jeśli sprawiedliwy z trudnością dostąpi zbawienia, to bezbożny i grzesznik gdzież się znajdą?
19. Przeto i ci, którzy cierpią według woli Bożej, niech dobrze czyniąc powierzą wiernemu Stwórcy dusze swoje,

c.d.n.

Gabinet osobliwości, czyli..

Anatomia dla zaawansowanych

Zapraszam do zapoznania się z materiałami wizualnymi, wybranymi przeze mnie z różnych miejsc, które udało mi się wirtualnie odwiedzić i umieścić w moim blogowym gabinecie osobliwości.

Centaur – źródło podane w opisie filmu.

pegaz – źródło w opisie filmu.

skrzydlato-szponiasty  –  źródło podane w opisie filmu

W starożytności jedna z popularnych bogiń była portretowana jako skrzydlata postać ze szponami zamiast stóp.

Współcześnie pokazano podobną  istotę w filmie z gatunku sf, pt. Eon Flux, jedna z postaci imieniem Sithandra miała zamiast stóp przeszczepione dłonie.

Sithandra -postać z filmu Eon Flux. Zdjęcie z portalu pinterest.

syrena – źródło podane w opisie filmu.

Szkielet syreny:

źródło w opisie filmu.

słonioręki – źródło podane w opisie filmu.

Podobna postać była również inspiracją dla pewnego dyktatora mody, nazwałam to : wielorękogłowy:

źródło podane w opisie filmu.

Taurus – źródło podane w opisie filmu.

Polecam  niniejszym materiał pt. Hybrydy w Biblii, z portalu Prawda ma znaczenie. Wykład Waldemara Dalewskiego.

Żródło w opisie filmu:

Niedzielne rozważania, czyli..

..tłumaczenie ma znaczenie.

W dniu dzisiejszym, podczas czytania fragmentu z Księgi Daniela, zaczęłam zastanawiać się nad tym, do jakich konkluzji może doprowadzać konkretne tłumaczenie jakiegoś tekstu. ( i czy ewentualnie takie , a nie inne tłumaczenie, mogłoby być intencjonalne).

Oto przykład, z Księgi Daniela , gdy czytamy w tłumaczeniu Biblii Warszawskiej:

Dan. 6:6-7
6. Wtedy rzekli owi mężowie: Nie znajdziemy u tego Daniela żadnego pozoru do skargi, chyba że znajdziemy przeciwko niemu coś na punkcie jego religii.
7. Wówczas owi satrapowie i ministrowie wpadli do króla i tak odezwali się do niego: Żyj wiecznie, królu Dariuszu!

8. Wszyscy ministrowie królestwa, namiestnicy, satrapowie, zwierzchnicy i doradcy doradzają, aby król wydał zarządzenie i nadał mu moc obowiązującą: Kto w ciągu trzydziestu dni o cokolwiek będzie się modlił do jakiegokolwiek boga albo człowieka oprócz ciebie, królu, będzie wrzucony do lwiej jamy.
9. Teraz więc królu, wydaj to zarządzenie i każ sporządzić pismo, które według niewzruszonego prawa Medów i Persów nie może być cofnięte.
10. Wobec tego król kazał sporządzić pismo z tym zarządzeniem

To, co najpierw rzuciło mi się w oczy, i skłoniło do wyobrażenia sobie tej sceny, było stwierdzenie: satrapowie i ministrowie wpadli do króla.
Zaczęłam zastanawiać się, jakby mogła wyglądać owa scena; nagły tumult u drzwi, następnie energiczne i z impetem, który naturalnie sugeruje samo słowo wpadli wtargnięcie -wpadnięcie, grupy wzburzonych poddanych-urzędników, do komnaty króla, który zaskoczony patrzy na wpadających, z pytającym wzrokiem, jakby chciał zapytać: – Co się stało panowie?..

I tu pojawiło się w mojej głowie pytanie, a raczej seria pytań. Gdyż czy do króla można było sobie tak wpadać, nawet jeśli to była grupa wysokich oficjelów królestwa?
Prawem, opisanym w Księdze Estery, było prawo, że jeśli król Achaszwerosz nie wyciągnął berła w kierunku osoby, gdyby ona pojawiała się w jego obecności, to taka osoba miała zginąć, i nawet królowa Estera ryzykowała, gdy pojawiła się u króla nieproszona. (Est.4;11) Czy coś się zmieniło pod tym względem w prawie medo-perskim, tylko nie ma o tym wzmianki, i można  było za panowania Dariusza wpadać do króla?

Postanowiłam sprawdzić w innych tłumaczeniach, no i okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła, bo owszem, brzmią one nieco inaczej, mianowicie:

Biblia Króla Jakuba:

Dan 6;5 Wtedy powiedzieli ci mężowie: Nie znajdziemy żadnej sposobności przeciwko temu Danielowi, chyba że ją znajdziemy przeciwko niemu w prawie Boga jego.

6 Wtedy ci prezydenci i książęta zebrali się przed królem i powiedzieli mu: Królu Dariuszu, żyj na wieki.

7 Wszyscy prezydenci królestwa, namiestnicy i książęta, doradcy i dowódcy naradzili się wspólnie, aby ustanowić statut królewski i wydać stanowczy dekret, aby każdy, kto prosi o nią jakiegokolwiek Boga lub człowieka, trzydzieści dni, z wyjątkiem ciebie, królu, zostanie wrzucony do jaskini lwów.

8 Teraz, królu, ustal dekret i podpisz pismo, aby się nie zmieniło, zgodnie z prawem Medów i Persów, które nie zmienia.

9 Dlatego król Dariusz podpisał pismo i dekret.*

*miejsca inaczej  tłumaczone wyszczególnione  kolorem

Przyjrzyjmy się teraz tekstowi z wersetu 19.

Dan. 6:19
19. Potem udał się król do swojego pałacu i spędził noc na poście, nie dopuścił do siebie nałożnic, a sen go odbiegł.
(BW – Biblia Warszawska)

(W wersji KJV – Króla Jakuba, mamy przesunięcie o jeden werset wstecz).

KJV
18 Potem król udał się do swego pałacu i spędził noc na poście; nie przyniesiono mu też instrumentów muzycznych, a sen jego odszedł od niego.

Dan. 6:18
18. Potem odszedł król na pałac swój, i przenocował nic nie jadłszy, i nic nie przypuścił przed się, coby go uweselić mogło, tak, że i sen jego odstąpił od niego.
(BG- Biblia Gdańska)

W moim odczuciu pomiędzy instrumentami muzycznymi a nałożnicami, istnieje różnica, aczkolwiek, być może powiedzenie, o traktowaniu kogoś instrumentalnie, mogło powstać na kanwie takiego skojarzenia.
Zbadałam również wersję hebrajską, no i w tekście ogólnym mamy ‚instrumenty muzyczne‚, a w opisie znaczenia słów wdług Stronga, zostały wyszczególnione obok instrumentów muzycznych, słowa: tancerki, konkubiny, muzyka.

Oczywiście można założyć, że każda królewska impreza uweselająca, mogła odbywać się zarówno w w oprawie instrumentów muzycznych , jak i jednocześnie z udziałem tancerek, konkubin i muzyki, no ale jednak musiałoby to przebiegać nieco inaczej, niż gdy mamy w tłumaczeniu li tylko samo słowo ‚nałożnice’.

Takich niuansów można znaleźć więcej, zainteresowanych odkrywaniem różnic w tłumaczeniach, zachęcam do samodzielnych badań nad tekstem.

Znamię Bestii – o krok do?..

Ile można ‚załatwić’ ‚jednym , malutkim implantem’, który z technologicznego punktu widzenia, już jest gotowy do wdrażania – można zobaczyć w tym materiale.

(Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że specyficzny klimat miejsca, podkręcony odpowiednią muzyką, potęgującą jego symbolikę i ponurość, jak i sama ‚procedura’ czipowania, nie były przypadkowe).

Mnie osobiście, w związku z tym tematem, ciarki zaczęły przechodzić już jakiś czas temu, i to bynajmniej nie z niecierpliwego oczekiwania na ten gadżet z piekła rodem, ale dlatego, że na naszych oczach materializuje się diaboliczny scenariusz wydarzeń, który objawiony został ku przestrodze wierzących w Biblii!

Zatrważające!

Kolejny raz, ( na moim blogu poruszam już wcześniej ten temat), zachęcam do obejrzenia materiału ZNAMIĘ BESTII, bo to, o czym tam mowa staje się z dnia na dzień coraz bardziej realne, co potwierdza w/w materiał.


——————
bestii* – w innych tłumaczeniach ‚zwierzęcia’.

Obj. 13:15
15. I dano mu tchnąć ducha w posąg zwierzęcia, aby posąg zwierzęcia przemówił i sprawił, że wszyscy, którzy nie oddali pokłonu posągowi zwierzęcia, zostaną zabici.

Obj. 13:16-17
16. On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole,
17. I że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia.

Obj. 14:9-13
9. A trzeci anioł szedł za nimi, mówiąc donośnym głosem: Jeżeli ktoś odda pokłon zwierzęciu i jego posągowi i przyjmie znamię na swoje czoło lub na swoją rękę,
10. To i on pić będzie samo czyste wino gniewu Bożego z kielicha jego gniewu i będzie męczony w ogniu i w siarce wobec świętych aniołów i wobec Baranka.
11. A dym ich męki unosi się w górę na wieki wieków i nie mają wytchnienia we dnie i w nocy ci, którzy oddają pokłon zwierzęciu i jego posągowi, ani nikt, kto przyjmuje znamię jego imienia.
12. Tu się okaże wytrwanie świętych, którzy przestrzegają przykazań Bożych i wiary Jezusa.
13. I usłyszałem głos z nieba mówiący: Napisz: Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę, mówi Duch, odpoczną po pracach swoich; uczynki ich bowiem idą za nimi.

Przypadek Waszti..

Kim była Waszti, dowiadujemy się z lakonicznej o niej wzmianki z Księgi Estery. Otóż była to żona króla Achaszwerosza, jaśnie panującego w stu dwudziestu siedmiu prowincjach, rozciągających się od Indii aż po Etiopię, jak podają źródła historyczne w okresie od 486 r. przed Chrystusem.

Na wydanej przez siebie uczcie, gdy już wszyscy podochocili sobie winem, król Achaszwerosz zażyczył sobie, aby jego żona Waszti okazała się w całej swej krasie publicznie. Biblia o tym nie informuje, ale są źródła, które mówią, że chodziło o pokazanie się nago, co najwyraźniej nie przypadło do gustu samej królowej.
Nie wiadomo, czy mogła się ona obawiać nawet utraty życia, po sprzeciwieniu się królowi, wobec wszystkich jego znamienitych gości, co podważało w jakimś stopniu jego autorytet, ale z pewnością musiała się ona liczyć z poważnymi konsekwencjami takiej odmowy.

W moim odczuciu był to akt desperackiej odwagi chwili, ale być może królowa liczyła, że z czasem jej piękność uśmierzy królewskie niezadowolenie?

Możliwe, że tak by się nawet mogło stać, skoro czytamy w 2 rozdziale Księgi Estery, że po jakimś czasie gniew króla ustał, ale otaczali go doradcy, którzy mieli jak widać z dalszej treści tej księgi, ogromny wpływ na decyzje króla, i sprawy potoczyły się według ich sugestii. Do realizacji doszedł plan odsunięcia Waszti od godności pierwszej żony króla i zastąpienie jej nową wybranką, została nią Estera, która później odegrała znaczącą rolę, aczkolwiek zostało jej dane do zrozumienia, że po to właśnie dostała swoją szansę.

Jak podają źródła pozabiblijne, np. Herodot, Achaszwerosz był człowiekiem, dumnym, kapryśnym i zmysłowym, ulegającym namowom i wpływom zarówno swoich doradców, jak i kobiet ze swego haremu. (Czytamy o tym tutaj. 

To nie jedyna decyzja, która zapadła po owym wydarzeniu, na uczcie Achaszwerosza, bo za poradą jednego z królewskich ‚mędrców znających się na prawie’, bicz osądu spadł również na wszystkie kobiety zamieszkujące w jurysdykcji króla, aby przypadkiem żadnej z nich nie przyszło do głowy sprzeciwianie się ich mężom.
Tego chyba Waszti nie przewidziała, bo możliwe, że zapomniałaby na chwilę o swoim wstydzie, dla dobra ogółu kobiet, jak zrobiła to na przykład, w innych czasach lady Godiva, dla złagodzenia podatków, które chciał nałożyć jej ekscentryczny mąż na ludność, a miał tego nie zrobić, pod warunkiem, że jego żona przejedzie na koniu nago przez okolicę.

W niektórych rejonach świata, to zarządzenie, ( dotyczące posłuszeństwa mężom) ma daleko idące konsekwencje nawet do dnia dzisiejszego. Nawet widać niekiedy próby implementowania tego starożytnego zwyczaju w środowiskach chrześcijańskich, bez oglądania się na kontekst kulturowy, pod pretekstem bycia w zgodzie z poradami na temat uległości żon, wobec mężów, i bez zadania sobie trudu zbadania skąd takie drakońskie, ( drakoniańskie?..) zwyczaje się wzięły.

Kontekst kulturowy, zawiera w sobie zwyczaje, miejsca, i okresy występowania. Dlatego jest bardzo istotnym, aby odczytywać informacje ze starożytności, biorąc to pod uwagę.
Trudno w obecnej, tak zwanej cywilizacji, (tam, gdzie ona występuje), oczekiwać, przykładowo; że żony będą mówić do mężów per :panie, jak to czytamy w 1 Piotr. 3;6, ( no chyba, że w ramach czułych żartów pomiędzy małżonkami).

Trudno oczekiwać, że będziemy powracać do starożytnego rozumienia bycia przez męża ‚głową’ żony, którą niektórzy chcieliby rozumieć jako sprawowanie władzy absolutnej nad żoną, w różnych aspektach życiowych.

Słyszałam już konserwatywne głosy, że ‚w małżeństwie nie ma partnerstwa, bo to mąż jest głową żony’. Jednak tu nie chodzi o tworzenie hierarchii w rodzinie, ale o różne zadania.
Inne spełnia mężczyzna, a inne kobieta, natomiast oboje współdziałają w partnerstwie i dobrze jest, jeśli się w tym dogadują.

Wracając do postaci Waszti, patrząc na te opisane wydarzenia, dochodzimy do konkluzji, że bycie kobietą , nawet najpiękniejszą, i nawet na wysokiej pozycji, nie było gwarancją udanego życia, o ile była to pozycja zależna od mężczyzny i jego kaprysów.

Być może gdyby Waszti była królową samodzielną, jak na przykład królowa Saby, to miałaby więcej swobody? Również w wyrażaniu swojej woli, wobec ewentualnych, niekoniecznie najmądrzejszych męskich sugestii, czy decyzji.

No i to chyba jest taka ponadczasowa lekcja dla tych kobiet, które cenią sobie bezkompromisową możliwość działania, według własnego uznania, w miarę swej pozycji i możności.

Od czasów królowej Waszti zmieniły się pewne zwyczaje, przynajmniej w naszym geograficznym położeniu, ale role współczesnej kobiety ciągle są trudne i wygląda na to, że stają się coraz trudniejsze. Biblia przestrzega, że przy końcu czasów będzie najtrudniej, i to właśnie kobietom.
Mat. 24:19
19. Biada też kobietom brzemiennym i karmiącym w owych dniach.

Szczęście?..

Okazuje się, że w naszej oświeconej naukowością współczesności, można spotkać się z próbą naukowego podejścia do wszystkiego, w tym nawet do tak efemerycznego zjawiska, jakim są uczucia, a konkretniej chodzi o jedno z najbardziej pożądanych przez rodzaj ludzki, uczucie szczęścia.

Niedawno napotkałam na wykład , pewnego mentora zza wschodniej granicy, gdzie usłyszałam, że ‚szczęście to przyspieszenie wibracji mózgu’, oraz,że nie jest możliwym,;-co wynika z fizyki-, aby te wibracje były cały czas na wysokim poziomie, albo miały tendencje wzrostowe, bez późniejszego upadku w stan niższych wibracji, czyli wtedy, gdy osiągamy stan przeciwny do szczęścia, a więc możemy być ospali, bez energii, depresyjni.

(Gdyby przedstawić ten stan ‚wzrostu i spadku wibracji’ na wykresie , przypominałby sinusoidę).

Osobiście nie widzę potrzeby ubierania w tak zwany naukowy żargon, spraw nie pochodzących ze świata materii, bo przecież odczuwanie szczęścia należy do dziedziny niematerialnej, a nawet co do niektórych spraw z dziedziny materii, też nie uważam, aby trzeba było opisywać je w sposób ‚akademicki’, bo przykładowo taką oczywistą oczywistość jak ta, że woda jest mokra, każdy jest w stanie sprawdzić sam doświadczalne, i co do dalszych właściwości przykładowej wody, które jakie są każdy widzi, i gdyby nauka polegała tylko na tym, że nikt nie będzie próbował w jej majestacie naginać, zaginać i wykrzywiać tego, co proste, to przypuszczam, że lata szkolnej edukacji mogłabym uznać za bardziej inspirujące i pomocne w odkrywaniu prawdy o otaczającym świecie.

I tu dochodzimy niejako do sedna rozważań o uczuciu szczęścia, bo z doświadczenia życiowego, które można zaliczyć do dziedziny nauki naturalnej, (opartej o doświadczalne badanie świata zmysłami i zdolnością logicznego myślenia), wynika, iż samo doświadczanie tego uczucia tak się różni od próby opisywania tego w sposób ‚naukowy’, jak na przykład różnią się od siebie: opis składu chemicznego wody, od jej smaku, i zdolności gaszenia pragnienia.

Tak więc spragnionemu nie trzeba podawać akademickich opisów, formułek, czy wzorów, gdyż to go nie uszczęśliwi, ale należy podać szklankę wody, a natychmiast poczuje się tym bardziej szczęśliwy, im bardziej był spragniony, zanim się wody napił.

Czy komuś kto ma głębokie poczucie nieszczęścia, niespełnienia, bo z różnych powodów znalazł się w sytuacji, która wygenerowała wokół niego niesprzyjające okoliczności pomoże, gdy pozna ‚naukowo zdefiniowany’ stan nieszczęścia, jako ‚zmniejszenie częstotliwości wibracji w mózgu’? Czy wystarczy, aby w takiej sytuacji uświadomił sobie, że w takim razie powinien ‚zwiększyć wibracje’, to poczuje sie lepiej?

Nie neguję, że możliwym jest, by poprawiać sobie nastrój, za pomocą skierowywania myśli na sprawy o pozytywnym wydźwięku, ale ‚myślenie pozytywne’, samo w sobie może nie być wystarczającym remedium, gdy mamy do czynienia z przykładowymi w/wymienionymi, długotrwałymi, niesprzyjającymi okolicznościami, które mogą być generowane różnymi czynnikami.

Oczywiście istnieją różne ‚pomocne substytuty’, mające zaszczytne cele w uszczęśliwianiu ludzkości, w razie, gdyby czuła się nieszczęśliwa, ale sztuczny świat, z tym wszystkim, co zwykliśmy uważać za ‚postęp technologiczny’, który z takim rozmachem, i coraz śmielej proponuje ludzkości swoje ‚rozwiązania’, nie da człowiekowi prawdziwego i długotrwałego poczucia szczęścia, ponieważ Stwórca stworzył człowieka do świata natury, który jako jedyny jest przystosowany i najodpowiedniejszy dla rodzaju ludzkiego i jest w stanie utrzymać człowieka w poczuciu szcżęścia, które powstaje naturalnie, poprzez bezpośrednie obcowanie z naturą.

Czasami oglądam filmy wrzucane na portal youtube, przez zapalonych ogrodników, którzy z entuzjazmem i autentyczną radością, oprowadzają widzów po swych wypielęgnowanych ogrodach, i gdy opowiadają o tych miejscach widać i słychać, jak ten kawałek ziemi, na której rosną piękne rośliny, i obcowanie z naturą, prawdziwie ich uszczęśliwia!

Często rozmyślam, jakże pięknie i cudownie musiało być w rajskim ogrodzie, i jak wspaniały świat został nam przez Stwórcę przeznaczony i przygotowany!

Możliwe,że nie wszyscy marzą o byciu posiadaczami ogrodu np. różanego, albo z innymi kwiatami, i nie mają doświadczenia w uprawie roślin, ale większość ludzi nie ma nawet możliwości posiadania kawałka ziemi, ani czasu, by się nim zajmować, gdyż większość urodziła się i egzystuje w sztucznym świecie.

Poszybujmy przez chwilę na skrzydłach fantazji, i pomyślmy; czy komukolwiek byłby potrzebny sztuczny świat, gdyby miał możliwość zamieszkać w swoim własnym królestwie, gdzie byłby jedynym posiadaczem, właścicielem i dysponentem tego, co posiada?
To oczywiście pytanie retoryczne, bo od starożytności faraonowie tego świata zadbali, aby nawet jeśli jakiemuś ułamkowi procenta maluczkich zaświtałaby taka myśl w głowie, to aby proza i trudy życia szybko zdmuchnęły ten nieśmiały płomyk oświecenia, wskazujący drogę do wolności, która jak w pewnej bajce, którą pamiętam z dzieciństwa, może oświetlić tylko gorejące serce wyzwoliciela i przewodnika, torującego drogę garstce ludzi, zagubionej w gąszczu czarnej knieji .

Ta stara rosyjska baśń zrobiła na mnie spore wrażenie, ale dopiero jako osoba dorosła dowiedziałam się, że w prawdziwym życiu, które bywa dziwniejsze, niż bajki, istnieje Prawdziwy Wyzwoliciel i Przewodnik, którym jest Syn Stwórcy Jezus Chrystus! On toruje nam drogę w gąszczu niebezpieczeństw i pułapek tego świata , abyśmy dotrwali do końca tej drogi i znaleźli się w Jego Królestwie, gdzie jest miejsce dla każdego z nas, którzy wierzymy,!

Jan. 14:1. Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie!
2. W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce.
3. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.

Ps. 73:28. Lecz moim szczęściem być blisko Boga. Pokładam w Panu, w Bogu nadzieję moją, Aby opowiadać o wszystkich dziełach twoich.

Poświąteczno-noworoczna kawa z Bianką :)

Kilka dni temu, na wieczornym nieboskłonie, albo innymi słowy firmamencie, pojawiła się, zapowiadana na długo wcześniej, koniunkcja gwiazd błądzących; Jowisza i Saturna, zwanych planetami, gdzieniegdzie anonsowana nawet jako kolejna ‚gwiazda betlejemska’, co nawet nie jest takie dziwne, bo o ile jedna gwiazda betlejemska już zaświtała na przywitanie Króla Królów, to teraz należałoby się spodziewać, przy tak szczególnym ‚układzie kosmicznym’, oraz przejściu do nowej ‚kosmicznie’ ery, że chyba to znak, iż ktoś jeszcze usiłuje się tu ludzkości ujawnić, w podobny,  aczkolwiek nawet bardziej spektakularny sposób, dostosowany do percepcji technologicznie przygotowanego do tych anonsów, nowoczesnego człowieka, naszych zaskakujących w wydarzenia, czasów.

Ta kosmiczna era, zwana erą wodnika, chyba faktycznie coś z wodą ma wspólnego, bo w wielu rejonach świata, zanotowano ostatnimi czasy masywne powodzie*, co przywodzi mi na myśl zapowiedź z Księgi Daniela: Dan. 9:26  A po sześćdziesięciu dwóch tygodniach Pomazaniec będzie zabity i nie będzie go; lud księcia, który wkroczy, zniszczy miasto i świątynię, potem nadejdzie jego koniec w powodzi i aż do końca będzie wojna i postanowione spustoszenie.

Tekst ten jest zagadkowy, ale może powinniśmy tu brać pod uwagę linię czasową, tę nieoficjalną, czyli zamiast upłynięcia oficjalnych dwóch tysięcy lat po ukrzyżowaniu Pana Jezusa, mamy kolejny tydzień, zapowiadany w kolejnym wersecie, bez rzeczonej i oficjalnie proponowanej ‚przerwy czasowej, która trwa dwa tysiące lat’.
Dan. 9:27 I zawrze ścisłe przymierze z wieloma na jeden tydzień, w połowie tygodnia zniesie ofiary krwawe i z pokarmów. A w świątyni stanie obraz obrzydliwości, który sprawi spustoszenie, dopóki nie nadejdzie wyznaczony kres spustoszenia.

Do kwestionowania oficjalnie przyjmowanej linii czasowej, skłaniają mnie własne dociekania, zgodne zresztą z odkryciami niezależnych badaczy dziejów, którzy twierdzą, że dodano nam do historii ponad tysiąc lat.

Rzecz jasna, każdego zainteresowanego tą tematyką zachęcam do własnych poszukiwań, gdyż nie uważam, aby narzucanie komukolwiek jakichkolwiek, nawet najbardziej słusznych i zgodnych z rzeczywistością poglądów, było czymś stosownym, co dotyczy każdej materii, w której wyrażanie własnej opinii, w oparciu o osobistą wiarę i przekonania, powinno być niezbywalnym, naturalnym prawem wyboru, każdego człowieka.

* powodzie i inne wydarzenia jako możliwe znaki czasów ostatecznych na kanale The Two Preachers

Ten szczególny dla wielu, z różnych względów noworoczny czas, to na pewno dobry moment do refleksji nad życiem i jego sensem i celem.
Dla wierzących tym sensem i celem życia, jest wytrwanie w wierze do spotkanie ze Stwórcą w wieczności, jako osobistym Zbawicielem, aby przebywać z Nim już nierozłącznie w cudownej niebiańskiej rzeczywistości, której nie zakłóci już żadne zło i gdzie bólu, chorób, smutku ani śmierci już nie będzie!
To bardzo pocieszająca zapowiedź na każdy czas , dobry czy zły, który jest wpisany w naszą ziemską egzystencję .
A gdy przyjdzie odpowiedni moment, Stwórca objaśni nam wszystko to, czego nie rozumiemy teraz.

Nawiązując do tytułowej kawy, zastanawiam się nad fenomenem tego aromatycznego napoju, który nie powstydziłby się zaszczytnego miana ambrozji współczesnego człowieka, a szczególnie tak zwanych mas pracujących, bez której trudno wyobrazić sobie początek dnia, a często i jego ciąg dalszy. Spotkałam się nawet jakiś czas temu z opiniami, iż ten napój musi wręcz posiadać w sobie jakiś tajemniczy składnik, odpowiedzialny za błogostan, w którym znajduje się pijący kawę, a niekoniecznie to bywa postrzegane jako pozytyw, tak więc niektórzy postanawiają nawet ostatecznie z kawą zerwać.

Póki co, ja z kawą jeszcze nie zrywam, aczkolwiek delektuję się nią z umiarem, gdyż jestem zdania, iż picie i jedzenie tego, co lubimy, i w ogóle, z odpowiednim umiarem, to opcja optymalna, która się sprawdza, przynajmniej w moim przypadku.

Tak się złożyło, że popijając kawę, którą lubię, pomyślałam (drogą skojarzeń ), o youtubowym kanale Użytkownika: Astro Ara, którego kanał już polecałam na moim blogu, i który w dalszym ciągu polecam, a do tego, jeden z ostatnich filmów na tym kanale, który spontanicznie obejrzałam, prezentuje sposób przyrządzania kawy na wyżynach kosmicznej baristiki .aczkolwiek nie wnikając w głębię kosmiczno-technicznej magii tego przyrządzenia , trudno przełknąć samo wyobrażenie owej nieziemskiej ambrozji.

Sposób przyrządzania rzeczonej kosmicznej kawy jest w moim odczuciu wart tych kilku screenów, które wklejam poniżej, bo to pozwoli nam docenić poziom dokonań w sferze popuszczania wyobraźni na nadziemskich wyżynach, a także ewentualnie może pobudzić naszą wyobraźnię, gdyby przyszło nam pobłądzić w labiryntach nieziemskiego astralu, i rozmyślać nad tym, jak przygotowywane jest w sferach kosmicznych i w oparach naukowej estymy, menu bardziej stałe.

źródło screenów:materiał filmowy podlinkowany wyżej.